poniedziałek, 5 stycznia 2015

5 NAJWIĘKSZYCH ODKRYĆ 2014 ROKU

Początek roku zazwyczaj skłania wszystkich ku refleksjom i podsumowaniom tego co za nami, oraz planowaniu tego co przed nami. Skoro na moim blogu zdążyły się już pojawić notki o noworocznych postanowieniach oraz noworocznej wishliście, to teraz dobra pora na podsumowanie roku 2014.

Gdybym miała jednym słowem opisać miniony rok, określiłabym go wyrazem "chaos". Plany sypały mi się jak domki z kart, moje życie kilkakrotnie praktycznie wywróciło się do góry nogami, a ja sama zaliczyłam więcej porażek niż sukcesów. Rok 2014 to była jedna z największych lekcji jakie mnie w życiu spotkały. Sporo się nauczyłam, zweryfikowałam przyjaciół i dzięki temu poznałam też kilka fantastycznych osób, które są mi w tym momencie naprawdę bardzo bliskie. Nie spisuję więc roku na straty, raczej traktuję jako wstęp do czegoś lepszego, co dopiero przede mną.

Dzisiaj chciałam Wam poopowiadać o produktach, które odkryłam w 2014 roku, i z którymi prawie w ogóle się nie rozstawałam, lub bez których po prostu nie wyobrażam sobie życia.

1) iPad Air
Zacznę od tego, że w zasadzie jest to moje drugie podejście do tego urządzenia. W sierpniu 2012 zakupiłam sobie tablet iPad 2, pobawiłam się i... po kilku tygodniach się go pozbyłam. Wtedy był to dla mnie kompletnie zbędny gadżet, nie mogłam znaleźć dla niego sensownego zastosowania, oprócz taszczenia go na uczelnię. Za to od kwietnia 2014 praktycznie nie rozstaję się z moim iPad Air, który w połączeniu z klawiaturą Belkin stanowi w zupełności wystarczającą mi alternatywę dla laptopa. Mogę właściwie na nim zrobić wszystko co do szczęścia potrzebuję, tj. przeglądać internety, pisać notki, robić zakupy i grać. Dodam jeszcze, że miałam do czynienia także z tabletem Samsung Galaxy Tab 3 i kompletnie to nie to. Z iPad Air jestem bardzo zadowolona i choć wiem, że nie jest to tania zabawka, uważam że warto się nad zakupem zastanowić, zwłaszcza jeśli jesteście ciągle w ruchu jak ja.

2) Foreo Luna 
We wrześniu 2014 recenzowałam Wam szczoteczkę Clarisonic Mia 2, rozpływając się nad jej właściwościami (recenzja). Oczywiście wszystko co o niej napisałam w dalszym ciągu podtrzymuję, jednak szczoteczka Foreo Luna, którą otrzymałam do testów chwilę później jest jeszcze lepsza. Słowo, że oba produkty zrewolucjonizują Waszą codzienną pielęgnację, do tego stopnia że jeśli na którąś się zdecydujecie, to nie będziecie w stanie bez niej żyć. W starciu Mia 2 vs. Luna wygrywa dla mnie ta druga ze względu na dwa czynniki, tj. ekonomiczność (do Foreo nie trzeba dokupywać zamiennych końcówek) oraz fakt, że zdecydowanie łatwiej trzymać ją w czystości. No dobra, przyznaję, jeszcze to, że Luna po prostu ślicznie wygląda... Bardziej szczegółowy opis będziecie mogli wkrótce przeczytać w pełnej recenzji.

3) sklep Showroom
Odkrycie tylko i wyłącznie za sprawą mojej kochanej Paty, która w kwestiach modowych jest niezastąpionym źródłem wiedzy i inspiracji. Pokazała mi sklep palcem i linkiem jednocześnie, robiąc tym samym ze mnie stałą klientkę. Póki co moimi ulubionymi markami stały się Shameless (kilka ciuchów pokazywałam na Instagramie), oraz Anoi (boskie sukienki na lato i świetne bluzy na zimę). Miałam również dwa podejścia do NO H8 SNDCT, ale ostatecznie nie polecam. Sklep zrzesza kilkadziesiąt świetnych projektantów, którzy swoim luźnym stylem bardzo do mnie przemawiają. Jednocześnie strona jest łatwa w obsłudze, bardzo przejrzysta, a ekipa Showroom bardzo pomocna. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza jeśli lubicie się wyróżniać stylem, a nie zlewać z całą resztą h&mowo-zarową.

4) Rowenta Brush Active
Od zawsze modelowałam włosy na okrągłą szczotkę i od zawsze sprawiało mi to sporo kłopotu. Nie czarujmy się, do takich wygibasów przydałaby się jeszcze jedna ręka. I tutaj na ratunek przychodzi nam zajebista loko-suszarka (nie znoszę tego określenia) jaką jest Rowenta Brush Active. Cały myk polega na tym, że szczotka ma obrotową końcówkę, która nie dość, że suszy to jeszcze ładnie podkręca i nadaje włosom objętości. Czyli dokładnie to czego ja potrzebuję i to w dodatku za pomocą jednej ręki. Dzięki urządzeniu poranne suszenie włosów (tak, głowę myję codziennie) trwa mniej więcej 1/3 tego co do tej pory, a efekt jest jak prosto z salonu fryzjerskiego. Naprawdę, nie byłabym w stanie teraz przerzucić się na klasyczny sposób modelowania.

5) szal Zara
Nie chcę i nie będę sobie wyobrażać życia bez tego cieplutkiego i milutkiego dodatku, który w tym momencie ubieram dzień w dzień do każdej mojej stylizacji (heh mam dwa kolory). Moje egzemplarze przywędrowały do mnie drogą lądową aż z Estonii, więc żadne mrozy im nie są straszne. Szale świetnie wyglądają zarówno z wełnianymi płaszczykami, jak i skórzaną kurtką. Jedynym minusem było to, że do kilku pierwszych prań obierały wszystko co tylko było w pobliżu. Jeśli chcecie stać się posiadaczkami tego cudownego akcesorium udajcie się do najbliższej Zary, ponieważ wiem, że jeden z kolorów jest w Polsce dostępny (chyba nawet ten czerwony).


Tadam! Póki co to by było na tyle jeśli chodzi o niekosmatyczne odkrycia 2014. Czy życzycie sobie analogiczną notkę o kosmetykach? Przy okazji podzielcie się w komentarzach Waszymi odkryciami!

19 komentarzy:

  1. Mam ipada mini od ponad roku i też jestem z niego bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żadne z tych odkryć nie jest jeszcze moim must-have... choć mogłoby się to zmienić gdybym wypróbowała tę szczoteczkę, tak mi się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny ten szalo-koc z Zary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos przypomniała mi się sytuacja jak w knajpie podchodzi do mnie chłopak, nachyla się nade mnie i do ucha mówi mi "przepraszam, ale dlaczego nosi Pani koc?" :D

      Usuń
    2. Przypomniałam sobie, że moja nauczycielka od historii w liceum uwielbiała takie szale i głupole z klasy się śmiali, że nosi koce :P

      Usuń
    3. ale uważam, że szal z zary jest prześliczny

      Usuń
  4. od strony gadżeciarskiej u Ciebie ;)
    nie miałam nic... ale ten szal masz przecudny ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Uwielbiam go i naprawdę się z nim nie rozstaję.

      Usuń
  5. Właśnie zauważyłam, że w takich szalach coraz więcej osób chodzi :) Chyba sama się na niego skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja muszę sobie kupić Lune tak za mną chodzi i chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję, że nie będziesz żałowała!

      Usuń
  7. Luna mnie ciekawi od kiedy o niej usłyszałam, ale nie było jeszcze okazji by ją przetestować :] Szal piękny! :]

    OdpowiedzUsuń
  8. O sklepie Showroom też słyszałam i polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już byłam właściwie zdecydowana na Mia 2, bo uznałam, że silikonowa Luna może nie "wymiatać" tak dobrze zanieczyszczeń, jak włókno szczoteczki. No i właśnie - czy poza ekonomicznością i wyglądem to urządzenie też góruje nad Mią, albo przynajmniej jej dorównuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak. Pierwotnie myślałam tak jak Ty, czyli że Luna nie oczyści mi tak dobrze twarzy, dlatego szczoteczki stosowałam zamiennie po 3 tyg każdą. W oczyszczaniu nie widać różnicy, ba! uwrażliwona skóra (np. po mocnym peelingu) po Lunie nawet jest mniej podrażniona.

      Usuń
  10. Musze zajrzeć do tego sklepu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szal przepiękny, a Rowenta kusi baaaardzo :)

    OdpowiedzUsuń