poniedziałek, 23 grudnia 2013

PODCHOINKOWA CHCIEJLISTA - UPDATE

Na początku grudnia pisałam co chciałabym w tym roku dostać pod choinkę (klik). Tak się miło złożyło, że od tego czasu dostałam aż trzy rzeczy z zamieszczonej chciejlisty! Postanowiłam więc zrobić mały update, zwłaszcza, że okoliczności świąteczne nieco się u mnie pozmieniały.


1. skoro już dostałam Huntery to wypadało by posiadać do nich cieplutkie skarpety / 2. bardzo chciałabym nowego iPoda Nano, ponieważ mój poprzedni został mi perfidnie ukradziony / 3. skórzana bransoletka Pandora w kolorze turkusowym dalej zostaje gdzie była, a ja wzdycham do niej nocami / 4. kominek Yankee Candle, ale ten bielutki / 5. zimowe wydanie torby o-bag / 6. lampa pierścieniowa, najlepiej montowana bezpośrednio do statywu / 7. Clarisonic Mia 2 w kolorze różowym lub fioletowym / 8. dwie parasolki do moich kochanych lamp / 9. Guerlain Idylle EDP

poniedziałek, 9 grudnia 2013

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA WRZESIEŃ 2013

Fala zaległości usilnie próbuje mnie zalać na śmierć, ale się nie daję, bo przecież silna kobieta ze mnie. Mimo wszystko trochę mi wstyd, że dopiero teraz przychodzę do Was z notką na temat wrześniowego Glossyboxa, ale w końcu lepiej późno niż wcale.
Wrzesień to taki przejściowy miesiąc między latem a jesienią. Jeszcze trochę wspominamy wakacje, ale opalenizna już powoli blednie, a my zaczynamy myśleć o ciepłych swetrach i kubkach z gorącymi napojami. Dzięki najnowszej edycji Glossybox „Sugar&Spice” z łatwością wprowadzisz się w jesienny nastrój, a produkty z nutką jesiennych smaków i zapachów rozbudzą Twoje zmysły.
No a jak to jest w rzeczywistości? Czy „Sugar&Spice” faktycznie wprowadza nas w jesienny nastrój?


W swoim wrześniowym pudełku znalazłam (podkreślam swoim, ponieważ było kilka wersji):
  • masło do ciała The Body Shop z serii Honeymania o pojemności 50 ml
  • peeling do ciała z glinką marokańską marki Yves Rocher o pojemności 30 ml
  • odżywkę do codziennego stosowania Artego o pojemności 25 ml
  • ujędrniające serum pod oczy Cosmeting Skin Solution o oszałamiającej pojemności 5 ml
  • pełnowymiarowy eyeliner we flamastrze marki Be a Bombshell
  • próbkę wody toaletowej Just Cavalli o pojemności 1,2 ml


Zacznę od tego, że moim zdaniem dostałam najfajniejszą wersję pudełka z wszystkich, które widziałam na blogach, czy też wśród znajomych. Ale to jeszcze nie czyni tego boxa w moim rozumowaniu "fajnym". Nieporozumieniem jest dla mnie dawać do jednego pudełka balsam do ciała The Body Shop o pojemności 50 ml, a do drugiego żel pod prysznic John Masters Organics o pojemności 30 ml. No tak się nie robi i nie dziwię się ogólnemu oburzeniu z tego wynikającemu.


Oprócz masła we wrześniowym pudełku znalazłam peeling do ciała z mojej ulubionej serii Yves Rocher - Tradition de Hammam, po który bardzo chętnie sięgnę wybierając się na jakiś dłuższy wyjazd, ponieważ pojemność 30 ml jest do tego stworzona.


Odżywka Artego to dla mnie takie meh, ponieważ miałam już z nią do czynienia, chyba nawet w lipcowym pudełku pojawiła się jakaś wariacja. Jasne, że przyda się gdzieś na siłownię, czy weekendowy wypad, ale to kolejna miniaturka, która ani mnie ziębi, ani grzeje.


Z początku serum pod oczy bardzo mnie ucieszyło, zwłaszcza że od zawsze borykam się z problemem cieni wokół oczu, które nasilają się w okresie jesienno-zimowym, jednak mój zapał skutecznie ostygł po zobaczeniu ceny pełnowymiarowego opakowania. Niestety jako krakus-sknera nie dam za kosmetyk pod oczy 190 zł (15 ml).


Nie ma co czarować, eyeliner jest zdecydowanie największym plusem pudełka. Napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary i capnęłam od razu na wyjazd do Budapesztu. Pisak spisywał się dobrze przez pierwsze dwa dni, po czym wysechł. I nie, nie - dobrze go przechowywałam, nie zostawiłam go nigdzie otwartego. Po prostu mi zdechł. A szkoda, bo faktycznie efekt można było nim osiągnąć całkiem przyjemny.


Próbeczek perfum nigdy za mało, więc są przeze mnie zawsze mile widziane w każdym pudełeczku. Just Cavalli zdecydowanie nie jest zapachem dla mnie, ale na pewno znajdzie się niejedna wielbicielka takich nut.

Podsumowując wrześniowe pudełeczko oceniam jako poniżej przeciętnej, ekipa Glossybox mogła się bardziej postarać. A jak Wam się podoba pudełko? Może jestem zbyt krytyczna, a pudełko spełnia Wasze oczekiwania?

piątek, 6 grudnia 2013

PODCHOINKOWA CHCIEJLISTA


1. bluza z misiem Oysho / 2. kalosze Hunter Adjustable Gloss / 3. skórzana bransoletka Pandora w kolorze turkusowym / 4. najlepszy alkohol - Sherinad's / 5. Rowenta Brush Activ / 6. Fossil Maddox Satchel Grey / 7. kominek Yankee Candle / 8. Guerlain Idylle EDP / 9. stonowana wersja torebki O-bag

czwartek, 5 grudnia 2013

PRZEDŁUŻANIE RZĘS METODĄ 1:1 W STUDIO BEAUTY FOR YOU W KRAKOWIE

Niebawem minie rok odkąd poddałam się zabiegowi przedłużania rzęs w salonie Studio Beauty for You. Bardzo długo zastanawiałam się czy w ogóle zamieścić tą notkę, a jeśli tak, to co dokładnie powinnam w niej napisać, ponieważ o ile z efektu byłam ogromnie zadowolona, tak ze sposobu jego wykonania już zdecydowanie nie. Pomimo mojej ogromnej sympatii do Magdy, czyli kosmetyczki wykonującej zabieg, starałam się jak najrzetelniej podejść do tematu. Mam nadzieję, że Magda nie będzie mi miała tego za złe.


Na przedłużanie rzęs stawiłam się w wersji całkowicie saute. Mimo to moje oczy zostały dokładnie oczyszczone, odtłuszczone i przygotowane do zabiegu. I tutaj skończyła się przyjemna część. Co prawda nastawiłam się na dwugodzinny relaks, ale to było bardzo błędne. Magda przykleiła mi płatki kolagenowe zapobiegające sklejaniu się dolnych rzęs, ale tak niefortunnie dokleiła prawy płatek, że w rezultacie moje oko cały czas było podrażniane. Wytrzymałam tak około pół godziny i dłużej już nie byłam w stanie. Poprosiłam o zmianę płatka. Niestety moje oko było już tak podrażnione, że nie poczułam różnicy. Oko mi łzawiło, wierciłam się na fotelu, a te dwie godziny okropnie się dłużyły.


Pomijając mój dyskomfort muszę przyznać, że Magda ma bardzo sprawne ręce, a przyklejanie delikatnych rzęs z norek idzie jej błyskawicznie. Zaznaczam, że w porównaniu z syntetykami, rzęsy z norek są dużo cieńsze i lżejsze, przez co noszenie ich jest zupełnie nieodczuwalne.

Po ponad półtoragodzinnej męczarni mogłam nareszcie podziwiać efekt końcowy, który był absolutnie zniewalający. Moje rzęsy prezentowały się naprawdę pięknie.


Na moje nieszczęście nie cieszyłam się nimi zbyt długo, ponieważ okazało się, że podczas zakładania rzęs została podrażniona spojówka, oko było czerwone i napuchnięte, łzawiło i zgodnie z zaleceniem okulisty musiałam je dość szybko zdjąć. Magda stanęła na wysokości zadania i jeszcze tego samego dnia osobiście dostarczyła mi rozpuszczalnik do kleju. Bardzo żałuję, że nie dane mi było przetestować ich choćby miesiąc, ale zdrowie jest najważniejsze.

Nie mniej jednak po tygodniu mogę śmiało powiedzieć, że są dużo ładniejsze i znacznie przyjemniejsze w noszeniu niż syntetyczne. Myślę, że warto spróbować poddać się takiemu zabiegowi, a to co przytrafiło się mnie to tylko niefortunny przypadek w pracy. Mimo wszystko polecam Studio Beauty for You oraz samą Magdę, która całą sytuacja była przejęta chyba jeszcze bardziej niż ja.