wtorek, 25 lutego 2014

GARNIER - YOUTH RADIANCE 25+, CZYLI DUET KREMÓW PRZECIWZMARSZCZKOWYCH NA DZIEŃ I NA NOC

W pierwszym odruchu chciałam napisać dwie osobne recenzje, o kremie na dzień i kremie na noc. Jednakże zastanowiwszy się nad tym głębiej doszłam do wniosku, że kremy to nierozerwalny duet, który należy stosować łącznie, żeby uzyskać maksymalne efekty.

Seria Youth Radiance (czyli po prostu młodzieńczy blask) skierowana jest do osób powyżej 25 roku życia, u których zaczynają powstawać pierwsze oznaki starzenia się skóry w postaci delikatnych zmarszczek (najczęściej mimicznych). Warto zaznaczyć, że jak sama nazwa wskazuje kremy te są przeciwzmarszczkowe, co oznacza, że mają zapobiegać powstawaniu zmarszczek, a nie jak niektórzy myślą, niwelować już powstałe.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Roślinne komórki macierzyste poprawiają jakość bariery ochronnej skóry i przyspieszają odnowę naskórka. Ponadto wzmacniają połączenie skórno-naskórkowe oraz przeciwdziałają zmniejszaniu się ilości kolagenu, odpowiadającego za elastyczność skóry. Zastosowany w formule ekstrakt z kofeiny pomaga wzmacniać i pobudzać skórę. 
Stosowanie kremu wpływa na widoczne wygładzenie pierwszych zmarszczek i pomaga utrzymywać optymalny poziom nawilżenia skóry. Cera staje się rozświetlona i wygląda młodziej.

Zanim przejdę do samej recenzji chcę jeszcze zaznaczyć, że moja skóra jest raczej normalna, w stronę naczynkowej, ale z tendencją do przesuszania. Mogło by się wydawać, że z tego względu będzie szybciej się starzeć, ale (dzięki mamie) w genach mam zakodowane, że starzeje się wolniej niż u kobiet w moim wieku i dzięki temu licząc 27 wiosen nie mam jeszcze ani jednej zmarszczki. Oczywiście stosując kremy absolutnie nie nastawiłam się na efekt odmłodzonej skóry, a raczej na utrzymanie dobrego poziomu nawilżenia oraz blask, o którym wspomina producent. Czy kremy podołały temu stosunkowo prostemu zadaniu?


MOJA OPINIA - KREM NA DZIEŃ:
Jak zawsze zacznę od opakowania produktu, czyli w tym przypadku lekkiego plastikowego słoiczka w ładnym dla oka miętowym kolorze, jakże kojarzącym się z marką Garnier. Ja wiem, że wszelkiego rodzaju tworzywo sztuczne to ukłon w stronę klientki, ponieważ czyni produkt lekkim i znacznie tańszym, no ale co ja poradzę na to, że wolę ciężkie szklane słoiki, które ładnie prezentują się w łazience? Ewentualnie higieniczne tubki. Jednakże nie zamierzam odbierać słoikowi praktyczności - krem spadł mi na łazienkowe flizy i ostał się w jednym kawałku.

Kolejną sprawą, którą zawsze poruszam z recenzjach jest zapach. W przypadku kremów Youth Radiance różni się on w zależności od wersji - na dzień jest świeży, na noc zdecydowanie bardziej cytrusowy. Uwzględniając moje gusta jestem jak najbardziej na tak.


Konsystencja kremu na dzień jest lekka, co sprawia, że krem dobrze się wchłania. Stanowi całkiem dobrą bazę pod makijaż, ponieważ w widoczny sposób wygładza skórę. Wszelkiego rodzaju fluidy dobrze się na nim noszą.

Teraz najważniejsza kwestia, czyli działanie kremu. Nie będę się zbytnio rozpisywać, ponieważ mija się to z celem, powiem dość krótko - krem się nie spisał. Po pierwsze właściwości nawilżające kremu pozostawiają wiele do życzenia, mam wrażenie, że nawet przyczynił się do lekkiego przesuszenia skóry. Po drugie zauważyłam, że po około tygodniu stosowania kremy zaczęły mnie zapychać. No i niestety to przelało szalę goryczy i poszły w odstawkę.


MOJA OPINIA - KREM NA NOC:
Opakowanie identyczne jak w przypadku kremu na dzień, różni się jedynie kolorem napisu, żeby łatwo było odróżnić oba kremy leżące koło siebie. Podobnie z zapachem, z tą tylko różnicą, że ten jest odrobinę bardziej cytrusowy.

Konsystencja nocnej wersji kremu jest gęstsza, bardziej treściwa. Wpływa to oczywiście na wchłanialność kosmetyku i krem pozostawia cienki tzw. film. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, zwłaszcza, że do tej pory moja pielęgnacja twarzy sprowadzała się do stosowania na noc mieszanki kwasu hialuronowego z olejem macadamia.

Wrażenia na temat działania kremu są dość podobne jak w przypadku kremu na dzień. Produkt nie zapewnił mi odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry, rano po przebudzeniu nie dostrzegłam żadnego rozświetlenia, czy specjalnego odżywienia skóry. Możliwe, że wynika to z krótkiego okresu stosowania produktów (około 2 tygodnie), ale nie chciałam skórze dłużej fundować doznań.


PODSUMOWANIE:
Moja skóra mająca tendencję do przesuszania się, zwłaszcza w okresie zimowym zdecydowanie potrzebuje lepszego nawilżenia niż krem przeciwzmarszczkowy Garnier może jej zapewnić. Kolejną kwestią jest fakt, że kremy z czasem zaczęły mnie zapychać, a moja skóra naprawdę nie ma do tego predyspozycji. To ostatecznie utwierdziło mnie w tym, że kremy te po prostu nie są dla mnie.

Producent: Garnier
Pełna nazwa: krem na dzień Youth Radiance 25+ / krem na noc Youth Radiance 25+
Pojemność 50 ml / opakowanie
Cena: około 20 zł
Ocena: 3/10

12 komentarzy:

  1. Lubię oba z naciskiem na dzienniaka, fajny duet stanowią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziły :(

      Usuń
    2. Ja nie mówię, że one są złe, po prostu nie nadają się dla mojej skóry. Widziałam własnie na blogach, że dziewczyny są z nich zadowolone.

      Usuń
  2. Mają śliczne opakowania mimo słabego działania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety opakowanie to dla mnie za mało :D

      Usuń
  3. Nigdy nie przepadałam za kremami firmy Garnier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to ja bardzo lubię ich balsamy do ciała.

      Usuń
  4. Dla mnie wersja na dzień za słabo nawilża, a na noc mnie zapycha niestety. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny kremik :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak sie nie sprawdzily to wiadoma sprawa , ze trzeba odstawic ;)) wiadomo, ze szkoda ale zawsze to jest pretekstvdo zakupu jakiegos innego ;)) pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusi mnie teraz spróbować coś z wysoko-półkowej pielęgnacji typu Dior.

      Usuń