poniedziałek, 23 grudnia 2013

PODCHOINKOWA CHCIEJLISTA - UPDATE

Na początku grudnia pisałam co chciałabym w tym roku dostać pod choinkę (klik). Tak się miło złożyło, że od tego czasu dostałam aż trzy rzeczy z zamieszczonej chciejlisty! Postanowiłam więc zrobić mały update, zwłaszcza, że okoliczności świąteczne nieco się u mnie pozmieniały.


1. skoro już dostałam Huntery to wypadało by posiadać do nich cieplutkie skarpety / 2. bardzo chciałabym nowego iPoda Nano, ponieważ mój poprzedni został mi perfidnie ukradziony / 3. skórzana bransoletka Pandora w kolorze turkusowym dalej zostaje gdzie była, a ja wzdycham do niej nocami / 4. kominek Yankee Candle, ale ten bielutki / 5. zimowe wydanie torby o-bag / 6. lampa pierścieniowa, najlepiej montowana bezpośrednio do statywu / 7. Clarisonic Mia 2 w kolorze różowym lub fioletowym / 8. dwie parasolki do moich kochanych lamp / 9. Guerlain Idylle EDP

poniedziałek, 9 grudnia 2013

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA WRZESIEŃ 2013

Fala zaległości usilnie próbuje mnie zalać na śmierć, ale się nie daję, bo przecież silna kobieta ze mnie. Mimo wszystko trochę mi wstyd, że dopiero teraz przychodzę do Was z notką na temat wrześniowego Glossyboxa, ale w końcu lepiej późno niż wcale.
Wrzesień to taki przejściowy miesiąc między latem a jesienią. Jeszcze trochę wspominamy wakacje, ale opalenizna już powoli blednie, a my zaczynamy myśleć o ciepłych swetrach i kubkach z gorącymi napojami. Dzięki najnowszej edycji Glossybox „Sugar&Spice” z łatwością wprowadzisz się w jesienny nastrój, a produkty z nutką jesiennych smaków i zapachów rozbudzą Twoje zmysły.
No a jak to jest w rzeczywistości? Czy „Sugar&Spice” faktycznie wprowadza nas w jesienny nastrój?


W swoim wrześniowym pudełku znalazłam (podkreślam swoim, ponieważ było kilka wersji):
  • masło do ciała The Body Shop z serii Honeymania o pojemności 50 ml
  • peeling do ciała z glinką marokańską marki Yves Rocher o pojemności 30 ml
  • odżywkę do codziennego stosowania Artego o pojemności 25 ml
  • ujędrniające serum pod oczy Cosmeting Skin Solution o oszałamiającej pojemności 5 ml
  • pełnowymiarowy eyeliner we flamastrze marki Be a Bombshell
  • próbkę wody toaletowej Just Cavalli o pojemności 1,2 ml


Zacznę od tego, że moim zdaniem dostałam najfajniejszą wersję pudełka z wszystkich, które widziałam na blogach, czy też wśród znajomych. Ale to jeszcze nie czyni tego boxa w moim rozumowaniu "fajnym". Nieporozumieniem jest dla mnie dawać do jednego pudełka balsam do ciała The Body Shop o pojemności 50 ml, a do drugiego żel pod prysznic John Masters Organics o pojemności 30 ml. No tak się nie robi i nie dziwię się ogólnemu oburzeniu z tego wynikającemu.


Oprócz masła we wrześniowym pudełku znalazłam peeling do ciała z mojej ulubionej serii Yves Rocher - Tradition de Hammam, po który bardzo chętnie sięgnę wybierając się na jakiś dłuższy wyjazd, ponieważ pojemność 30 ml jest do tego stworzona.


Odżywka Artego to dla mnie takie meh, ponieważ miałam już z nią do czynienia, chyba nawet w lipcowym pudełku pojawiła się jakaś wariacja. Jasne, że przyda się gdzieś na siłownię, czy weekendowy wypad, ale to kolejna miniaturka, która ani mnie ziębi, ani grzeje.


Z początku serum pod oczy bardzo mnie ucieszyło, zwłaszcza że od zawsze borykam się z problemem cieni wokół oczu, które nasilają się w okresie jesienno-zimowym, jednak mój zapał skutecznie ostygł po zobaczeniu ceny pełnowymiarowego opakowania. Niestety jako krakus-sknera nie dam za kosmetyk pod oczy 190 zł (15 ml).


Nie ma co czarować, eyeliner jest zdecydowanie największym plusem pudełka. Napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary i capnęłam od razu na wyjazd do Budapesztu. Pisak spisywał się dobrze przez pierwsze dwa dni, po czym wysechł. I nie, nie - dobrze go przechowywałam, nie zostawiłam go nigdzie otwartego. Po prostu mi zdechł. A szkoda, bo faktycznie efekt można było nim osiągnąć całkiem przyjemny.


Próbeczek perfum nigdy za mało, więc są przeze mnie zawsze mile widziane w każdym pudełeczku. Just Cavalli zdecydowanie nie jest zapachem dla mnie, ale na pewno znajdzie się niejedna wielbicielka takich nut.

Podsumowując wrześniowe pudełeczko oceniam jako poniżej przeciętnej, ekipa Glossybox mogła się bardziej postarać. A jak Wam się podoba pudełko? Może jestem zbyt krytyczna, a pudełko spełnia Wasze oczekiwania?

piątek, 6 grudnia 2013

PODCHOINKOWA CHCIEJLISTA


1. bluza z misiem Oysho / 2. kalosze Hunter Adjustable Gloss / 3. skórzana bransoletka Pandora w kolorze turkusowym / 4. najlepszy alkohol - Sherinad's / 5. Rowenta Brush Activ / 6. Fossil Maddox Satchel Grey / 7. kominek Yankee Candle / 8. Guerlain Idylle EDP / 9. stonowana wersja torebki O-bag

czwartek, 5 grudnia 2013

PRZEDŁUŻANIE RZĘS METODĄ 1:1 W STUDIO BEAUTY FOR YOU W KRAKOWIE

Niebawem minie rok odkąd poddałam się zabiegowi przedłużania rzęs w salonie Studio Beauty for You. Bardzo długo zastanawiałam się czy w ogóle zamieścić tą notkę, a jeśli tak, to co dokładnie powinnam w niej napisać, ponieważ o ile z efektu byłam ogromnie zadowolona, tak ze sposobu jego wykonania już zdecydowanie nie. Pomimo mojej ogromnej sympatii do Magdy, czyli kosmetyczki wykonującej zabieg, starałam się jak najrzetelniej podejść do tematu. Mam nadzieję, że Magda nie będzie mi miała tego za złe.


Na przedłużanie rzęs stawiłam się w wersji całkowicie saute. Mimo to moje oczy zostały dokładnie oczyszczone, odtłuszczone i przygotowane do zabiegu. I tutaj skończyła się przyjemna część. Co prawda nastawiłam się na dwugodzinny relaks, ale to było bardzo błędne. Magda przykleiła mi płatki kolagenowe zapobiegające sklejaniu się dolnych rzęs, ale tak niefortunnie dokleiła prawy płatek, że w rezultacie moje oko cały czas było podrażniane. Wytrzymałam tak około pół godziny i dłużej już nie byłam w stanie. Poprosiłam o zmianę płatka. Niestety moje oko było już tak podrażnione, że nie poczułam różnicy. Oko mi łzawiło, wierciłam się na fotelu, a te dwie godziny okropnie się dłużyły.


Pomijając mój dyskomfort muszę przyznać, że Magda ma bardzo sprawne ręce, a przyklejanie delikatnych rzęs z norek idzie jej błyskawicznie. Zaznaczam, że w porównaniu z syntetykami, rzęsy z norek są dużo cieńsze i lżejsze, przez co noszenie ich jest zupełnie nieodczuwalne.

Po ponad półtoragodzinnej męczarni mogłam nareszcie podziwiać efekt końcowy, który był absolutnie zniewalający. Moje rzęsy prezentowały się naprawdę pięknie.


Na moje nieszczęście nie cieszyłam się nimi zbyt długo, ponieważ okazało się, że podczas zakładania rzęs została podrażniona spojówka, oko było czerwone i napuchnięte, łzawiło i zgodnie z zaleceniem okulisty musiałam je dość szybko zdjąć. Magda stanęła na wysokości zadania i jeszcze tego samego dnia osobiście dostarczyła mi rozpuszczalnik do kleju. Bardzo żałuję, że nie dane mi było przetestować ich choćby miesiąc, ale zdrowie jest najważniejsze.

Nie mniej jednak po tygodniu mogę śmiało powiedzieć, że są dużo ładniejsze i znacznie przyjemniejsze w noszeniu niż syntetyczne. Myślę, że warto spróbować poddać się takiemu zabiegowi, a to co przytrafiło się mnie to tylko niefortunny przypadek w pracy. Mimo wszystko polecam Studio Beauty for You oraz samą Magdę, która całą sytuacja była przejęta chyba jeszcze bardziej niż ja.

czwartek, 14 listopada 2013

PODSUMOWANIE WRZEŚNIA I PAŹDZIERNIKA - NOWOŚCI, ZAKUPY I ZDJĘCIA Z WYCIECZEK

Za nic ostatnio nie mogę się wbić w normalny rytm blogowania, co chwilę coś mnie od tego odciąga - a to choroba, a to sprawy na uczelni, kilkudniowe wycieczki, czy praca. Dzisiejszy post miał być opublikowany już tygodnie temu, stąd nie do końca zaktualizowane paczki ostatnich dni. Obiecuję wrzucić na dniach resztę.

Przechodząc już do konkretów, chciałam Wam pokazać co nowego przybyło do mnie we wrześniu i na początku października, a o dziwo troszkę się tego uzbierało. Pierwsza paczuszka to nowa linia The Body Shop o nazwie Honeymania, o której pisałam tu.


wtorek, 5 listopada 2013

28. MIĘDZYNARODOWY KONGRES I TARGI KOSMETYCZNE LNE & SPA

Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & spa to najważniejsze spotkanie profesjonalistów branży kosmetologicznej i spa w Polsce. Stanowi prezentację najnowszych trendów z zakresu pielęgnacji i makijażu. Każda edycja przyciąga ogromną liczbę ekspertów, wystawców i szkoleniowców. Otwarta dla wszystkich część targowa, daje szansę zapoznania z najnowszymi zabiegami kosmetycznymi, nowościami rynkowymi i poradami specjalistów. Wykłady, konferencje i panele dyskusyjne przedstawiają najbardziej aktualne zagadnienia z dziedziny kosmetologii i medycyny estetycznej oraz są okazją do dyskusji nad najistotniejszymi problemami dotyczącymi pielęgnacji, zdrowia i urody. Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & spa to okazja do dyskusji z międzynarodowymi ekspertami i profesjonalistami oraz szansą na wzięcie udziału w prezentacjach premierowych zabiegów i kosmetyków. Najlepsze produkty, zabiegi i rozwiązania kosmetologiczne będzie można poznać i przetestować w sobotę (9 listopada) i niedzielę (10 listopada) w Nowohuckim Centrum Kultury (al. Jana Pawła II 232).

28. Kongres gościć będzie ekspertów z Polski, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Nowości kosmetyczne zaprezentuje ponad 100 wystawców. Wśród gorących tematów kongresu pojawią się między innymi zagadnienia nowoczesnego spojrzenia na możliwości masażu twarzy jako alternatywy dla ostrzykiwania, najnowszych terapii przebarwień czy holistycznych technik masażu. Pełny program możecie zobaczyć TU, TU i TU.

Kto się wybiera na targi? Może jakieś nieoficjalne spotkanie w sobotę przed wejściem?

środa, 18 września 2013

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA LIMITOWANA DZIEŃ MATKI 2013

W połowie maja wspominałam na blogu o akcji organizowanej przez Glossybox z okazji Dnia Matki, a mianowicie o wysyłkach pudełka skierowanego własnie do naszych mam. Akurat w tamtym okresie moja mama przebywała jakieś 500 km ode mnie, postanowiłam więc jej takiego boxa sprezentować.


Koszt tego pudełka był troszkę wyższy niż standardowego, tzn. 99 zł. Z opisu wynikało, że w środku miały się znaleźć produkty o wartości około 300 zł, więc wydawać by się mogło, że stówka to wcale nie jest cena wygórowana, zwłaszcza że mamy w tym również koszty pakowania i wysyłki kurierskiej. Czy tak było rzeczywiście?


Zdecydowanym plusem pudełka był lekki krem wygładzający do twarzy Monu Professional Skincare Skin Protector. Mojej mamie bardzo przypadł do gustu, ponoć świetnie nadaje się jako baza pod makijaż. Mnie niestety nie dane było go wypróbować... Według karteczki zamieszczonej w pudełku taka 50 ml tubka kosztuje 100 zł. Niestety nigdzie go w sklepie nie widziałam.


Drugim produktem, który znalazł się w boxie była kredka do oczu Kajal Intense marki Elite Models. No i to był strzał w dziesiątkę, ponieważ moja mama uwielbia kredki i takie kolory (wiem, bo ciągle podkradła mi jumbo Sephory). Kajal według opisu kosztuje około 45 zł.


Trzeci produkt wywołał sporo dyskusji i niezadowolenia. Mowa o serum nabłyszczającym Silky Sexy Hair Frizz Eliminator skierowanym dla osób posiadających gęste i grube włosy. Fakt, że ze strony ekipy Glossybox było to dość odważne posunięcie, ponieważ słowianki na ogól mają włosy cienkie, ale akurat moja mama należy do wąskiej grupy posiadaczek siana na włosach, więc nie było żadnego problemu. Spray ma pojemność 125 ml i kosztuje około 85 zł.


Najgorszym produktem z pudełka (zarówno w mojej jak i mojej mamy opinii) był błyszczyk do ust Super Lip Gloss marki Bellapierre Cosmetics w kolorze dziwnej, niezdrowo wyglądającej pomarańczy. Co prawda odcień nie jest intensywny i na ustach bardziej przypomina koral, ale myślę, że mało kto z takiego odcienia byłby zadowolony. Koszt takiego cuda to podobno około 65 zł.


W pudełku jak widać znalazło się sporo kolorówki i kolejny produkt również należy do tej kategorii - prasowany cień do powiek MeMeMe Cosmetics. Cień wypadł mi z pudełka i cały się potłukł, więc niestety jesteście zmuszone oglądać go w takim okropnym stanie. Ale spoko, sprasowałam go metodą alkoholową i ma się całkiem dobrze. Koszt takiego cienia to około 25 zł.


Na koniec żarcik pudełka, czyli gąbeczki do nakładania podkładu, które rzekomo mają kosztować 50 zł za 6 sztuk. Niczym nie różnią się od gratisowych gąbeczek z Inglota, więc tej pozycji po prostu nie będę komentować. Mogli sobie je spokojnie darować, nie byłoby lekkiej żenady.


Podsumowując pudełko z perspektywy mojej mamy bardzo fajne, ponieważ praktycznie wszystkie produkty trafiają w jej gusta. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu spodobałby się dobór produktów, więc jak na pudełko brane "w ciemno" oceniam je po prostu przeciętnie.

NOWOŚĆ THE BODY SHOP - HONEYMANIA

Zanurz swoje ciało w słodkim nawilżeniu, dzięki linii Honeymania. Poznaj kosmetyki do pielęgnacji ciała i do kąpieli, wyprodukowane na bazie dzikiego miodu, który nawilża tak samo dobrze, jak pachnie!

Miód to smakowity sekret Matki Natury. Ceniony ze względu na swój niepowtarzalny smak i aromat, jest także naturalną substancją nawilżającą – wspaniale zmiękcza, wygładza i odżywia skórę. Ten słodki dar natury znajduje się w każdym produkcie linii, tak więc na każdym etapie pielęgnacji możesz korzystać z nawilżającej siły miodu.


Linia Honeymania to odżywcze formuły, luksusowe konsystencje i niebiański zapach - prawdziwa uczta dla kobiecych zmysłów!

Odkryj linię nawilżających produktów o bogatych konsystencjach w złotym kolorze, które nie pozostawiają tłustej warstwy. Doświadcz delikatnego zapachu wzbogaconego o nuty zapachowe słodkiego miodu oraz egzotycznych kwiatów, z których pszczoły zbierają nektar. Doświadcz 24-godzinnego, słodkiego nawilżenia, dzięki maśle do ciała, które natychmiastowo wtapia się w skórę i nie pozostawia tłustej warstwy.

piątek, 6 września 2013

MOJE MUST HAVE NA NADCHODZĄCĄ JESIEŃ


1. czarne skórzane lity / 2. duża chustka w kratę / 3. tragus / 4. wełniany kapelusz w stylu boho / 5. Essie For The Twill Of It / 6. złota biżuteria / 7. czarne kalosze Hunter Adjustable / 8. ciepła oryginalna bluza / 9. jeansowa koszula z długim rękawem

Jestem ciekawa czy Wy również macie jakieś swoje jesienne must have? Koniecznie podzielcie się nimi ze mną.

środa, 4 września 2013

DR IRENA ERIS PLATINUM MEN - AGE CONTROL RECHARGE NIGHT CREAM / KREM REGENERUJĄCY NA NOC (RECENZJA GOŚCINNA)

Świeży, odważny i zimny zapach odświeża i pobudza zmysły. Serce zapachu tworzy sorbet wyciśnięty ze skórki różowego grejpfruta i hiszpańskiego owocu bergamotki przełamany aromatem rozmarynu” - na pewno każdy facet będzie wiedział, co to oznacza... Jeżeli produkt ma być dla faceta, to powinien być opisany jak dla faceta, czyli prosto i zrozumiale, a już na pewno opis nie powinien przypominać opisu ciastka, które zaraz mamy zjeść. Trzeba jednak przyznać zapach jest świeży, orzeźwiający i przyjemny.

Według producenta krem:
- o 49% zwiększa gładkość skóry* - trzeba wierzyć producentowi na słowo, nie jest możliwe procentowe stwierdzenie czy tak jest rzeczywiście
- o 24% zwiększać nawilżenie po 2h od zastosowania* - j/w
- o 35% redukuje ilość drobnych zmarszczek* - j/w
- 93% jest wydajny** - zgadza się , jest wydajny
- 94% jest przyjemny w stosowaniu** - zgadza się, nie sprawia problemu w stosowaniu.

Natychmiastowy zastrzyk energii w formie lekkiej, nietłustej, szybko wchłaniającej się emulsji dla mężczyzn intensywnie pracujących przy komputerze, przebywających w klimatyzowanych pomieszczeniach lub narażonych na brak snu, czy stres. Odpowiedni dla każdego typu cery bez względu na wiek. Już po 1 tyg. stosowania skutecznie zmniejsza nadwrażliwość skóry i likwiduje objawy zmęczenia. Zawartość kwasu hialuronowego i witaminy C powoduje efekt intensywnego wygładzenia, wzmocnienia i nawilżenia na poziomie komórkowym, a także przyspiesza regenerację uszkodzeń. Krem redukuje drobne linie zapewniając odpowiednie napięcie, miękkość, świeży i wypoczęty wygląd”. Tak powinno być. A jak jest? 

Na pewno ma fajne opakowanie, takie męskie, surowe, stonowany kolor, śmiało, bez wstydu można postawić na półkę. Ławo się aplikuje, nie trzeba nic wyciskać, a tym bardziej dłubać palcem w słoiku, wystarczy przycisnąć a już porcja kremu jest na dłoni. Łatwo się rozprowadza, nawet przyjemnie, krem nie jest bardzo mazisty i szybko się wchłania więc nie trzeba się męczyć z długotrwałym wsmarowywaniem.  Nie podrażnia. Skóra jest miękka, napięta, czuć, że jest nawilżona, nie wygląda na zmęczoną, powoduje uczucie świeżości, i przyjemnie pachnie. Produkt poprawia wygląd skóry, czyniąc twarz wypoczętą. I chyba takie miało być jego zadanie.

M&M's

* Badania in vivo w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris (po 4 tyg.)
** Ocena subiektywna mężczyzn, badania in vivo Centrum Naukowo- Badawczego Dr Irena Eris

wtorek, 3 września 2013

NOWOŚCI OD YVES ROCHER I RIMMEL

W tym tygodniu dotarły do mnie już dwie paczki w ramach podjętych jakiś czas temu współprac. Yves Rocher nadal zaskakuje mnie ilością przesyłanych kosmetyków, natomiast Rimmel częstotliwością.

W paczce od Rimmel znalazły się tusz do rzęs Scandaleyes Retro Glam Mascara oraz cienki eyeliner z tej samej serii. Natomiast w paczce od Yves Rocher znalazłam kremowy żel pod prysznic Jardins du Monde o zapachu orzechów makadamia, błyszczyk do ust It Colors w odcieniu  Subtelny Koral, cztery pojedyncze cienie do powiek Nasycone Kolory w odcieniach Perłowy, Kakaowy Brąz, Lazurowy Błękit oraz Herbaciany Róż plus trzy lakiery do paznokci It Colors w odcieniach Promienny Żółty, Morski Turkus oraz Szykowny Błękit.


poniedziałek, 2 września 2013

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA LIPIEC 2013

Skoro już jesteśmy w temacie pudełek Glossybox (wczoraj mogłyście przeczytać o edycji sierpniowej) to skorzystam z okazji i nadrobię od razu jeszcze wakacyjną edycję lipcową, której hasło przewodnie to Wielki Błękit.

Po otwarciu kartonika czekała nas niespodzianka, ponieważ lipcowe pudełko jest utrzymane w tonacji morsko-błękitnej, a nie jak zawsze pastelowo-różowej. Bardzo podoba mi się, że wnętrze pudełka, czyli papier i wstążka również współgra z tą kolorystyką.


GlossyBox Wielki Błękit to:
  • Artego Odżywka nawilżająca Aqua Plus - odżywka wzbogacona o olej z nasion drzewa amazońskiego, który nawilża włosy, nadaje połysk i zdrowy wygląd (miniaturka 25 ml / pełny produkt 200 ml - 31,50 zł)
  • Beautybird Żel do stóp Fly High! - odświeża, chłodzi i regeneruje zmęczone stopy, szczególnie polecany po wysiłku fizycznym, czy też w długi letni dzień (pełny produkt 75 ml - 36 zł)
  • Avon Żel-krem Anew Aqua Youth - żel-krem na dzień i na noc 20+ (pełny produkt 50 ml - 50 zł)
  • Nails inc. Lakier w kolorze Brook Street - charakteryzuje się doskonałą trwałością i wyjątkowym połyskiem, a przy tym łatwo i dokładnie pokrywa płytkę paznokcia (miniaturka 4 ml / pełny produkt 10 ml - 55 zł)
  • Tołpa dermo face hydrativ nawilżający krem-żel odprężający pod oczy - nawilża, uelastycznia i łagodzi podrażnienia, rozjaśnia cienie, eliminuje oznaki zmęczenia i stresu (pełny produkt 10 ml - 32 zł)
  • Glossybox chłodząca maska na oczy


Może i Avon nie jest marką ekskluzywną, a żel do stóp strasznie pachnie kamforą, ale generalnie z pudełka jestem jak najbardziej zadowolona. Po bardzo przyjemnych doświadczeniach z nawilżającym kremem odprężającym Tołpa, chętnie sięgnę po krem pod oczy z tej samej serii, a miniaturka lakieru do paznokci ma idealną wielkość i śliczny kolor. Cieszy mnie też, że nie ma kolejnych miniatur szampon + odżywka / żel pod prysznic + balsam, które zdarzają się moim zdaniem zbyt często.


Podsumowując z pudełka jestem zadowolona, śliczne opakowanie i kolory boxa bardzo cieszą oko. Mam duże oczekiwania co do kremu pod oczy i odżywki Artego. Miniaturka lakieru będzie idealna do podróżnej kosmetyczki. Natomiast krem Avon zdecydowanie poleci dalej do ludzi.

niedziela, 1 września 2013

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA SIERPIEŃ 2013

W tym miesiącu z lekkim spóźnieniem, ale jeszcze w granicach rozsądku i dobrego smaku, post o sierpniowym Glossyboxie. O tyle, o ile z ostatnich pudełek byłam bardzo zadowolona (zwłaszcza z boxa czerwcowego), tak sierpniowe można określić mianem najgorszego pudełka roku.


Hasło przewodnie pudełka to tym razem "pocałunek słońca", bo w końcu "lato wszędzie". Ale zawartość pudełka ma tyle wspólnego z latem, co zima ze strojem kąpielowym. Poniżej lista produktów sierpniowego Glossyboxa wraz z kilkoma słowami komentarza ode mnie.

1. Anatomicals Spray Misty For Me, czyli odświeżająca mgiełka do twarzy (pełny produkt o wartości około 35 zł za 100 ml) - no z mgiełką to to niewiele ma wspólnego, leje się z niego jak z pistoletu na wodę, ale za to ma ładne opakowanie
2. Aussie Miracle Moist Shampoo (miniaturka) - mam pełnowymiarowe opakowania, produkty niezłe, ale szału nie ma
3. Aussie 3 Minute Miracle Reconstruktor (miniaturka) - no jak wyżej, bomba silikonowa na włosy
4. Avon Tusz do rzęs Mega Effects (pełny produkt o wartości około 30 zł za 9 ml) - co to k..a jest? Leży i czeka, aż wypiję odpowiednią ilość alkoholu i będę miała odwagę go wypróbować
5. Yasumi Express Shaker Mask + Soft Shaker (pełny produkt o wartości około 20 zł) - jeszcze rozumiem jedno dziwactwo na pudełko, ale dwa? Nie mam pojęcia po co ten shaker, ani jak się do tego zabrać, w życiu bym czegoś takiego nie kupiła
6. Glossybox Pędzel do bronzera i różu (pełny produkt o wartości około 30 zł). - tu już sobie ktoś z nas zażartował, bo to prędzej miotełka do czyszczenia klawiatury, niż pędzel. Wstyd wrzucać coś takiego do pudełka i jeszcze pisać, że to ma wartość 30 zł


Jestem totalnie zawiedziona tym pudełkiem, uważam, że ekipa Glossybox trochę sobie z nas zażartowała. Nieładnie. Mam nadzieję, że wrześniowym pudełkiem naprawią nadszarpnięty wizerunek.

środa, 28 sierpnia 2013

JUSTIN BIEBER - SOMEDAY EDT

Recenzowanie perfum nie należy do najłatwiejszych zadań, poziomu Nez de Luxe nie osiągnę w tym nigdy. Do tej pory na blogu ukazały się jedynie dwie recenzje zapachów (klik / klik), ale jako że spotkały się ze stosunkowo pozytywnym przyjęciem, cykl planuję kontynuować.

W moje łapki wpadł jakiś czas temu produkt nie byle jaki, bo sygnowany sławnym, zwłaszcza przez swoje ostatnie skandale, celebrytą w postaci samego Justina Biebera. Mowa o wodzie toaletowej Someday by Justin Bieber, która na polskim rynku ukazała się pod koniec 2012 roku.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Someday Justina Biebera to coś więcej niż perfumy. To osobisty prezent, pochodzący z głębi serca – symbolem tego jest małe, kryształowe serduszko, zawieszone na zgrabnym flakoniku.
Kwiatowo-owocowa kompozycja, będąca ucieleśnieniem młodzieńczej radości i spontaniczności. Kuszące połączenie soczystej mandarynki, chrupiącej gruszki i dojrzałych owoców leśnych. A to wszystko otoczone łagodnym powiewem delikatnego jaśminu i ciepłej wanilii. Słodka pokusa, której nikt nie będzie w stanie się oprzeć.
Nuty zapachowe:
- nuta głowy: mandarynka, czerwone jagody, gruszka
- nuta serca: nuty kwiatowe, jaśmin
- nuta bazy: piżmo, wanilia


MOJA OPINIA:
Pomijając całą kiczowatą otoczkę, która niewątpliwie jest kojarzona z Justinem zapach sam w sobie jest godny uwagi. Ale zanim przejdę do właściwej recenzji, chcę podkreślić, że produkt skierowany jest bardziej do nastolatek i młodych kobiet, niż pań koło 30-tki. I tak właśnie należy Someday traktować.

Opakowanie perfum od razu przywodzi mi na myśl flakony Marca Jacobsa, zwłaszcza słynną Lolę. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że producent silnie inspirował się owym design’em. Do flakonika Someday dołączony jest słodki charms, który na pewno ucieszy oko niejednej dziewczynki. Dla mnie, jako troszkę starszego pokolenia, jest już nieco zbyt błyszcząco-brynalcikowy.



Someday by Justin Bieber jest zapachem słodkim, dziewczęcym i po prostu… płaskim. Nic się w nim nie dzieje, nic się nie rozwija, a o ogonie możemy zapomnieć. Nie mniej jednak jest to zapach przyjemny dla nosa, nienachalny, zupełnie nie erotyczny, czyli idealny dla nastolatki. Z powodzeniem można używać go do szkoły, czy na imieniny babci. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Someday to idealne pierwsze perfumy.

Trwałość więcej niż przyzwoita, na mojej skórze utrzymuje się praktycznie cały dzień, na ubraniach do tygodnia. Za taką cenę to ze świecą szukać konkurenta.

PODSUMOWANIE:
Może nie jest to zapach dla każdego, raczej skierowany jest do dość wąskiej grupy odbiorców, ale idę o zakład, że wśród grupy docelowej znajdzie niejedną fankę i to nie tylko przez aktualnie panującą modę. Myślę, że będzie również świetnym prezentem dla młodziutkiej kobiety, która dopiero co wkracza w ten finezyjny świat zapachów.

Producent: Justin Bieber
Pełna nazwa: Someday by Justin Bieber
Trwałość: około 10-12 godzin
Pojemność: 30 ml / 50 ml / 100 ml
Cena: 129 zł / 169 zł / 209 zł
Ocena: 6/10

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

MAKIJAŻ WILD COLLECTION

W ostatnich dniach mogłyście na blogu przeczytać o tuszu do rzęs oraz cieniach do powiek z najnowszej kolekcji Max Factor Wild Collection. Dzisiaj możecie zobaczyć te kosmetyki w akcji. Z góry przepraszam za wszystkie niedociągnięcia, ale jest to mój tutorialowy debiut. Mam nadzieję, że forma oraz sam makijaż spotkają się z pozytywnym przyjęciem i na tym jednym tutorialu się nie skończy.


#1 przygotowujemy powiekę / #2 nakładamy cień w kolorze 50 untamed green na całą ruchomą powiekę / #3 podkreślamy załamanie cieniem 10 ferocious black / #4 akcentujemy kącik tym samym cieniem / #5 dolną powiekę podkreślamy cieniem w kolorze 45 sapphire rage / #6 kącik oraz przestrzeń pod łukiem brwiowym rozświetlamy cieniem w kolorze 65 defiant white / #7 wedle uznania podkreślamy linię wodną czarną kredką oraz tuszujemy rzęsy maskarą Wild Mega Volume / #8 użyte kosmetyki

MAX FACTOR - CIENIE WILD SHADOW POTS

Wild Collection marki Max Factor to nie tylko tusz Wild Mega Volume, ale również kredki do oczu Wild Shadow Pencil oraz, co będzie tematem dzisiejszej notki, cienie Wild Shadow Pots. Cienie w ilości sztuk 12 otrzymałam do przetestowania już na początku lipca (klik) i od tego czasu intensywnie testowałam.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Cienie stworzone by nadać twoim powiekom niepowtarzalny wygląd!
Max Factor Wild Shadow Pot to cienie w energetycznych barwach tworzące paletę, która idealnie współgra z trendem lata 2013 - Hyper Tropicality.
Nałóż jeden cień na całą powiekę i szybko osiągnij mocny efekt, lub zmieszaj dwa albo więcej odcieni aby wyróżnić się jeszcze bardziej. Możesz też nakładać cienie lekko zwilżonym pędzelkiem a efekt będzie intensywny i trwały.


MOJA OPINIA:
Opakowania cieni wyglądem przypominają mi kamyczki, w sumie nawet nie wiem skąd skojarzenie. Co do samej praktyczności to jeśli mamy dwa, góra trzy sztuki to ok, ale przy większej ilości od razu chciało by się depotować je do paletki (o tym jak to zrobić możecie przeczytać tu). Nie zrobiłam tego jeszcze wyłącznie z uwagi na to, że oryginalne opakowania były mi konieczne do tej recenzji, ale na dniach pewnie je do czegoś przerzucę.

Cienie mają dwa rodzaje wykończenia - błyszczące z drobinkami oraz satynowe. W zależności od odcienia pigmentacja w jednych wypada lepiej, w innych nieco słabiej. Zauważyłam, że zdecydowanie lepszy efekt daje nakładanie ich na mokro, ponieważ kolory są wtedy zdecydowanie bardziej intensywne, a same cienie mniej się osypują.


Spośród wszystkich odcieni, które posiadam, siedem zaliczyłabym jako te nadające się do makijażu nude, natomiast pięć jako te intensywne, wakacyjne lub typowo wieczorowe. Oczywiście jest to dość luźna interpretacja i absolutnie niczego tutaj nie narzucam.

Jedynym minusem cieni jaki zauważyłam to dość mocne osypywanie się, zwłaszcza odcieni z mocnymi drobinkami, czyli 05 fervent ivory, 10 ferocious black, 20 golden amazon oraz 65 defiant white. Pozostałe cienie sprawują się bardzo dobrze.


PODSUMOWANIE:
Cienie sprawdziły się u mnie całkiem przyzwoicie, niewiele mam im do zarzucenia poza tendencją do osypywania się, którą niwelowałam nakładaniem cieni zwilżonym pędzlem. Niektóre odcienie, jak na przykład 45 sapphire rage, czy 50 untamed green są bardzo oryginalne i ślicznie prezentują się na oku, warto w nie zainwestować. Natomiast delikatne cienie nude jak 101 pale pebble, czy 116 wicked white ma w swojej ofercie większość marek.

niedziela, 25 sierpnia 2013

JEWELCANDLE, CZYLI PACHNĄCA ŚWIECZKA Z NIESPODZIANKĄ

Dzisiejsza recenzja jest, jak na blog kosmetyczny troszkę nietypowa, ponieważ traktuje o... świeczce. I to nie byle jakiej, tylko świeczce z niespodzianką. Mowa o JewelCandle, która kryje w sobie srebrną biżuterię. Połączenie najwyższej jakości, ręcznie wyprodukowanej zapachowej świeczki z wartościową i stylową niespodzianką w środku, zapewnia niezwykłe wrażenia.


OBIETNICE PRODUCENTA:
JewelCandle to pierwsza tego rodzaju zapachowa świeczka, która kryje w sobie prawdziwą biżuterię o wartości od 40 do 1000 zł. Można ją palić przez około 75 – 160 godzin. Wykorzystanie szklanego słoika zapewnia równomierne spalanie się wosku oraz to, że świeczka zawsze będzie dobrze wyglądała i jest bezpieczna dla powierzchni na której stoi. Nie było do tej pory świeczek, które mogły dostarczyć tylu wrażeń co JewelCandle. Spróbuj jak przyjemnie pachną świeczki JewelCandle i odkryj jaką niespodziankę dla Ciebie kryją w sobie!


MOJA OPINIA:
Do wyboru mamy świeczkę z kolczykami (99 zł) lub świeczkę z pierścionkiem (69 zł) w środku. Obie wersje dostępne są w kilku wariantach zapachowych - Słodkie Jeżyny, Orzeźwiająca Pomarańcza, Truskawkowe Ciasteczka, Kremowa Wanilia, Kokosowe Marzenie, Happy Birthday, True Love, Magiczne Liczi oraz Dojrzałe Figi.
Ja zdecydowałam się na Orzeźwiającą Pomarańczę z pierścionkiem.

Świeczka przychodzi do nas w bardzo dobrze zabezpieczonym kartonie, nie musimy się więc obawiać, że nie dojdzie do nas w całości. Po odwinięciu ze wszystkich warstw naszym oczom ukazuje się masywny szklany słoik owinięty dodatkowo ładną kokardą. Dzięki temu świeczka od razu idealnie nadaje się na prezent.


Orzeźwiająca Pomarańcza pachnie bardzo naturalnie, nie wyczuwamy żadnych sztucznych chemicznych nut, jak to często bywa w przypadku takiego zapachu. Spala się powoli, co czyni ją bardzo wydajną. Po około 8h możemy wreszcie dobrać się do tego co interesuje nas najbardziej, czyli do naszej biżuterii.

Wierzcie mi, że odpakowywanie tego cudeńka sprawiło mi straszliwą frajdę. Wcale tak łatwo nie było się do tego dostać, a ja jeszcze po drodze musiałam zrobić kilka zdjęć. Niecierpliwość sięgała zenitu, po czym moim oczom ukazał się prześliczny drobny pierścionek wykonany ze srebra próby 925 o wartości 20 euro.


PODSUMOWANIE:
Uważam, że JewelCandle to świetny pomysł na prezent dla bliskiej osoby. Zarówno świeczka, jak i sama biżuteria prezentują się świetnie, a wszystko wykonane jest z najwyższą starannością i smakiem. Polecam zaglądnąć na stronę JewelCandle, gdzie możemy podglądnąć zdjęcia otrzymanej biżuterii oraz fanpage JewelCandle.

sobota, 24 sierpnia 2013

MAX FACTOR - TUSZ WILD MEGA VOLUME

Te z was, które czytają mnie regularnie na pewno wiedzą, że tuszem, który zawsze można znaleźć w mojej kosmetyczce jest Max Factor 2000 calorie. Mimo, że zdarzają mi się małe skoki w bok, zawsze pokornie do niego wracam. Kiedy więc nadarzyła mi się okazja wypróbowania najnowszego dziecka tejże marki, zgodziłam się bez wahania. Mowa bowiem o tuszu Wild Mega Volume, który na Polski rynek kosmetyczny wszedł z ogromnym bumem. Charakteryzuje go przede wszystkim rzucające się w oczy limonkowe opakowanie oraz niebanalna szczoteczka.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Wznieś się na wyżyny i zbuduj niesamowitą objętość dzięki nowej maskarze Max Factor - została specjalnie stworzona do tego by przenieść twoje rzęsy na następny poziom. Ta innowacyjna maskara natychmiast przyciemnia i podkreśla wygląd każdej rzęsy dzięki nieustraszonej szczoteczce Amplifier. Formuła zawiera miękkie włókna, które idealnie przywierają do szczoteczki w kształcie klepsydry. W jej zwężeniu krótkie włókna zbierają większą ilość maskary i sprawiają, że produkt idealnie rozprowadza się u podstawy rzęs dając bazę do budowania większej objętości. Okrągła główka szczoteczki z dłuższymi włoskami pozwala wydłużyć rzęsy i idealnie wyciągnąć ku górze ich końcówki. Wynik to 3 razy więcej objętości i wyrazisty look, zarówno w dzień jak i w nocy.


MOJA OPINIA:
Design opakowania zdecydowanie odbiega od serwowanych nam do tej pory poważnych czerni i granatów, jakże kojarzonych z marką Max Factor. Cieszy za to oko jaskrawymi radosnymi barwami, pasującymi bardziej dla nastolatek i młodych kobiet, a nie dorosłych bizneswoman. Czyżby marka chciała poszerzyć grupę odbiorców? Osobiście do mnie opakowanie średnio przemawia, zdecydowanie wolę opakowanie tuszu Masterpiece Max, ale jedno jest pewne - nie przejdziemy koło niego obojętnie.

Szczoteczka prezentuje się dość oryginalnie, troszkę przypomina mi Givenchy Noir Couture, ale to raczej luźne skojarzenie, bowiem w praktyce nie mają ze sobą za wiele wspólnego. Z początku, kiedy kosmetyk jest świeży szczoteczka może nabierać trochę za dużo tuszu, jednak już po około dwóch tygodniach wszystko się normuje, a my nie musimy się już obawiać posklejania rzęs. Oprócz tego nie mam tej szczocie nic więcej do zarzucenia, przeciwnie, sprawdza się pod każdym kątem. Po pierwsze bardzo łatwo się nią operuje, nie ma problemu z dotarciem do nawet najmniejszych rzęs. Po drugie trzymając tusz pionowo z łatwością możemy pomalować dolne rzęsy. Po trzecie wystarczy już jedno pociągnięcie, żeby pokryć wszystkie rzęsy.


Wild Mega Volume wytrzymuje na rzęsach cały dzień, nie osypuje się, nie tworzy efektu pandzich oczu, nawet podczas całodziennego maratonu przed komputerem. A jak wiecie dla mnie to bardzo ważny czynnik. Nadaje się też na upały kiedy to cały nasz makijaż chce spłynąć nam z twarzy. Sprawdził się u mnie nawet przy tegorocznym 36-stopniowym upale.

No i teraz kilka słów o tym co interesuje nas najbardziej, czyli o efekcie. Moim zdaniem Wild Mega Volume bardzo przypomina pod tym względem 2000 calorie, czyli jedno pociągnięcie daje efekt dość naturalny, natomiast kolejnymi warstwami możemy zbudować nawet teatralny look. Na powyższym zdjęciu położone są dwie cienkie warstwy tuszu.

PODSUMOWANIE:
Wild Mega Volume podbił moje serducho, podobnie jak kiedyś mój ulubiony 2000 calorie tego samego producenta. Mam też wrażenie, że jest odrobinę od niego trwalszy. Cenowo również wypada korzystnie, ponieważ za 11 ml zapłacimy około 35 zł (bez promocji). Czego chcieć więcej? Zdecydowanie polecam, ja na pewno sięgnę po niego jeszcze nie raz.

Producent: Max Factor
Pełna nazwa: Wild Mega Volume Mascara
Pojemność: 11 ml
Cena: 35 zł
Ocena: 9/10

czwartek, 22 sierpnia 2013

WYNIKI KONKURSU L'OREAL REVITALIFT X3

Bardzo wszystkim dziękuję za zgłoszenia w konkursie L'Oreal. Jednocześnie przepraszam, że tak długo czekaliście na wyniki.
Poniżej lista zwycięskich zgłoszeń. Autorów proszę o maila z adresem do wysyłki :)