Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty
MIESIĄC W AZJI (SINGAPUR, FILIPINY I INDONEZJA), CZYLI WAKACJE MOJEGO ŻYCIA

15.3.17

MIESIĄC W AZJI (SINGAPUR, FILIPINY I INDONEZJA), CZYLI WAKACJE MOJEGO ŻYCIA

Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mi, że wakacje 2016 spędzę w Azji, popukałabym się po głowie. Owszem, kocham podróżować i staram się robić to jak najczęściej, ale nie oszukujmy się, póki co była to wyłącznie rodzima Europa. Wspominając więc w sierpniowej wishliście 2016, że chcę wakacji w miejscu gdzie są palmy, miałam na myśli raczej jakąś Grecję lub ewentualnie Portugalię (tam mnie jeszcze nie było!)... Życie jednak lubi zaskakiwać, więc na początku października 2016 spontanicznie wyjechałam na blisko miesiąc do Azji.


KOLEJNY PIĘKNY, NIKOMU NIEPOTRZEBNY PLANNER

3.3.17

KOLEJNY PIĘKNY, NIKOMU NIEPOTRZEBNY PLANNER

Moda na planowanie wszystkiego opanowała internet. Co rusz czytam na blogach o kolejnych pomysłach na organizację czasu, co chwilę ktoś próbuje mnie przekonać, że w każdej sekundzie mojego życia muszę być produktywna, bo inaczej czeka mnie śmierć na kanapie przed telewizorem i, co najważniejsze, koniecznie muszę posiadać planner. I nie, nie wolno mi mieć kalendarza, tylko koniecznie musi to być PLANNER. Zrobiłam więc rekonesans, jak na porządnego blogera przystało i wiecie co? Chyba was wszystkich pojebało.


PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ 2015 + NOWE NA 2016

25.1.16

PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ 2015 + NOWE NA 2016

Zeszłoroczny wpis o moich noworocznych postanowieniach na 2015 rok cieszył się na blogu ogromną popularnością. Podobnie zresztą jak wszystkie okresowe podsumowania na jakim etapie realizacja moich celów się znajduję. Początkowo wpis był raczej czymś testowym, jako że nigdy wcześniej nic takiego nie robiłam i nie byłam pewna czy w ogóle robienie takich postanowień ma sens. Okazało się, że ma większy niż mogłabym przypuszczać, ponieważ jasno pokazuje nam czy idziemy do przodu, czy raczej wegetujemy. Więc jak jest ze mną?

POSTANOWIENIE 1 - Przynajmniej raz w miesiącu odwiedzę muzeum, teatr lub galerię (nie mylić z handlową), celem ukulturnienia się, ponieważ brakuje mi tego straszliwie.
Rok 2015 zdecydowanie odbił się pozytywnie na moim poczuciu, że jednak nadal jestem wrażliwa na piękno, kocham sztukę samą w sobie, i utwierdził mnie w przekonaniu, że zdecydowanie powinnam wrócić do rysowania. Udało mi się odwiedzić kilka naprawdę dobrych wystaw, jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia i dalej mi mało... Tak czy inaczej - na plus.


PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ (PO PÓŁ ROKU)

3.7.15

PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ (PO PÓŁ ROKU)

Na samym początku roku zamieściłam na blogu wpis o poczynionych przeze mnie postanowieniach na 2015 rok. Między nami mówiąc, nigdy nie wierzyłam w te wszystkie wypisywane na blogach mrzonki, bo prawda jest taka, że w ogólnym rozrachunku nie udaje się nikomu zrealizować chociażby połowy tego, co sobie zaplanował. No, ale nie byłabym sobą, gdybym sama na własnej skórze nie spróbowała i tym samym dzisiaj wbijam z podsumowaniem realizacji postanowień po bitych 6 miesiącach. Będzie samo-opierdol?


PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ (PO MIESIĄCU)

6.2.15

PODSUMOWANIE NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ (PO MIESIĄCU)

Pod koniec minionego roku spisałam sobie 10 najważniejszych postanowień na 2015 rok. Teraz, po miesiącu czasu zrobiłam krótkie podsumowanie. Głównie po to, żeby zweryfikować czy noworoczne cele tak naprawdę mają w ogóle jakikolwiek sens.


5 NAJWIĘKSZYCH ODKRYĆ 2014 ROKU

5.1.15

5 NAJWIĘKSZYCH ODKRYĆ 2014 ROKU

Początek roku zazwyczaj skłania wszystkich ku refleksjom i podsumowaniom tego co za nami, oraz planowaniu tego co przed nami. Skoro na moim blogu zdążyły się już pojawić notki o noworocznych postanowieniach oraz noworocznej wishliście, to teraz dobra pora na podsumowanie roku 2014.

Gdybym miała jednym słowem opisać miniony rok, określiłabym go wyrazem "chaos". Plany sypały mi się jak domki z kart, moje życie kilkakrotnie praktycznie wywróciło się do góry nogami, a ja sama zaliczyłam więcej porażek niż sukcesów. Rok 2014 to była jedna z największych lekcji jakie mnie w życiu spotkały. Sporo się nauczyłam, zweryfikowałam przyjaciół i dzięki temu poznałam też kilka fantastycznych osób, które są mi w tym momencie naprawdę bardzo bliskie. Nie spisuję więc roku na straty, raczej traktuję jako wstęp do czegoś lepszego, co dopiero przede mną.

Dzisiaj chciałam Wam poopowiadać o produktach, które odkryłam w 2014 roku, i z którymi prawie w ogóle się nie rozstawałam, lub bez których po prostu nie wyobrażam sobie życia.

1) iPad Air
Zacznę od tego, że w zasadzie jest to moje drugie podejście do tego urządzenia. W sierpniu 2012 zakupiłam sobie tablet iPad 2, pobawiłam się i... po kilku tygodniach się go pozbyłam. Wtedy był to dla mnie kompletnie zbędny gadżet, nie mogłam znaleźć dla niego sensownego zastosowania, oprócz taszczenia go na uczelnię. Za to od kwietnia 2014 praktycznie nie rozstaję się z moim iPad Air, który w połączeniu z klawiaturą Belkin stanowi w zupełności wystarczającą mi alternatywę dla laptopa. Mogę właściwie na nim zrobić wszystko co do szczęścia potrzebuję, tj. przeglądać internety, pisać notki, robić zakupy i grać. Dodam jeszcze, że miałam do czynienia także z tabletem Samsung Galaxy Tab 3 i kompletnie to nie to. Z iPad Air jestem bardzo zadowolona i choć wiem, że nie jest to tania zabawka, uważam że warto się nad zakupem zastanowić, zwłaszcza jeśli jesteście ciągle w ruchu jak ja.

2) Foreo Luna 
We wrześniu 2014 recenzowałam Wam szczoteczkę Clarisonic Mia 2, rozpływając się nad jej właściwościami (recenzja). Oczywiście wszystko co o niej napisałam w dalszym ciągu podtrzymuję, jednak szczoteczka Foreo Luna, którą otrzymałam do testów chwilę później jest jeszcze lepsza. Słowo, że oba produkty zrewolucjonizują Waszą codzienną pielęgnację, do tego stopnia że jeśli na którąś się zdecydujecie, to nie będziecie w stanie bez niej żyć. W starciu Mia 2 vs. Luna wygrywa dla mnie ta druga ze względu na dwa czynniki, tj. ekonomiczność (do Foreo nie trzeba dokupywać zamiennych końcówek) oraz fakt, że zdecydowanie łatwiej trzymać ją w czystości. No dobra, przyznaję, jeszcze to, że Luna po prostu ślicznie wygląda... Bardziej szczegółowy opis będziecie mogli wkrótce przeczytać w pełnej recenzji.

3) sklep Showroom
Odkrycie tylko i wyłącznie za sprawą mojej kochanej Paty, która w kwestiach modowych jest niezastąpionym źródłem wiedzy i inspiracji. Pokazała mi sklep palcem i linkiem jednocześnie, robiąc tym samym ze mnie stałą klientkę. Póki co moimi ulubionymi markami stały się Shameless (kilka ciuchów pokazywałam na Instagramie), oraz Anoi (boskie sukienki na lato i świetne bluzy na zimę). Miałam również dwa podejścia do NO H8 SNDCT, ale ostatecznie nie polecam. Sklep zrzesza kilkadziesiąt świetnych projektantów, którzy swoim luźnym stylem bardzo do mnie przemawiają. Jednocześnie strona jest łatwa w obsłudze, bardzo przejrzysta, a ekipa Showroom bardzo pomocna. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza jeśli lubicie się wyróżniać stylem, a nie zlewać z całą resztą h&mowo-zarową.

4) Rowenta Brush Active
Od zawsze modelowałam włosy na okrągłą szczotkę i od zawsze sprawiało mi to sporo kłopotu. Nie czarujmy się, do takich wygibasów przydałaby się jeszcze jedna ręka. I tutaj na ratunek przychodzi nam zajebista loko-suszarka (nie znoszę tego określenia) jaką jest Rowenta Brush Active. Cały myk polega na tym, że szczotka ma obrotową końcówkę, która nie dość, że suszy to jeszcze ładnie podkręca i nadaje włosom objętości. Czyli dokładnie to czego ja potrzebuję i to w dodatku za pomocą jednej ręki. Dzięki urządzeniu poranne suszenie włosów (tak, głowę myję codziennie) trwa mniej więcej 1/3 tego co do tej pory, a efekt jest jak prosto z salonu fryzjerskiego. Naprawdę, nie byłabym w stanie teraz przerzucić się na klasyczny sposób modelowania.

5) szal Zara
Nie chcę i nie będę sobie wyobrażać życia bez tego cieplutkiego i milutkiego dodatku, który w tym momencie ubieram dzień w dzień do każdej mojej stylizacji (heh mam dwa kolory). Moje egzemplarze przywędrowały do mnie drogą lądową aż z Estonii, więc żadne mrozy im nie są straszne. Szale świetnie wyglądają zarówno z wełnianymi płaszczykami, jak i skórzaną kurtką. Jedynym minusem było to, że do kilku pierwszych prań obierały wszystko co tylko było w pobliżu. Jeśli chcecie stać się posiadaczkami tego cudownego akcesorium udajcie się do najbliższej Zary, ponieważ wiem, że jeden z kolorów jest w Polsce dostępny (chyba nawet ten czerwony).


Tadam! Póki co to by było na tyle jeśli chodzi o niekosmatyczne odkrycia 2014. Czy życzycie sobie analogiczną notkę o kosmetykach? Przy okazji podzielcie się w komentarzach Waszymi odkryciami!
10 NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ NA 2015 ROK

31.12.14

10 NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ NA 2015 ROK


1. Przynajmniej raz w miesiącu odwiedzę muzeum, teatr lub galerię (nie mylić z handlową), celem ukulturnienia się, ponieważ brakuje mi tego straszliwie.
2. Ograniczę oglądanie seriali i filmów przed snem, na rzecz czytania książek.
3. Pojadę na upragniony urlop choćby przysłowiowe skały srały. Moje ostatnie wakacje miały miejsce w maju 2012, więc doskwiera mi brak klimatu plaży, basenu i drinków z parasolką.
4. Na wiosnę kupię rower i będę pomykać do pracy piękną damką z wiklinowym koszykiem.
5. Zacznę kontrolować swoje wydatki. Założę zeszyt i będę spisywać wszystko na co wydaję chociażby złotówkę. Na koniec miesiąca podsumowanie i wnioski. Tudzież samoopierdol.
6. Wyjeżdżę ostatnie godziny na L-ce i zdam wreszcie to pieprzone prawo jazdy.
7. Zapiszę się na lekcje hiszpańskiego i będę przykładnym uczniem. Chcę w ciągu 2 lat opanować język na poziomie komunikatywnym.
8. Zadbam o moje życie towarzyskie, wyjdę do ludzi i przestanę zamulać w domu. Odezwę się do starych przyjaciół, będę się dawała wyciągać na spotkania i sama będę spotkania proponować.
9. Zredukuję ilość wypitej dziennie kawy z 5 kubków na 2.
10. Będę się więcej uśmiechać oraz doszukiwać się pozytywów w każdej najdrobniejszej rzeczy. To najpewniejszy klucz do szczęścia.

Jakie są Wasze plany na 2015 rok? Potraficie dotrzymywać takich noworocznych postanowień? 
BABSKI FILM "SPÓDNICE W GÓRĘ!" (2014)*

25.9.14

BABSKI FILM "SPÓDNICE W GÓRĘ!" (2014)*

Kto uważnie obserwuje mnie na Instagramie na pewno zauważył, że niedzielny wieczór spędziłam nie inaczej, a w wygodnym i ciepłym łóżku oglądając film „Spódnice w górę. Zainspirowana faktem, że niedawno opublikowany post o moich ulubionych serialach cieszył się niemałym zainteresowaniem, postanowiłam podzielić się z Wami przemyśleniami na temat najnowszej francuskiej produkcji (kinowa premiera 26 września 2014).


TATUOWANIE CIAŁA, CZYLI DŁUGI WYWÓD O MOIM SUBIEKTYWNYM ZDANIU W TEMACIE

3.9.14

TATUOWANIE CIAŁA, CZYLI DŁUGI WYWÓD O MOIM SUBIEKTYWNYM ZDANIU W TEMACIE

Pomysł na tę notkę zrodził się w mojej głowie gdzieś pomiędzy wykonaniem drugiego tatuażu, a planowaniem trzeciego. Międzyczasie powstał także na blogu post dotyczący przekłuwania języka, gdzie co rusz w komentarzach prosiliście o analogiczną notkę właśnie o tatuażach. Jako, że ostatnio moją skórę ozdobił czwarty tatuaż, uznałam, że czas najwyższy zrealizować co zaplanowałam.

Oczywiście na wstępie zaznaczam, że absolutnie nie jestem ekspertem w dziedzinie, nie jestem również osobą wykształconą w tym kierunku, a wszystko co tutaj piszę to wynik rozmów z tatuatorami oraz dotychczasowych doświadczeń, które są totalnie subiektywne. Dodatkowo uważam, że każdy człowiek ma prawo w pełni decydować o własnym ciele (pod bezsprzecznym warunkiem usamodzielnienia się), ponieważ konsekwencje takich decyzji ponosić będzie nikt inny jak on sam. Dlatego też nikogo do tatuowania się nie namawiam, ale również nie będę nikomu tego odradzać. Jest to rzecz gustu, a nie od dziś wiadomo, że takie dyskusje są po prostu bezsensowne. Proszę więc o powstrzymanie się od komentarzy oceniających preferencje innych, a skupienie się raczej na samej istocie tatuażu, co jakby nie patrzeć jest w dzisiejszych czasach swoistą sztuką.

Samo słowo tatuaż pochodzi z języka polinezyjskiego, od wyrazu tatau, czyli naznaczyć coś. Przypuszcza się, że pierwsze tatuaże pojawiły się około 12000 lat p.n.e., jednak ze względu na to, że skóra ulega całkowitej biodegradacji nie mamy w tej kwestii pewności. Pierwotnie tatuaże opierały się głównie na wzorach geometrycznych, spiralach, meandrach, liniach falistych i miały charakter czysto religijny - odstraszały demony i chroniły właściciela przed chorobami i wrogami. Po pewnym czasie stały się również ważnym elementem dekoracyjnym, choć w wielu kulturach mogli sobie na nie pozwolić jedynie nieliczni – najczęściej zasłużeni plemienni wojowie (tereny Nowej Zelandii) lub kobiety, posiadające jakieś szczególne umiejętności (wyspa Borneo). Około 3000 lat p.n.e. tatuaż był znany w Egipcie, na co niezbitym dowodem są odnalezione szczątki mumii tebańskiej oraz kawałki wytatuowanej skóry w Nubii. Co ciekawe wzmianki o tatuowaniu można znaleźć nawet w Biblii - chrześcijanie naznaczali nadgarstki znakiem ryby, krzyża, jagnięcia lub inicjałami Jezusa Chrystusa.

Tatuaż stał się powszechny w okolicach roku 1691, kiedy to angielski żeglarz przywiózł do Londynu wytatuowanego Polinezyjczyka. Kolejnym krokiem było pierwsze studio tatuażu (Anglia, rok 1870), które pośrednio doprowadziło do tego, że wyższe klasy odwróciły się od tatuażu na rzecz klas średnich i niższych (dopiero tutaj pojawia się coś takiego jak tatuaż więzienny!). Wtedy też moda na tatuaż zalewa Europę. Warto dodać, że największym regresem dla sztuki tatuażu jest rzecz jasna okres wojenny.

Metody wykonywania tatuażu nie zmieniły się od setek lat - wykonuje się go poprzez wprowadzenie igłą pod skórę specjalnego barwnika. Zmieniają się jedynie narzędzia, którym go wykonujemy. Dzisiejsze maszynki to całkiem zaawansowane urządzonka, o przeróżnych kolorach i wykończeniach, które działają na zasadzie elektromagnesu. Oprócz tego mamy zestaw igieł - jedne do robienia konturów, inne linii, a jeszcze inne do cieniowania. Więcej informacji możecie uzyskać na tematycznych forach internetowych.

Moim zdaniem ludzie posiadający tatuaż dzielą się na dwie grupy, tj. robię sobie ładną dziarkę (np. delfinek, motylek, sówka) i pierońsko żałuję oraz robię znaczący coś dla mnie tatuaż w profesjonalnym studiu i... chcę więcej. Pierwszej grupie nie zamierzam poświęcać swojego czasu, skupimy się zdecydowanie na grupie numer dwa. Co ciekawe zawsze gdy rozmawiam z kimś po raz pierwszy, pada pytanie czy żałuję. Ani raz przez te 6 lat od kiedy noszę tatuaże nie przeszło mi przez myśl, że to był błąd. W życiu zawodowym również nie spotkałam się z jakimikolwiek problemami, a noszę tatuaże na widoku. Zresztą nigdy nie chciałabym pracować w miejscu gdzie taka forma ozdabiania ciała byłaby niemile widziana i nikt nie wciśnie mi kitu, że sytuacja życiowa może mnie do takiej pracy zmusić. Najgorszą rzeczą jaka mnie spotkała to brak akceptacji ze strony rodziców mojego ex. Sprawa do przeżycia, słowo. Poza tym czy naprawdę chcecie otaczać się ludźmi, którzy nie potrafią i nie chcą was zaakceptować przez wasze upodobania? Ja serdecznie podziękuję za takich znajomych.

Drugim pytaniem, które pojawia się bardzo często w kontekście moich dziar to klasyczne jak ja będę wyglądać na starość. W takich sytuacjach najczęściej powołuję się na dość zabawny rysunek autorstwa Unki (klik), który doskonale pokazuje moje podejście do tematu. Soróweczka, ale jeśli już nawet dożyję tego emerytalnego wieku to raczej kilka tatuaży nie umniejszy atrakcyjności mojemu pomarszczonemu i zwiotczałemu ciału. Co więcej uważam, że wytatuowane starsze osoby wyglądają po prostu kozacko (klik) i osobiście zawsze z uśmiecham na twarzy oraz pewną nutką respektu patrzę na nich mijając na ulicach.



Ciekawym zjawiskiem, które zaobserwowałam jest to, że przed tatuażami najczęściej ostrzegają osoby, które nigdy nie miały odwagi sobie żadnego zrobić, a nie posiadacze takowych. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że tatuaż z założenia ma być przede wszystkim dla właściciela, a nie dla potencjalnego widza. Możecie mi wierzyć lub nie, ale za każdym takim rysunkiem na ciele kryje się jakaś historia do opowiedzenia. I to w tatuażach jest najpiękniejsze. Bo nie liczy się to, Drogi Czytelniku czy tatuaż Ci się podoba, czy też może Cię obrzydza. Liczy się to, że patrząc na moje dziary przypominają mi się historie z mojego życia, ludzie którzy wtedy przy mnie byli i wypowiedziane wtedy ważne słowa. To moja recepta na to, żeby pamiętać jak szczęśliwa jestem.
Z natury jestem gadułą, więc mogłabym o tym nawijać jeszcze sporo, ale ze względu na formę pora zrobić sobie przerwę, żeby zapytać czy w ogóle temat Was zainteresował? Jeśli tak, to chętnie w drugiej części podzielę się z Wami bardziej praktyczną stroną, czyli tym jakie miejsce wybrać, jak znaleźć odpowiednie studio oraz jak potem tatuaż pielęgnować. Dajcie proszę znać w komentarzach co myślicie.
7 ULUBIONYCH SERIALI

11.7.14

7 ULUBIONYCH SERIALI

Po blisko czteromiesięcznej przerwie bezczelnie powracam sobie na własnego bloga z notką, i to jeszcze niekosmetyczną! Ot taki trend panuje ostatnio w blogosferze, że pisanie o kosmetykach jest be! i powinniśmy się... rozwijać? Nie wiem o co dokładnie chodzi, wypadłam trochę, ale zastosować się przecież muszę, bo inaczej zostanę kolejny raz wyklęta przez inne blogerki. I nie tylko. Ale ale! postaram się nadrobić zaległości. Jutro. Może za tydzień. W porywach do roku.

Dzisiaj mam dla Was, kochani czytelnicy, subiektywne (słowo klucz!) zestawienie moich ulubionych seriali. Nie znajdziecie w nim nic niehamerykańskiego, bo polskie seriale to dno i kilo mułu, a francusko-duńsko-finlandzkich po prostu nie oglądam. Ignorant jestem, a co. Kolejność przypadkowa.

1. Big Bang Theory (2007-), czyli po polskiemu Teoria Wielkiego Podrywu. Nie wiem kto to kurwa tłumaczył, ale coś mi mówi, że to gość od Szklanej Pułapki. Abstrahując od tego serial opowiada o grupce przyjaciół, którzy w normalnych okolicznościach pewnie by nawet ze sobą nie rozmawiali, bo nie mieli by o czym. Ten serial to moje lekarstwo na kiepski humor i przedokresową deprechę. Polecam wszystkim fanom kina w stylu Friends, czy How I Met Your Mother.

10 KOMPROMITUJĄCYCH FAKTÓW O MNIE

26.2.14

10 KOMPROMITUJĄCYCH FAKTÓW O MNIE

Spotkałam się ostatnio ze znajomymi, którzy pomimo, że nie są w żaden sposób z blogową branżą związani, vexgirl czasem tam sobie podczytują. Jakoś z rozmowy urodził się pomysł, że skoro pojawił się już wpis 50 przypadkowych faktów o mnie, to można by tym razem zrobić coś bardziej zabawnego i zrobić wpis 10-ciu kompromitujących faktów o mnie. Tak właśnie wyglądała geneza dzisiejszej notki na którą Was serdecznie zapraszam. Zasiądźcie wygodnie w fotelach i przeczytajcie 10 punktów, w których opisuję żenujące fakty o sobie.
1. Nie posiadam prawa jazdy. I to nie dlatego, że nie zdałam za którymś tam razem egzaminu, tylko dlatego, że nie wyjeździłam odpowiedniej ilości godzin, żeby w ogóle do tego egzaminu podejść.
2. Nie mam w sobie ani krzty cierpliwości. Wszystkie efekty chcę widzieć teraz / tu / natychmiast.
3. Jestem pyskata. Okropnie pyskata i na dodatek bezczelna.
4. Zawsze mam rację. Serio. Muszę mieć rację. Każdy kto czyta tego bloga w miarę regularnie na pewno o tym wie.
5. Mam za długie ręce i za krótkie nogi = totalny rozjazd proporcjonalności. Mój brat ochrzcił mnie mianem orangutana.
6. Przez 6 lat uczęszczałam do szkoły prowadzonej przez zakonnice. Zachowanie w dzienniku "poprawne". Na tle wszystkich "wzorowych" wypadałam powiedzmy, że blado.
7. Nie potrafię gotować. Naprawdę marna ze mnie kandydatka na żonę.
8. Nie stronię od alkoholu, a zestawiając to z moją dość mocną głową, patrząc na mnie można pomyśleć o mojej osobie w kategoriach alkoholizmu. Moja babcia uparcie nazywa mnie alkoholiczką.
9. Nie skończyłam żadnych studiów. Miałam już podejścia do 5 różnych kierunków i owocowało to w najlepszym przypadku skończeniem III semestrów.
10. Płaczę na filmach. Jest to dość dziwne zjawisko, ponieważ stąpam po ziemi dość twardo, bywam agresywna w obyciu i płacz raczej nie jest czymś co na co dzień mnie dotyczy. Natomiast oglądając film potrafię się rozpłakać z naprawdę błahego powodu.

Zaskoczyłam Was? Zachęcam do zrobienia z tego tagu i podzielenia się na swoich blogach kompromitującymi faktami o sobie. Może się to okazać całkiem fajną zabawą.
ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA - NALA

17.2.14

ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA - NALA

Z okazji przypadającego na dzisiaj Światowego Dnia Kota przygotowałam notkę przedstawiającą pewną kocią sylwetkę. Mowa będzie o mojej pierwszej kotce - Nali. O Naluchnie po raz pierwszy mogliście przeczytać w notce kici kici, którą opublikowałam kawał czasu temu, bo jeszcze w listopadzie 2011 roku.


50 PRZYPADKOWYCH FAKTÓW O MNIE

5.8.13

50 PRZYPADKOWYCH FAKTÓW O MNIE

1. Urodziłam się 1 listopada i czasem zdarza mi się na urodziny dostać od znajomych… bukiet chryzantem.
2. Mam pępkową fobię i gdy tylko ktoś lub coś zbliża się w jego okolice dostaję ataku paniki.
3. Zmieniam kolor włosów średnio co 3-4 miesiące, ponieważ niesamowicie szybko nudzę się swoim wizerunkiem.
4. W zasadzie wszystkim szybko się nudzę.
5. Nie cierpię chipsów.
6. I to jedyna forma ziemniaków, za którą nie przepadam.
7. Moje ulubione kolory to czarny, turkusowy i fioletowy. Wbrew pozorom wcale nie różowy.
8. Przez 8 lat śpiewałam w chórze kościelnym, po czym rzuciłam to i założyłam kapelę rockową. Co prawda przetrwała tylko kilka miesięcy, ale wspomnienia niesamowite.
9. Jestem narcyzem.
10. Uczęszczałam do gimnazjum i liceum Sióstr Prezentek w Krakowie. Nie życzę tego najgorszemu wrogowi (mam nadzieję, że żadna zakonnica ze szkoły nie czyta mojego bloga…).
11. Mam około 20 par szpilek, a i tak na co dzień pomykam w trampkach i japonkach.
12. Potrafię złożyć szafę, zaszpachlować dziurę w ścianie, całkiem nieźle lutować, ale nie potrafię ugotować zupy.
13. W ogóle nienawidzę gotować i robię to tylko kiedy już naprawdę jestem do tego zmuszona.
14. Na pół roku przed maturą zmieniłam zdanie i zamiast zdawać matematykę postanowiłam na własną rękę przygotować się do historii sztuki. Poszło mi całkiem nieźle.
15. Jestem zodiakalnym skorpionem i to co piszą o skorpionicach w horoskopowych charakterystykach pokrywa się z moim charakterem w ponad 90%.
16. Mam młodszego o 6 lat brata.
17. Jestem ostro uzależniona od kompa, neta i mojego telefonu.
18. Uwielbiam amerykańskie kino rozrywkowe, czyli pościgi, strzelanki i efekty specjalne. A wszelkie adaptacje komiksów to już w ogóle mój klimat.
19. Mam w sumie 6 kolczyków i 3 tatuaże. Oczywiście mam w planach więcej.
20. Uwielbiam nosić chustki. Mam ich całkiem pokaźną kolekcję.
21. Jestem szczera do bólu. Jedni mówią, że to pozytywna, inni że negatywna cecha charakteru. Obiektywnie chyba więcej mi to szkodzi, niż pomaga ;)
22. Mam zaawansowaną arachnofobię. Bronię się rzucając w kierunku pająków kotami.
23. No właśnie – mam 3 koty.
24. Jestem bardzo wybredna. W każdej dziedzinie życia.
25. Tygodniowo wypijam ponad 4 litry kawy. Wiem, że to mało zdrowe, ale ja po prostu uwielbiam ten smak. 
26. Moją ulubioną pisarką jest Anne Rice, autorka mi.in. Kronik wampirów i erotycznych powieści o Śpiącej Królewnie.
27. Zawsze mam rację.
28. Jestem niepoprawnym śpiochem, ale nigdy nie mam na to czasu i w rezultacie w tygodniu śpię po 5h.
29. Bardzo podoba mi się styl ubierania sióstr Olsen.
30. Do dziś lubię grać w Sims’y.
31. Mam problem z okazywaniem uczuć.
32. Nie lubię żółtych bananów. Jadam tylko te zielone.
33. W ciągu ostatniego pół roku schudłam w sumie już 18 kg.
34. Okropnie przeklinam. I wcale nie zamierzam się tego oduczać.
35. Bardzo rzadko jem mięso i to nie dlatego, że nie lubię, czy nie mogę.
36. Nigdy w życiu nie znalazłam ani jednego grzyba. Pomijam już fakt, że zupełnie mnie to nie bawi.
37. Mam specyficzne poczucie humoru, które niestety nie każdy rozumie i często przez to jestem źle odbierana.
38. Nie słodzę.
39. Uwielbiam pić alkohol i aż dziwne, że jeszcze nie wpadłam w alkoholizm ;)
40. Jestem typowym wzrokowcem.
41. Mówię po krakowsku, czyli zaciągam, dodaję „że” na końcu wyrazów, mówię „se”, itd. I jak każdy prawdziwy Krakus jestem z tego dumna.
42. Zupełnie nie wyglądam na swój wiek.
43. Jestem piegowata.
44. Praktycznie nie używam balsamu do ciała. Strasznie nie lubię tego uczucia lepkości po posmarowaniu się.
45. Jestem tzw. nocnym markiem i najlepiej mi się funkcjonuje po godzinie 20:00.
46. Nigdy niczego nie planuję. Wyjątkiem jest, jak na skorpionicę przystało, słodka zemsta.
47. Nie mam ulubionej marki sklepów, kupuję to co mi się podoba bez względu na metkę.
48. Mam słabość do wysokich facetów (czyli od 190 cm w górę).
49. Moją najlepszą przyjaciółką jest moja mama.
50. Jestem trudna w kontaktach, więc albo się mnie kocha, albo nienawidzi.

Uff, udało się. To wcale nie było takie proste! Dajcie znać w komentarzach czy choć trochę Was zaskoczyłam.
Copyright © vexgirl