środa, 26 lutego 2014

10 KOMPROMITUJĄCYCH FAKTÓW O MNIE

Spotkałam się ostatnio ze znajomymi, którzy pomimo, że nie są w żaden sposób z blogową branżą związani, vexgirl czasem tam sobie podczytują. Jakoś z rozmowy urodził się pomysł, że skoro pojawił się już wpis 50 przypadkowych faktów o mnie, to można by tym razem zrobić coś bardziej zabawnego i zrobić wpis 10-ciu kompromitujących faktów o mnie. Tak właśnie wyglądała geneza dzisiejszej notki na którą Was serdecznie zapraszam. Zasiądźcie wygodnie w fotelach i przeczytajcie 10 punktów, w których opisuję żenujące fakty o sobie.
1. Nie posiadam prawa jazdy. I to nie dlatego, że nie zdałam za którymś tam razem egzaminu, tylko dlatego, że nie wyjeździłam odpowiedniej ilości godzin, żeby w ogóle do tego egzaminu podejść.
2. Nie mam w sobie ani krzty cierpliwości. Wszystkie efekty chcę widzieć teraz / tu / natychmiast.
3. Jestem pyskata. Okropnie pyskata i na dodatek bezczelna.
4. Zawsze mam rację. Serio. Muszę mieć rację. Każdy kto czyta tego bloga w miarę regularnie na pewno o tym wie.
5. Mam za długie ręce i za krótkie nogi = totalny rozjazd proporcjonalności. Mój brat ochrzcił mnie mianem orangutana.
6. Przez 6 lat uczęszczałam do szkoły prowadzonej przez zakonnice. Zachowanie w dzienniku "poprawne". Na tle wszystkich "wzorowych" wypadałam powiedzmy, że blado.
7. Nie potrafię gotować. Naprawdę marna ze mnie kandydatka na żonę.
8. Nie stronię od alkoholu, a zestawiając to z moją dość mocną głową, patrząc na mnie można pomyśleć o mojej osobie w kategoriach alkoholizmu. Moja babcia uparcie nazywa mnie alkoholiczką.
9. Nie skończyłam żadnych studiów. Miałam już podejścia do 5 różnych kierunków i owocowało to w najlepszym przypadku skończeniem III semestrów.
10. Płaczę na filmach. Jest to dość dziwne zjawisko, ponieważ stąpam po ziemi dość twardo, bywam agresywna w obyciu i płacz raczej nie jest czymś co na co dzień mnie dotyczy. Natomiast oglądając film potrafię się rozpłakać z naprawdę błahego powodu.

Zaskoczyłam Was? Zachęcam do zrobienia z tego tagu i podzielenia się na swoich blogach kompromitującymi faktami o sobie. Może się to okazać całkiem fajną zabawą.

wtorek, 25 lutego 2014

KONTUROWANIE TWARZY W PIGUŁCE

Przeglądając sobie serwis Pinterest (dziewczyny, gorąco polecam!) natknęłam się na zdjęcie blogerki Meggy Grace, na którym prześlicznie ukazała kwintesencję konturowania twarzy. Oczywiście zdjęcie jest maksymalnie podrasowane w Photoshopie, jednak w niczym to mu nie umniejsza. Zresztą zobaczcie sami.

H = highlighting, czyli rozświetlacz | C = contouring, czyli bronzer | B = blush, czyli róż

A Wy konturujecie twarz? Jakich kosmetyków do tego używacie? Ja aktualnie stosuję konfigurację: M·A·C Mineralize Skinfinish w odcieniu Soft & Gentle | M·A·C Powder Blush w odcieniu Harmony | NARS Blush w odcieniu Orgasm.

GARNIER - YOUTH RADIANCE 25+, CZYLI DUET KREMÓW PRZECIWZMARSZCZKOWYCH NA DZIEŃ I NA NOC

W pierwszym odruchu chciałam napisać dwie osobne recenzje, o kremie na dzień i kremie na noc. Jednakże zastanowiwszy się nad tym głębiej doszłam do wniosku, że kremy to nierozerwalny duet, który należy stosować łącznie, żeby uzyskać maksymalne efekty.

Seria Youth Radiance (czyli po prostu młodzieńczy blask) skierowana jest do osób powyżej 25 roku życia, u których zaczynają powstawać pierwsze oznaki starzenia się skóry w postaci delikatnych zmarszczek (najczęściej mimicznych). Warto zaznaczyć, że jak sama nazwa wskazuje kremy te są przeciwzmarszczkowe, co oznacza, że mają zapobiegać powstawaniu zmarszczek, a nie jak niektórzy myślą, niwelować już powstałe.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Roślinne komórki macierzyste poprawiają jakość bariery ochronnej skóry i przyspieszają odnowę naskórka. Ponadto wzmacniają połączenie skórno-naskórkowe oraz przeciwdziałają zmniejszaniu się ilości kolagenu, odpowiadającego za elastyczność skóry. Zastosowany w formule ekstrakt z kofeiny pomaga wzmacniać i pobudzać skórę. 
Stosowanie kremu wpływa na widoczne wygładzenie pierwszych zmarszczek i pomaga utrzymywać optymalny poziom nawilżenia skóry. Cera staje się rozświetlona i wygląda młodziej.

Zanim przejdę do samej recenzji chcę jeszcze zaznaczyć, że moja skóra jest raczej normalna, w stronę naczynkowej, ale z tendencją do przesuszania. Mogło by się wydawać, że z tego względu będzie szybciej się starzeć, ale (dzięki mamie) w genach mam zakodowane, że starzeje się wolniej niż u kobiet w moim wieku i dzięki temu licząc 27 wiosen nie mam jeszcze ani jednej zmarszczki. Oczywiście stosując kremy absolutnie nie nastawiłam się na efekt odmłodzonej skóry, a raczej na utrzymanie dobrego poziomu nawilżenia oraz blask, o którym wspomina producent. Czy kremy podołały temu stosunkowo prostemu zadaniu?


MOJA OPINIA - KREM NA DZIEŃ:
Jak zawsze zacznę od opakowania produktu, czyli w tym przypadku lekkiego plastikowego słoiczka w ładnym dla oka miętowym kolorze, jakże kojarzącym się z marką Garnier. Ja wiem, że wszelkiego rodzaju tworzywo sztuczne to ukłon w stronę klientki, ponieważ czyni produkt lekkim i znacznie tańszym, no ale co ja poradzę na to, że wolę ciężkie szklane słoiki, które ładnie prezentują się w łazience? Ewentualnie higieniczne tubki. Jednakże nie zamierzam odbierać słoikowi praktyczności - krem spadł mi na łazienkowe flizy i ostał się w jednym kawałku.

Kolejną sprawą, którą zawsze poruszam z recenzjach jest zapach. W przypadku kremów Youth Radiance różni się on w zależności od wersji - na dzień jest świeży, na noc zdecydowanie bardziej cytrusowy. Uwzględniając moje gusta jestem jak najbardziej na tak.


Konsystencja kremu na dzień jest lekka, co sprawia, że krem dobrze się wchłania. Stanowi całkiem dobrą bazę pod makijaż, ponieważ w widoczny sposób wygładza skórę. Wszelkiego rodzaju fluidy dobrze się na nim noszą.

Teraz najważniejsza kwestia, czyli działanie kremu. Nie będę się zbytnio rozpisywać, ponieważ mija się to z celem, powiem dość krótko - krem się nie spisał. Po pierwsze właściwości nawilżające kremu pozostawiają wiele do życzenia, mam wrażenie, że nawet przyczynił się do lekkiego przesuszenia skóry. Po drugie zauważyłam, że po około tygodniu stosowania kremy zaczęły mnie zapychać. No i niestety to przelało szalę goryczy i poszły w odstawkę.


MOJA OPINIA - KREM NA NOC:
Opakowanie identyczne jak w przypadku kremu na dzień, różni się jedynie kolorem napisu, żeby łatwo było odróżnić oba kremy leżące koło siebie. Podobnie z zapachem, z tą tylko różnicą, że ten jest odrobinę bardziej cytrusowy.

Konsystencja nocnej wersji kremu jest gęstsza, bardziej treściwa. Wpływa to oczywiście na wchłanialność kosmetyku i krem pozostawia cienki tzw. film. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, zwłaszcza, że do tej pory moja pielęgnacja twarzy sprowadzała się do stosowania na noc mieszanki kwasu hialuronowego z olejem macadamia.

Wrażenia na temat działania kremu są dość podobne jak w przypadku kremu na dzień. Produkt nie zapewnił mi odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry, rano po przebudzeniu nie dostrzegłam żadnego rozświetlenia, czy specjalnego odżywienia skóry. Możliwe, że wynika to z krótkiego okresu stosowania produktów (około 2 tygodnie), ale nie chciałam skórze dłużej fundować doznań.


PODSUMOWANIE:
Moja skóra mająca tendencję do przesuszania się, zwłaszcza w okresie zimowym zdecydowanie potrzebuje lepszego nawilżenia niż krem przeciwzmarszczkowy Garnier może jej zapewnić. Kolejną kwestią jest fakt, że kremy z czasem zaczęły mnie zapychać, a moja skóra naprawdę nie ma do tego predyspozycji. To ostatecznie utwierdziło mnie w tym, że kremy te po prostu nie są dla mnie.

Producent: Garnier
Pełna nazwa: krem na dzień Youth Radiance 25+ / krem na noc Youth Radiance 25+
Pojemność 50 ml / opakowanie
Cena: około 20 zł
Ocena: 3/10

sobota, 22 lutego 2014

XYLOGIC - INTENSYWNE SERUM WYBIELAJĄCE PRZEBARWIENIA [RECENZJA GOŚCINNA]

Jakiś czas temu (czyt. bardzo dawno temu) dostałam do przetestowania wybielające serum marki Xylogic. Cena dość wysoka, jak na przeciętną kieszeń, więc tym bardziej miło było przetestować. Mimo, iż minęło już sporo czasu, doskonale pamiętam ten produkt, zarówno jeśli chodzi o stosowanie, jak i efekty które pozostawił.

OBIETNICE PRODUCENTA:
Właściwości: Intensywne serum wybielające przebarwienia XYLOGIC DEPIGMENTATION intensive whitening serum w widoczny sposób redukuje istniejące przebarwienia oraz zapobiega powstawaniu nowych. Dzięki synergii działania składników aktywnych serum rozjaśnia i rewitalizuje skórę, przywracając jej naturalny koloryt i blask. 
Efekty stosowania: Wyjątkowy kompleks depigmentujący zawarty w preparacie hamuje aktywność tyrozynazy, skutecznie rozjaśniając plamy barwnikowe. Zawarta w preparacie witamina C regeneruje skórę, rozjaśnia i ujednolica jej koloryt. Kwas fitowy delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka zwiększając absorpcję innych składników aktywnych, ma działanie depigmentujące, a dodatkowo posiada właściwości przeciwrodnikowe. Podczas terapii preparatem XYLOGIC DEPIGMENTATION intensive whitening serum przebarwienia ulegają redukcji, a skóra odzyskuje jednolity koloryt. Dzięki właściwościom rewitalizującym serum przywraca skórze gładkość i witalność. 
Skład: Aqua, Ascorbic Acid, Glycerin, Alcohol, Phytic Acid, Ethoxydiglycol, Camellia Sinensis Extract, Vitis Vinifera Leaf Extract 
Sposób użycia: Stosować dwa razy dziennie całkowicie pokrywając leczone miejsca. Odczekać 20 minut przed nałożeniem kremu.

OPINIA PAULINY:
Moja opinia niespecjalnie różni się od obietnic producenta, które możecie przeczytać powyżej. Podczas stosowania serum, zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż, moja cera była nawilżona, wyraźnie wygładzona (zapewne za sprawą opisanego wyżej kwasu fitowego) oraz najważniejsze - rozjaśniona i to naprawdę widocznie rozjaśniona. Mam jasna karnację, z piegami, które każdego lata muszę traktować mocnymi filtrami, aby się zbytnio nie uwidoczniły. Mimo to i tak z początkiem jesieni stosuje kuracje wybielające i wiele różnych produktów miałam przyjemność, bądź nieprzyjemność stosować. Serum Xylogic to jeden z najlepszych produktów wybielających jakie stosowałam. Większość kremów mających rozjaśnić cerę wysusza, ściąga skórę lub jest tak tłusta, że nie nadaje się pod makijaż, a na noc przy cerze innej niż sucha po prostu zatyka wszystkie pory.

Podsumowując, nie ma co się rozpisywać, jak mawiają co tanio to drogo i jeśli poszukujecie dobrego produktu, który ma rozjaśnić waszą cerę, a przy okazji sprawić żeby promieniała to polecam spróbować.

Paulina

PS. Arletko dziękuje, to jeden z najlepszych produktów jakie miałam przyjemność przetestować. Wybacz, że tyle to trwało. Mam nadzieje, że producent nam wybaczy.

piątek, 21 lutego 2014

MOJE MUST HAVE NA NADCHODZĄCĄ WIOSNĘ


1. cięcie typu blunt cut / 2. M∙A∙C Masterclass Brush Collection Oval 6 / 3. akrylowy organizer, który pomieści całą moją kolorówkę / 4. nowy tusz do rzęs Max Factor Excess Volume / 5. okulary przeciwsłoneczne typu aviator, ale koniecznie lustrzanki / 6. spodnie dresowe typu baggy / 7. tatuaż ©1986, bo strasznie spodobała mi się koncepcja / 8. suszarka do włosów Philips ActiveCare HP8270/00 / 9. pędzel Real Techniques Blush Brush

Macie jakieś swoje must have na wiosnę? Co się znajdzie na takiej liście? Koniecznie podzielcie się swoimi muszęmieciami w komentarzach!

czwartek, 20 lutego 2014

RYNKOWE NOWOŚCI: NAJNOWSZY ZAPACH BATH@BODY WORKS - FOREVER MIDNIGHT

Linia zapachów Forever to nowy wymiar luksusu prosto z perfumerii Bath & Body Works. Zrodzony z wizjonerskiej koncepcji mistrzów perfumiarstwa, a następnie precyzyjnie skomponowany wyłącznie z najrzadszych składników i zamknięty w oryginalnym, stylowym flakoniku - każdy zapach opowiada intrygującą historię inspirowaną życiem nowoczesnej, pewnej siebie i silnej kobiety.

Północ to godzina, gdy do głosu dochodzą zmysły. Perfekcyjna realizacja wizji zapachu Forever Midnight zajęła Carlosowi Benaimowi, Jeanowi Marcowi Chaillanowi i Clemente Gavarry’emu, trzem doświadczonym perfumiarzom z firmy International Flavors & Fragrances, ponad dwa lata wytężonej pracy. Jean Marc Chaillan wyjaśnia: „Północ to czas metamorfozy, przemiany, w trakcie której światło ustępuje przed mrokiem, to, co znane zmienia się w tajemne, a wieczorne powietrze przepełnia odurzająca kompozycja woni rozkwitających nocą kwiatów.”

Ta właśnie chwila nieodpartego zauroczenia została na zawsze utrwalona w urzekającej kompozycji nut zapachowych. Słodycz nektaru śliwkowego wzmacnia egzotyczne, aksamitnie kwiatowe akordy nocnego jaśminu i waniliowej orchidei - pięknych za dnia, a nocą odurzających zmysłowym, delikatnie korzennym aromatem. Wyraźnie wyczuwalna bogata nuta likieru karmelowego dopełnia kompozycję uwodzicielskim akordem.

W linii Forever Midnight znajdują się:
  • Woda perfumowana - 179 zł
  • Mini EDP - 49 zł
  • Mgiełka do ciała - 99 zł  
  • Mini mgiełka do ciała - 69 zł
  • Balsam do ciała - 69 zł  
  • Krem do ciała -  69 zł
  • Żel pod prysznic - 59 zł

Kosmetyki z linii Forever Midnight dostępne są od 28 stycznia 2014 r. w salonach Bath & Body Works w Złotych Tarasach i Galerii Mokotów.

Zaintrygowane? Ja bardzo! Jedynym minusem sytuacji jest brak dostępności sieci Bath & Body Works w Krakowie...

wtorek, 18 lutego 2014

EOS (EVOLUTION OF SMOOTH) - PRZESTRZENNY BALSAM DO UST

Ot, taka sytuacja - klasycznie, jak to w amerykańskich filach bywa, porywają mnie i mogę zabrać ze sobą tylko jeden kosmetyk. Co by to było? Bez dwóch zdań capnęłabym ze sobą balsam do ust. Jest to jeden z tych kosmetyków (zaraz koło szamponu i tuszu do rzęs), bez którego obejść się nie potrafię. Rzadko, bo rzadko, ale zdarza mi się zapomnieć zabrać go z domu i wtedy wpadam w autentyczną panikę. No i w najbliższym sklepie kupuję nowy. Na dzień dzisiejszy moja "kosmetyczka" liczy około dwanaście sztuk balsamów do ust. Komentować nie musicie, też tak uważam.

Wyobraźcie sobie teraz mój wyraz twarzy, gdy po raz pierwszy zetknęłam się z balsamem do ust EOS. Oczy jak spodki, palpitacja serca plus pot spływający po plecach. No przecież to okrągłe maleństwo jest śliczne jak szczeniaczek. Krążyłam wokół niego, krążyłam i wreszcie cap! Moje! Wybrałam wersję Honeysuckle & Honeydew, czyli Wiciokrzew i Melon Miodowy (a nie miód i melon jak co poniektórzy ignoranci tłumaczą).


OBIETNICE PRODUCENTA:
Evolution of Smooth to amerykańska firma, specjalizująca się w produktach ochronnych i leczniczych. Balsam do ust EOS zapewnia długotrwałe nawilżanie oraz widoczne wygładzenie. Jest bogaty w masło shea, olejek jojoba oraz witaminę E. Pozbawiony glutenu, parabenów, ftalenów oraz wazeliny. Balsam do ust EOS jest w 95% organiczny, w 100% naturalny. Pojemność balsamu to 7 g. Posiada zabawne, kuliste, nietuzinkowe opakowanie, dzięki czemu z łatwością znajdziemy je w torebce. Do wyboru mamy kilka wariantów: summer fruit, lemon drop spf 15, strawberry sorbet, honeysuckle & honeydew, medicated tangerine oraz sweet mint.

MOJA OPINIA:
Najciekawsze w tych balsamach jest oczywiście opakowanie, które kształtem przypomina spłaszczoną kuleczkę. Z jednej strony fajny gadżecik, ale z drugiej strony wepchać cholerstwo do kieszeni jest ciężko. A jak już nam się uda to nie wygląda najszczęśliwiej. Pal sześć jeszcze jak jesteś płci pięknej, ale jako mężczyzna (zwłaszcza w obcisłych spodniach) balsamu tego w kieszeni nosić stanowczo nie powinieneś.
Tak czy inaczej kształt wsadu jest bardzo praktyczny, ponieważ nie trzeba nigdzie wkładać paluchów, co czyni go bardzo higienicznym. Dla mnie opakowanie jak najbardziej na plus.


Mój egzemplarz balsamu pachnie i smakuje słodkim melonem. Zapach nie jest natarczywy, wyczuwalny w zasadzie tylko z opakowaniu i w czasie aplikacji. Z niczym się więc nie gryzie, w niczym nie przeszkadza. Za to przeciwieństwie do wszelakich Carmexów i pomadek Nivea balsam jest słodki w smaku. Od razu uprzedzam, że nie mam w zwyczaju zajadać się balsamami na obiad, ale wiadomo jak to w praktyce jest, zawsze coś tam się liźnie. Nie wiem jak smakują pozostałe wersje, moja zdecydowanie zalatuje miodem.

Kosmetyk ma zbitą i twardą konsystencję, nie można nazwać go masełkowym. Mnie to odpowiada z tego względu, że nie boję się, iż mi się gdzieś w kieszeni/torebce rozpuści i rozleje. Balsam nie zmienia swojej konsystencji nawet pod wpływem wyższych letnich temperatur. I bardzo dobrze, bo na zimowe warunki to on się nie nadaje.


Balsam owszem, nawilża i wygładza usta, ale ze spierzchniętymi i wysuszonymi od wiatru wargami już sobie nie poradzi. I dlatego uważam, że jest to raczej kosmetyk na okres wiosenno-letni, kiedy to o usta nie musimy jakoś szczególnie dbać. EOS dobrze radzi sobie na co dzień, pokrywa skórę delikatną warstewką, która niestety dość szybko znika. Jednak pomimo konieczności częstej aplikacji jest to kosmetyk stosunkowo wydajny.

Będąc w temacie wydajności warto jeszcze dodać, że w USA zapłacimy za niego około 3$, natomiast w Polsce jego ceny na allegro dochodzą czasem nawet do 40 zł. Bardzo przepraszam, ale chyba kogoś powaliło, żeby tyle sobie za niego krzyknąć. Absolutnie nie warto wydawać na niego takiej kasy, lepiej poproście ciotkę/kuzyna, żeby Wam przywiózł zza oceanu.

PODSUMOWANIE:
Osobiście z EOSa jestem zadowolona, zwłaszcza że jest to pierwszy balsam, którego smak mi nie przeszkadza. W okresie letnim sprawdza się na moich ustach idealnie, natomiast w zimie idzie w odstawkę na rzecz Carmexa. Kosmetyk zdecydowanie warty jest przetestowania, ale nie za cenę wyższą niż 25 zł. Fajny gadżet, dobrze się aplikuje, nieźle nawilża, a przy tym świetnie pachnie. Osobiście polecam.

Producent: Evolution of Smooth
Pełna nazwa: Organic Lip Balm Smooth Sphere
Testowana wersja: Honeysuckle & Honeydew
Pojemność: 7g
Cena: około 20 zł
Ocena: 7/10

poniedziałek, 17 lutego 2014

ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA - NALA

Z okazji przypadającego na dzisiaj Światowego Dnia Kota przygotowałam notkę przedstawiającą pewną kocią sylwetkę. Mowa będzie o mojej pierwszej kotce - Nali. O Naluchnie po raz pierwszy mogliście przeczytać w notce kici kici, którą opublikowałam kawał czasu temu, bo jeszcze w listopadzie 2011 roku.


środa, 12 lutego 2014

KONKURS! WYGRAJ PALETKĘ CIENI ESSENCE LOVE LETTERS! | WYNIKI

Na wstępie przepraszam, że zamieszczam wyniki z dwudniowym opóźnieniem, ale nie udało mi się wrócić do Polski tak jak wstępnie planowałam (nie żebym żałowała...). Wiem, że wyników doczekać się już nie możecie, bo atakujecie mnie nawet na FB, więc żeby niepotrzebnie nie przeciągać... turu tu tu tu tuuuuuuuu!
  • paletka 6 cieni Essence z najnowszej wiosennej limitowanej kolekcji Love Letters leci do:
  • natomiast bibułki matujące Essence z najnowszej wiosennej limitowanej kolekcji Love Letters lecą do:

Serdecznie gratuluję i proszę o adresy na maila vexgirl@gmail.com.

Za młodu mama nauczyła mnie, że dzielenie się jest fajne i w związku z tym mam dla Was kolejny konkurs, w którym do zgarnięcia jest paletka 6 cieni Essence z najnowszej wiosennej limitowanej kolekcji Love Letters. Kolekcja jeszcze nie trafiła do sprzedaży, więc macie okazję przetestować ją jako pierwsze!

Żeby wziąć udział w konkursie należy:
- być publicznym obserwatorem bloga
- w komentarzu pod tą notką zostawić komentarz wyrażający chęć wzięcia udziału w konkursie
- zapoznać się z regulaminem, który znajduje się poniżej

Wśród wszystkich odpowiedzi spełniających w/w wymagania wylosuję zwycięzcę. Jeśli liczba zgłoszeń przekroczy 50, dołożę nagrodę pocieszenia w postaci bibułek matujących z tej samej limitki. Konkurs trwa od dziś do 7 lutego 2014 r. włącznie. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu 10 lutego 2014 r, a nagrody wysłane pocztą w ciągu 7 dni od otrzymania danych adresowych.


REGULAMIN KONKURSU
1. Konkurs organizowany jest przez serwis vexgirl.blogspot.com. Realizowane jest na zasadach określonych niniejszym Regulaminem i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.
2. Sponsorem nagród jest serwis vexgirl.blogspot.com.
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do wszystkich publicznych obserwatorów bloga.
4. Uczestnicy mają za zadanie zamieścić w komentarzu pod notką chęć wzięcia udziału w konkursie oraz zapoznać się z niniejszym Regulaminem.
5. Zamieszczając komentarz, autor tym samym przyjmuje warunki Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883).
6. Ostateczny termin zamieszczania komentarzy upływa z dniem 7 lutego 2014 r. Komentarze pozostawione po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
7. Nagrodami w konkursie są paletka 6 cieni Essence z najnowszej wiosennej limitowanej kolekcji Love Letters oraz bibułki matujące Essence z najnowszej wiosennej limitowanej kolekcji Love Letters. Nagroda nie podlega zamianie na inną, ani zamianie na ekwiwalent pieniężny.
8. Spośród wszystkich poprawnych odpowiedzi serwis vexgirl.blogspot.com wylosuje zwycięzcę. O wygranej zwycięzca zostanie poinformowany za pośrednictwem serwisu vexgirl.blogspot.com.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w niniejszym Regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz innych przepisów powszechnie obowiązujących.

wtorek, 4 lutego 2014

PYTANIE DO CZYTELNIKÓW - CO KUPIĆ W DROGERII DM?

Na dniach będę miała bardzo przyjemną okazję odwiedzić jedną z największych Drogerii DM w Europie. W związku z tym mam do Was pytanie - co Waszym zdaniem warto tam kupić? Potrzebuję jasnych komunikatów w stylu "idź i koniecznie kup to i to", bo od ilości produktów i recenzji na KWC to aż skrętu kiszek dostałam. Wypowiedzcie się proszę jakie kosmetyki lubicie, które szczególnie polecacie, co faktycznie stosujecie. Śmiało wklejajcie linki do swoich blogów pokazujące Wasze zdobycze, czy recenzje poszczególnych kosmetyków. Przy okazji może uda nam się zrobić taka małą bazę dla osób, które w przyszłości planują zakupy w DMkach.