Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLIDER. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLIDER. Pokaż wszystkie posty
myWONDERBALM - I’m Coco Nuts - Intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym

13.7.19

myWONDERBALM - I’m Coco Nuts - Intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym

    Wspominałam Wam ostatnio na moim Insta (klik), że poczyniłam (nie)małe zakupy kosmetyków brandu, którego od pewnego czasu byłam bardzo ciekawa, czyli naszej rodzimej marki Miya. Jako, że szybko poczułam lekki niedosyt, to skusiłam się ostatnio jeszcze na promocję -40%,i tym samym mam do przetestowania praktycznie cały ich asortyment. Ostatni miesiąc prężnie testowałam kilka kosmetyków, m. in. jeden z ich flagowych produktów, tj. intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym, o jakże wdzięcznej nazwie I’m Coco Nuts.


myWONDERBALM - I’m Coco Nuts - Intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym

Intensywnie nawilża. Regeneruje i koi. Poprawia elastyczność.
Olejek kokosowy nawilża, regeneruje i koi skórę, odbudowując jej płaszcz hydrolipidowy. Olejek sezamowy, witamina E i prowitamina B5 odżywiają skórę, nadając jej elastyczność i miękkość oraz regulują jej nawilżenie. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.
97% składników pochodzenia naturalnego. 0% zbędnych dodatków. Bez silikonów, parafiny, PEG-ów, olejów mineralnych, parabenów.


    Jeszcze słowem wstępu napiszę, że marka Miya została, wcale nie tak dawno temu, stworzona przez dwie bardzo uzdolnione dziewczyny, które chciały stworzyć pielęgnację, dzięki której nasza skóra i przede wszystkim my będziemy wyglądać i czuć się pięknie. No cóż, udało im się to pierwszorzędnie. Aktualne to już nie jest startup, czy niewielka firma, tylko mocna marka, którą bardzo entuzjastycznie promują nie tylko blogerki urodowe, ale również i polskie celebrytki. Trzymam mocno kciuki za dziewczyny, bo w końcu GIRL POWER ♥♥♥!!!


    Przechodząc już do recenzji kremu I’m Coco Nuts nie mogę na początek nie wspomnieć o uroczych opakowaniach. No sami powiedzcie, czy ta kolorystyka i ten minimalizm nie chwytają Was za serce? Ja jestem kupiona. Uważam, że na drogeryjnych półkach (np. Hebe) te produkty naprawdę wybijają się na tle konkurencji.


    Wspomniany krem przeznaczony jest do każdego typu skóry, także wrażliwej, natomiast producent na stronie sugeruje przeznaczenie szczególnie do skóry normalnej, mieszanej, ze skłonnością do tłustej lub tłustej. I to by się zgadzało, ponieważ na mojej suchej skórze w okresie zimowym zdecydowanie lepiej sprawdzała się różana wersja. W lecie za to, wersja kokosowa w pełni zaspokaja moje potrzeby.


    Krem można stosować jako krem do twarzy, ale również jako krem do rąk, czy nawet balsam do ciała, co sprawia że jest to kosmetyk tak uniwersalny, że można nosić go cały czas przy sobie w torebce. Każda z czterech wersji kremu zawiera 75 ml kosmetyku, czyli tyle ile przeciętnie ma krem do rąk. Równocześnie myWONDERBALM kosztuje zaledwie 29,99 zł za tubkę, w czym znów przewyższa konkurencję.


    No to na koniec pozostaje tylko pytanie czy właściwości kremu są tak dobre, jak te wszystkie wcześniej wymienione plusy? Otóż dla mnie absolutnie tak. Stosuję go rano i wieczorem i muszę przyznać, że I’m Coco Nuts nawilża moją skórę tak dobrze, że rano nie budzę się z uczuciem ściagnięcia na buzi. Idealnie sprawdza się także pod makijaż, nie roluje się i w żaden sposób nie gryzie się z moimi ulubionymi podkładami. Ogromnym plusem jest to, że przy ciągłym używaniu nie zapycha! Jednakże podkreślę raz jeszcze, że krem u mnie sprawdza się w lecie, natomiast w okresie zimowym dla mojej suchej skóry jest za lekki.


    Jak łatwo się domyślić, skoro sprawdza się na skórze twarzy, to także sprawdza się super jako krem do rąk oraz balsam do ciało. Dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze. jedyne do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że nie posiada żadnego filtra do twarzy i w lecie trzeba dodatkowo się czymś dosmarować. Oprócz tego, nie mam mu zupełnie nic do zarzucenia. Zdecydowanie mogę mu przyznać miano jednego z moich ulubieńców. Vexgirl approved!
Lalique - Perles de Lalique EDP

3.7.19

Lalique - Perles de Lalique EDP

    Na przestrzeni minionych 3 lat, bo tyle w zasadzie minęło od opublikowania na blogu ostatniej notki o perfumach (Azzedine Alaïa Paris EDP), moje podejście do zapachów zmieniło się diametralnie, z ilościowego na jakościowe. W mojej kosmetyczce zagościły zapachy sprawdzone, pasujące do mojej osobowości i harmonizujące się z moim stylem. Porzuciłam w kąt wszystkie Avony, Yves Rochery i inne bezbarwne dla mnie zapachy. Ograniczyłam się praktycznie do czterech naprawdę sprawdzonych ulubieńców. Dzisiejszy wpis jest o jednym z nich, czyli o perfumach Perles de Lalique.


Lalique Perles de Lalique to elegancki, charakterystyczny zapach, obok którego trudno przejść obojętnie. Perfumy Lalique podkreślają elegancję i wyrafinowanie. Podobnie jak perły, które były ich inspiracją, perfumy Perles de Lalique są wyjątkowe i przyciągają uwagę. Ich słodkawo-korzenny charakter dodaje im zmysłowości i temperamentu. 
Nuty zapachowe:
Nuta głowy: róża
Nuta serca: irys, pieprz
Nuta bazy: kaszmir, paczuli


    Co ciekawe zapach kupiłam zupełnie w ciemno, gdyż wpadła mi w oko prosta, eteryczna wręcz buteleczka, a opis perfum zaintrygował. Spodziewałam się co prawda analogicznej dla mnie prostoty w zapachu, ale nic bardziej mylnego. Nie przesadzę pisząc, że przy pierwszym zetknięciu, zapach mną wstrząsnął i przeniknął mnie a wskroś. Podobno efekt ten zawdzięczamy czemuś co zwie się Iso E Super. Jest to aromamolekuł, którego aromat określić można jako kadzidlano-drzewny (więcej o Iso E Super możecie przeczytać tutaj). Nie sposób koło zapachu przejść obojętnie, i to nie tylko moje zdanie, ale przede wszystkim mojego otoczenia.


    Nigdy wcześniej nie słyszałam tak wielu komplementów i zapytań czym pachnę, jak podczas noszenia Perles de Lalique. Z jednej strony perfumy są świeże, czyste i wyniosłe, a z drugiej strony mają w sobie coś przytłaczającego, zimnego i cmentarnego wręcz. Pachną dla mnie gotyckim kościołem, wykończonym drewnem i przyozdobionym różami. To wszystko razem sprawia, że zapach stapia się ze mną, przenika przeze mnie i jest mną.


    Powiedzieć, że perfumy Perles de Lalique są oryginalne to zwykły truizm. To zapach bezkonkurencyjny, niepowtarzalny i wysublimowany do granic nieprzyzwoitości. Zapach wpisuje się w nisze perfumeryjne, na próżno szukać go na drogeryjnych półkach. Przy tym jest szalenie trwały. Gorąco polecam sprawdzenie zapachu, chociaż po to, żeby doznać czym jest molekuła Iso E Super.

Perles de Lalique występuje w pojemnościach 50 ml/100 ml. Ceny za 100 ml wahają się między 130 zł (Notino), a 550 zł (Douglas).
O tym jak powiększyłam usta kwasem hialuronowym

5.6.19

O tym jak powiększyłam usta kwasem hialuronowym

    Po pierwsze bardzo miło mi jest przywitać Was po dłuższej nieobecności. Jak może już zauważyliście blog zyskał nowy adres url i nową szatę graficzną. Co to oznacza? Ano nic innego jak to, że biorę się za blogowanie poważnie i możecie się mnie tutaj spodziewać częściej niż dotychczas.

    Po drugie chciałam na wstępie powiedzieć, że ta notka powinna była pojawić się na blogu już daaawno temu, ale z uwagi na to, że zawirusowało mi komputer i straciłam praktycznie wszystkie zdjęcia, to reanimacja i odzyskiwanie danych zajęło mi trochę czasu. Wybaczycie mi? :)


    Przechodząc do rzeczy w kwietniu 2017 roku poddałam się zabiegowi powiększenia ust kwasem hialuronowym w Klinice Anti-Aging Invicta (wspominałam o tym na Insagramie klik). Od zabiegu mięły już ponad 2 lata, usta całkowicie wróciły do swojego naturalnego kształtu, więc nadszedł czas, żebym podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat tego coraz to popularniejszego zabiegu.

    Słowem wstępu Klinika Invicta znajduje się w Gdańsku przy ul. Rajskiej 10. Jeśli więc poszukujecie sprawdzonego miejsca w tych okolicach, to gorąco polecam. Mnie osobiście bardzo spodobał się klimatyczny i totalnie spójny (nawet z ich stroną internetową klik) wystrój. O profesjonalizmie i sterylności chyba nie muszę nawet wspominać, bo to rozumie się samo przez się.


    Moje usta nie dość, że są niesymetryczne, to jeszcze dodatkowo mają tendencję do przesuszania. Nie pomagają mi balsamy do ust, nie pomaga picie 3 litrów wody dziennie. Ot taka moja uroda. Bardzo więc ucieszyła mnie informacja, że oprócz efektu powiększenia i wyrównania asymetrii, uzyskam również efekt nawilżonych i zdrowo wyglądających ust.


    Kwas hialuronowy, który został dla mnie wybrany, to STYLAGE HydroMAX przeznaczony do terapii silnie odwodnionej lub wiotkiej skóry.

    Sam zabieg okazał się, pomimo znieczulenia, mocno bolesny, a ja  jestem na ból dość odporna (nie straszne mi tatuowanie - klik). Oczywiście nie jest to coś czego nie da się wytrzymać, natomiast uprzedzam, że podczas zabiegu nie da się zrelaksować. Samo nakłuwanie i aplikowanie preparatu to kwestia 10-15 min, więc da się wytrzymać, no ale otwarcie ostrzegam, żeby nie było :) Później jest jeszcze formowanie kwasu pod skóra, ale to już do nieprzyjemnych nie należy.


    Od razu po zabiegu widoczne są miejsca po nakłuciu, które z czasem mogą zamienić się w delikatne siniaki. U mnie pojawiły się tylko 2 niewielkie zasinienia, które z łatwością przez te kilka dni można było zakryć korektorem. Efekt końcowy widoczny jest po kilku dniach, a zasinienia znikają do tygodnia czasu.


    Co do samych efektów to napiszę wprost - PETARDA. Usta stały się symetryczne, nawilżone, pełniejsze, a efekt utrzymał się około 14 miesięcy, czyli dłużej niż zakładałam (średnio efekt utrzymuję się od 8 do 10 miesięcy).


    Podsumowując z zabiegu byłam bardzo zadowolona i na pewno w najbliższym czasie go powtórzę. Polecam zwłaszcza wszystkim tym kobietom, które borykają się, jak ja, z niesymetrycznymi ustami lub po prostu chcą mieć pełniejsze, ładniej wyglądające usta.

Bardzo dziękuję ekipie Kliniki Anti-Aging Invicta za profesjonalnie wykonany zabieg oraz za przesympatyczną atmosferę.


A tutaj możecie zobaczyć jak wyglądają usta zaraz po zabiegu. Niezły dziubek, nie? :)

DR IRENA ERIS BODY ART BUST C+ CARE - INTENSYWNY KREM UJĘDRNIAJĄCO-REGENERUJĄCY DO BIUSTU

10.4.17

DR IRENA ERIS BODY ART BUST C+ CARE - INTENSYWNY KREM UJĘDRNIAJĄCO-REGENERUJĄCY DO BIUSTU

Przyznam szczerze, że przez bardzo długi okres czasu z kosmetykami do pielęgnacji biustu jakoś nie było mi szczególnie po drodze. Czasem zamówiłam jakiś tam ujędrniający krem z Avon, ale generalnie omijałam "te półki" w drogeriach dość szerokim łukiem, udając że to mnie zupełnie nie dotyczy. Tematem zainteresowałam się dopiero po skończeniu trzydziestki (i zrzuceniu kilkunastu kilogramów), ponieważ nie od dziś wiadomo, że po trzydziestce wszystko się zmienia...

Jestem właścicielką biustu w rozmiarze D80, czyli, nie ukrywajmy, do najmniejszych nie należy. Przy takich wymiarach dobór odpowiedniego biustonosza to już połowa sukcesu, ale teraz już wiem, że dobór odpowiedniej pielęgnacji to jest dopiero klucz do sukcesu.


Unikatowy intensywny krem do biustu pomaga udoskonalić jego kształt i ujędrnić skórę za sprawą kompleksu Firmix C+. Synergia działania błękitnego retinolu oraz kwasu foliowego intensywnie uelastycznia skórę.
Sposób użycia: Polecany do codziennej pielęgnacji skóry biustu o pełniejszych kształtach. Szczególnie polecany jako kuracja ujędrniająca w trakcie stosowania diet odchudzających.

Czytając opis producenta wydawało mi się, że jest to dokładnie taki produkt, jakiego potrzebuję - miał poprawić kształt biustu, uelastycznić skórę, a przy tym nawilżyć. Skrupulatnie więc wcierałam go na noc przez ostatnie trzy tygodnie, obserwując efekty. Po trzech tygodniach przyszła pora na podsumowanie.


Opakowania marki Dr Irena Eris zawsze prezentują się wyśmienicie, i nie inaczej jest w tym przypadku. Butelka utrzymana w kolorystyce biało-srebrnej, z pompką typu air-less, zawiera 100 ml produktu. Po trzech tygodniach codziennego wsmarowywania zużycie oceniam na około 30%, czyli produkt jest wydajny. Jedno naciśnięcie pompki dozuje dawkę kosmetyku, wystarczającą na jednorazową aplikację.

Krem dzięki jasnoróżowemu kolorowi oraz perfumowanemu zapachowi sprawia wrażenie bardzo ekskluzywnego. Aplikacja jest przyjemna, a sam produkt błyskawicznie się wchłania.


Pierwsze efekty odczuwamy natychmiastowo - skóra jest przyjemna w dotyku, sprawia wrażenie odżywionej, a efekt utrzymuje się przez cały następny dzień. Po kilku dniach zauważyłam, że poprawił mi się się owal piersi, nabrały ładniejszego kształtu. Myślę, że posiadaczki większych piersi doskonale wiedzą o czym mówię. Zauważyłam również, że poprawił mi się wygląd dekoltu - skóra jest bardziej sprężysta, wygładzona i ma ładniejszy kolor.


Po trzech tygodniach stosowania kremu Bust C+ Care śmiało mogę napisać, że jest to świetny produkt. Żadna obietnica producenta nie została napisana na wyrost, a samo używanie jest czystą przyjemnością. Krem faktycznie przyczynił się do poprawy wyglądu moich piersi, skóra jest nawilżona i widocznie odżywiona. Polecam szczególnie kobietom z większym biustem oraz borykającym się z jędrnością skóry piersi.

Składniki aktywne: lecytyna (Lecithin), witamina E (tokoferol), skrzyp polny (Equisetum Arvense), Centella Asiatica, żeń- szeń (Panax Ginseng), algi mikroalgi zielone (Chlorella), algi błękitne (Algae Extract, błękitny retinol), Sodium Chondroitin Sulfate, folacyna (kwas foliowy), olej z pestek jabłka (Pyrus Malus Fruit Extract), Błękitna alga (Aphanizomenon Flos-aquae).
FOREO LUNA MINI - SZCZOTECZKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY

7.3.17

FOREO LUNA MINI - SZCZOTECZKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY

Soniczne szczoteczki do oczyszczania twarzy bez wątpienia zrewolucjonizowały rynek kosmetyczny. Wszędzie wokół mówi się o tym, że oczyszczanie to już nie tylko demakijaż i ewentualnie peeling raz w tygodniu, ale przede wszystkim dobrze dobrana, codzienna pielęgnacja skóry. I tak z popularnego kiedyś manualnego oczyszczania, przerzuciliśmy się na zabiegi mikrodermabrazji, żeby w końcu sięgnąć po specjalistyczne urządzenia przeznaczone właśnie do oczyszczania. Te najbardziej popularne, to urządzenia marek Clarisonic, Foreo oraz Philips.

Okazało się, że zgodnie z obietnicami producentów, faktycznie zapewniają efekt oczyszczonej, wygładzonej i rozjaśnionej skóry już praktycznie po pierwszym użyciu i tym samym stały się hitem sfery beauty. Nie bez powodu więc szczoteczka Clarisonic Mia 2 otrzymała nagrodę Beauty Awards Shape 2012, natomiast Foreo Luna mini nagrodę ELLE Beauty Award 2014. Clarisonic Mia 2 recenzowałam na blogu już jakiś czas temu (klik), zatem dzisiaj przyszła pora na recenzję urządzenia marki Foreo.



LUNA™ mini STYLOWE & KOMPAKTOWE OCZYSZCZANIE TWARZY
LUNA™ mini to barwne urządzenie do pielęgnacji twarzy o wielkości dłoni, które delikatnie oczyszcza twarz za pomocą innowacyjnej technologii T-Sonic™. Ta ergonomiczna szczoteczka do twarzy z 3-strefową powierzchnią jest odpowiednia dla każdego rodzaju skóry.
LUNA™ mini jest objęta 2-letnią ograniczoną gwarancją oraz 10-letnią gwarancją jakości.
Wystarczy tylko 1 minuta zastosowania dwa razy dziennie dla poprawy kolorytu skóry w zaledwie 3 dni. Niedoskonałości wywołane zanieczyszczeniami są delikatnie oczyszczone, po czym skóra lepiej wchłania składniki odżywcze kosmetyków, wyglądając zdrowo i promiennie.

Zacznę od tego, że szczoteczka którą widzicie na zdjęciach ma ponad 2 lata. Używam jej codziennie od września 2014 roku i najdłuższa rozłąka jaka nam się do tej pory przydarzyła to moje 3-tygodniowe wakacje w Azji - nie celowo, po prostu zapomniałam ją spakować do walizki. Oprócz tego incydentu, z moją Foreo Luna mini praktycznie się nie rozstaję. Myślę, że jest to wystarczający dowód na to, że przestrzegając kilku prostych zasad, możemy cieszyć się szczoteczką długie lata, a 10-letnia gwarancja jakości producenta nie jest marketingowym bullshitem.

Pamiętaj!
Nie wyklucza się użytku żadnego płynu do mycia twarzy wraz ze szczoteczką LUNA™ mini, lecz w celu zachowania optymalnego stanu urządzenia, nie zaleca się korzystania z kosmetyków zawierających krzem, silikon lub granulki peelingowe, ponieważ mogą spowodować uszkodzenie silikonowych wypustek.
Nigdy nie czyść urządzenia substancjami zawierającymi: alkohol, benzynę lub aceton.


Na czym polega fenomen Foreo Luna?



Przede wszystkim szczoteczka po prostu świetnie oczyszcza skórę, i to w widoczny dla gołego oka sposób. Podobno zawdzięczamy to technologii sonicznej T-Sonic™ (8000 pulsacji na minutę), która zapewnia delikatne złuszczanie martwego naskórka, usunięcie pozostałości makijażu oraz dogłębne oczyszczenie porów z brudu i sebum. W praktyce szczoteczka zwyczajnie nam w ręce wibruje, a reszta dzieje się sama - skóra jest odczuwalnie gładsza, oczyszczona, a zastosowane później kosmetyki pielęgnacyjne bardzo dobrze się wchłaniają.

Kolejnymi zaletami Luny są jej bezprzewodowość i całkowita wodoodporność, co oznacza że urządzenie mogę używać zarówno pod prysznicem, jak i w wannie. Podobnie zresztą było w przypadku Clarisonic Mia 2, więc nie wyobrażam sobie zrezygnowania z takiej wygody. W zestawie otrzymujemy oczywiście kabelek zasilający USB, który po podłączeniu do komputera w godzinę naładuje nam urządzenie. Co ciekawe odkąd używam szczoteczki ładowałam ją łącznie 5 razy. Zgodnie z tym co obiecuje nam producent, pełne naładowanie wystarcza nam do 300 zastosowań, co jest idealnym rozwiązaniem dla kogoś kto, tak jak ja, sporo podróżuje.


Dlaczego Foreo Luna mini jest lepsza od innych szczoteczek tego typu?

Wspominałam wyżej, że szczoteczki używam od września 2014 roku, czyli dokładnie od momentu napisania recenzji Clarisonic Mia 2. Dlaczego tak się stało? Ponieważ Foreo Luna mini całkowicie zastąpiła Clarisonic, którą po kilku dniach zdecydowałam się puścić dalej w świat. Luna wygrała dwoma czynnikami - tym, że jest dużo bardziej kompaktowa oraz tym, że poprzez swoją higieniczność jest dużo bardziej ekonomiczna. Silikonowe wypustki wystarczy regularnie czyścić, a nie wymieniać całą końcówkę szczoteczki tak, jak w przypadku rozwiązania stosowanego w Clarisonic, czy Philips (dodatkowy koszt około 100 zł co 3 miesiące).

Szczoteczka, którą dzisiaj recenzuję to, jak już wspomniałam, Foreo Luna mini, czyli urządzenie pierwszej generacji. Posiada jedynie 2-stopniową regulację intensywności pulsacji oraz wykonana jest z nieco twardszego silikonu, niż jej nowsza siostra. Pomimo, że została zastąpiona, to w dalszym ciągu można kupić na stronie producenta za 399 zł (klik).

Jakiś czas temu marka Foreo wypuściła ulepszoną wersję Foreo Luna mini 2, która jest o około 50% większa od mojej szczoteczki, posiada udoskonaloną technologię T-Sonic oraz aż 8 regulowanych intensywności dla maksymalnego komfortu oczyszczania dopasowanego do osobistych preferencji. Nowa wersja dostępna jest w 5 wersjach kolorystycznych i kosztuje 599 zł (klik).

Szczoteczka Foreo Luna mini to najlepsze urządzenie do oczyszczania twarzy jakie miałam okazję używać. Uważam, że naprawdę warto w nią zainwestować, zwłaszcza, że w tym przypadku wydatek jest jednorazowy. Wasza skóra na pewno to doceni i odwdzięczy się pięknym wyglądem.
AZZEDINE - ALAÏA PARIS EDP

20.2.17

AZZEDINE - ALAÏA PARIS EDP

Perfumy to nieodłączny element mojego porannego rytuału - wprost nie wyobrażam sobie wyjść rano z domu nie spryskawszy się wcześniej jednym z moich zapachów. Czułabym się nieswojo, podobnie, jak wtedy gdy w pośpiechu wybiegnę, zapominając założyć zegarek. Ten odczuwalny brak czegoś drażni mnie przez cały dzień - zapewne większość z was wie o czym mówię. Mimo to, na blogu o perfumach piszę naprawdę bardzo rzadko (klik, klik i klik). Dlaczego? Ponieważ wychodzę z założenia, że tematyka perfum jest bardzo specyficzna i do opowiadania o nich trzeba mieć szczególny talent, którego ja po prostu nie posiadam. Wolę więc nie wychylać się za bardzo przed szereg i w tematach perfumiarskich zazwyczaj siedzę cicho.

Dlaczego więc postanowiłam się przełamać i napisać o zapachu Alaïa? Ano dlatego, że jest to zapach dla mnie szczególny i z zamiarem napisania o nim nosiłam się już od miesięcy...


SUPLEMENT DIETY MERZ SPEZIAL NA SKÓRĘ WŁOSY I PAZNOKCIE

31.1.17

SUPLEMENT DIETY MERZ SPEZIAL NA SKÓRĘ WŁOSY I PAZNOKCIE

Zatęskniło mi się za blogowaniem, zwłaszcza że ostatnio poczułam ukłucie jakiejś zazdrości (pozytywne!) przeglądając najnowsze notki na blogach koleżanek po fachu. Z drugiej strony nie ukrywam, że strasznie ciężko mi ostatnio wygospodarować te dwie godziny na przygotowanie sensownego wpisu. Sama przed sobą usprawiedliwiam się tym, że ostatnio naprawdę sporo podróżuję (co ciekawskich zapraszam na mój Instragram), ale wszyscy tu zebrani dobrze wiemy, że to jednak trochę wymówka.

Obiecując w duchu poprawę, na spokojnie usiadłam i napisałam dzisiejszą notkę. No dobra, z tym na spokojnie to trochę ściemniam, bo za 3 godziny mam samolot powrotny do domu. Tak czy inaczej dzisiejsza notka poszła mi wyjątkowo łatwo, bo temat dla mnie znany i lubiany. Z przyjemnością zapraszam Was na recenzję jednego z moich ulubionych suplementów diety - Merz Spezial Drages.


Jak już wspomniałam wyżej, drażetki Merz Spezial to dla mnie żadna nowość. Pierwsze opakowanie kupiłam sobie zagramanicą jakieś 10 lat temu. Efekt jaki był widoczny już po pierwszy opakowaniu spodobał mi się tak bardzo, że zaczęłam regularnie ściągać sobie kolejne opakowania z niemieckich aptek. Po kilku latach tabletki trafiły już na polski rynek, więc sprawa stała się o niebo łatwiejsza.

OBIETNICE PRODUCENTA
Drażetki Merz Spezial to unikatowe i bardzo skuteczne połączenie witamin i składników odżywczych skomponowanych w ten sposób, aby intensywnie odżywiać skórę, włosy i paznokcie oraz zapobiegać niedoborom składników wpływających na ich stan. Merz Spezial zapewniają promienną skórę o zdrowym wyglądzie. Kompleks witamin z grupy B oraz cynk odżywiają skórę i chronią ją przed uszkodzeniami. Pomagają również w zachowaniu elastycznej, gładkiej skóry o świeżym wyglądzie. Witaminy C i E przeciwdziałają szkodliwym wpływom wolnych rodników, a tym samym opóźniają proces starzenia. Nikotynamid zapobiega szorstkości skóry. Wyważona kompozycja specjalnych, odżywczych substancji pomaga skórze w jej codziennej regeneracji. Rezultatem jest gładka, delikatna, brzoskwiniowa cera. Kwas foliowy, niacyna, witaminy B1 i B12 wzmacniają strukturę włosów oraz sprawiają, że włosy stają się mocniejsze i bardziej elastyczne. Na prawidłowy przebieg procesu tworzenia się włosa w cebulce mają wpływ aminokwasy: cysteina i metionina, witaminy B12 i B2, biotyna oraz kwas pantotenowy. Włosy, które są odżywiane poprzez cebulki włosowe stają się zdrowsze, mocniejsze i piękniejsze. O stan paznokci dbają zawarte w Merz Spezial biotyna, żelazo i aminokwasy. Paznokieć jest odżywiany poprzez system naczyń krwionośnych skóry. Istotne jest, aby wspomagać paznokcie od wewnątrz dla zachowania ich dobrej kondycji. Odpowiednio odżywione paznokcie nie rozdwajają się, nie łamią i mają gładką powierzchnię.

1 opakowanie zawiera 60 tabletek, co wystarcza na cały miesiąc kuracji (łykamy 2 tabletki dziennie, po jednej rano i wieczorem). Orientacyjna cena opakowania w aptece waha się między 35 zł, a 60 zł, warto więc polować na promocje, bo te zawsze przecież gdzieś się znajdą.
Więcej informacji na temat tych tabletek możecie znaleźć na oficjalnej stronie internetowej Merz Special.


MOJA OPINIA
Merz Spezial kusi już samym opakowaniem, czyli ciężką ceramiczną buteleczką, utrzymaną w ciekawej biało-pomarańczowej kolorystyce. Nie sposób koło niej przejść obojętnie, a w trakcie szukania produktu w aptece na pewno go nie przeoczymy. Zawartość buteleczki również jest miła dla oka, ponieważ same tabletki są dość drobne, różowe i co najważniejsze, dzięki lekko śliskiej powłoce, wygodne w przełykaniu (a wiem, że dla wielu osób połknięcie tabletki to nie lada problem).


Stosując tabletki regularnie, za każdym razem pierwsze efekty widzę już po około 10-12 dniach. Pisząc pierwsze efekty mam na myśli przede wszystkim mniej rozdwojone paznokcie i mniej niespodzianek na twarzy. Wraz z kolejnymi tygodniami jest coraz lepiej, natomiast prawdziwa jazda zaczyna się po dwóch opakowaniach. Włosy zaczynają mi rosnąć znacznie szybciej, tj. około 2 cm na miesiąc, pojawia się mnóstwo baby hair, paznokcie są mocne i zupełnie przestają się rozdwajać. Kurację stosuję zawsze przez 3 miesiące i później odstawiam na co najmniej kolejne 3. Efekt utrzymuje się jeszcze przez około miesiąc po odstawieniu. Później wszystko standardowo wraca do normy.


PODSUMOWANIE
Merz Spezial to jedne z najlepszych suplementów diety na rynku. Jeśli zależy Wam na poprawieniu kondycji włosów i paznokci to zdecydowanie polecam te tabletki, ponieważ tak naprawdę mało który produkt da Wam aż takie efekty, Z mojej strony mały hint - lepszy skład mają jednak mimo wszystko niemieckie tabletki niż te polskie, więc jeśli tylko macie możliwość kupić wersję niemiecką (niemieckie apteki internetowe, allegro, wycieczka) nie wahajcie się ani chwili.
Copyright © vexgirl