piątek, 28 grudnia 2012

ZESTAWIENIE ULUBIONYCH ZIMOWYCH LAKIERÓW DO PAZNOKCI

Korzystając z tego, że właśnie zrobiłam porządek w swoim pudle z lakierami do paznokci, chciałam pokazać Wam kilka lakierów, po które najchętniej sięgam w okresie zimowym.
Wyznaję zasadę, że na przełomie jesieni i zimy w zapomnienie powinny odejść wszelkie krzykliwe róże, żółcie i co bardziej tęczowe kolory. Za to prym wiodą szlachetne odcienie złota, srebra, czy czerwieni oraz stonowane lakiery beżowe, czy też typu nude.


Moim nowym odkryciem i absolutnym numerem 1 jest O.P.I Goldeneye z nowej kolekcji Skyfall. Lakier można używać na dwa sposoby - samodzielnie lub jako top na inny lakier, na przykład na butelkową zieleń. W obu wariacjach wygląda zniewalająco. Jako alternatywę dla tego lakieru możecie sięgnąć po Maybelline Express Finish w odcieniu Gold Accessory.


Zwolenniczki klasycznej czerwieni zdecydowanie powinny zainteresować się lakierem Bellaoggi Gel Effect w odcieniu numer 6 (efekt na paznokciach pokazywałam tu). Lakier trzyma się na pazurkach około tygodnia i praktycznie w ogóle nie matowieje - cały czas wygląda jak dopiero co nałożony. Nie wiem czy inne lakiery tej marki są również takie dobre, ale ten zdecydowanie należy do mojej pierwszej piątki.


Kolejne dwa lakiery to niepozorne miniaturki Orly w odcieniach Chocolate Martini i Shine, zakupione podczas listopadowych targów kosmetycznych LNE & SPA (klik). Oba kolory wyglądają na dłoniach bardzo szlachetnie i elegancko. Szczególną trwałością nie grzeszą, ale ja i tak zmieniam kolor paznokci co 2-3 dni, więc nie jest to dla mnie szczególną wadą. Podobnie jak O.P.I wyglądają dobrze zarówno solo, jak i w zestawieniu z innym kolorem.


Po lakier Essie Decadent Dish sięgam z całej przedstawionej tu ósemki najczęściej ze względu na jego uniwersalność. Jest to odcień, który pasuje zarówno do małej czarnej, jak i przetartych jeansów. Lakiery Essie mają to do siebie, że perfekcyjnie wyglądają kilka dobrych dni i nie inaczej jest z Decadent Dish. Zdecydowanie najładniejszym elementem lakieru jest jego shimmer. 


Następne dwie pozycje to dość zbliżone do siebie odcienie typu nude marki JOKO Cosmetics. Niestety aparat nieco zjadł kolory, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że w rzeczywistości miedzy tymi odcieniami jest kilkutonowa różnica. Odcień Shady Desert to dość ciemna kremowa kawa z mlekiem, natomiast Nude Lolita to różowy beż z perłowym shimmerem. Oba odcienie są uniwersalne do granic bólu i w tym ich urok. Są prześlicznej w swojej prostocie.


Ostatni już lakier to dość popularny odcień Essie Over the Edge, czyli dość ciemny grafit ze srebrnym shimmerem. Kolor idealny zarówno do zimowego płaszczyka, jak i na zabawę sylwestrową. Polecam osobom lubiącym ciemne kolory na paznokciach, a chcącym uniknąć nudnych czerni i szarości. Trwałość jak w przypadku każdego innego lakieru tej marki.


Macie jakieś swoje ulubione lakiery na tą porę roku? Koniecznie podzielcie się swoimi typami w komentarzu!

środa, 26 grudnia 2012

CACHAREL - AMOR AMOR - FORBIDDEN KISS EDT

Za recenzję Amor Amor Forbidden Kiss zabierałam się od dobrych kilku miesięcy jak przysłowiowy pies do jeża. Mimo, że zapach mam w swojej kosmetyczce już nieco ponad rok (klik), do teraz nie jestem pewna czy go lubię, czy też nienawidzę. Wszystko za sprawą jego ulipkowatości, ale o tym dopiero za chwilkę.
Zapach został wypuszczony na amerykański rynek w sierpniu 2011 roku, a na polski dotarł, jak zwykle z opóźnieniem, czyli w okolicach grudnia 2011. Forbidden Kiss to po prostu wariacja na temat silnie wylansowanego zapachu Amor Amor marki Cacharel.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Zapach Cacharel Amor Amor Forbidden Kiss to kolejna odmiana znanego wszystkim zapachu Amor Amor. Forbidden Kiss to prawdziwy owoc zakazanej miłości, uchwycony w czarnym flakonie ozdobionym czerwonymi kwiatami. Jest dedykowany młodszym kobietom, które przeżywają okres buntu i pierwszych miłości. Owocowo-kwiatowy z odrobiną pikanterii, zaskakuje już od pierwszego... psiknięcia.
Nuty zapachowe:
- nuty głowy: mandarynka, grejpfrut, różowy pieprz
- nuty serca: frangipani, kawa
- nuty bazy: białe piżmo, wanilia

MOJA OPINIA:
Opakowanie kojarzy mi się na pierwszy rzut oka z granatem, czyli przedmiotem mało seksownym, acz wybuchowym. Co prawda wszystkie zapachy Amor Amor buteleczki mają takie same, ale w przypadku Forbidden Kiss dodatkowo szkło butelki jest nieprzeźroczyste, nie można więc kontrolować zużycia. W przypadku perfum to po prostu strzał w kolano. Atomozerek działa cały czas bez zarzutu.

Pierwsze zetknięcie z zapachem jest wręcz odurzające. Cukierkowa słodkość wybija się wśród wszystkich innych nut, sprawiając, że zaczyna mnie boleć głowa. Później jest zdecydowanie lepiej. Dochodzi kawa i wanilia, następnie wyczuć można piżmo. Zapach rozwija się powoli, leniwie, dając mi do zrozumienia, że Forbidden Kiss jest zapachem złożonym i niebanalnym. Szczelnie otula moje ciało takim ciepłem i dlatego uważam, że idealnie nadaje się na jesienno-zimowe zimne wieczory.


Zapach jest pierońsko trwały, na mojej skórze wyczuwalny praktycznie cały dzień, ale zdaniem otoczenia, a nie moim, ponieważ bardzo szybko przyzwyczajam się do zapachu, który noszę.

Forbidden Kiss można lubić i można nienawidzić - nie jest to zapach, który można kupić każdemu jako prezent pod choinkę. Na pewno polecam go osobom pewnie stąpającym po ziemi, odważnym i przebojowym, ale nie nastolatkom. Kobiety lubiące zapachy ciepłe i słodkie również nim nie pogardzą. Niestety dla mnie jest zbyt przytłaczający, więc sama na pewno nigdy bym się na niego nie zdecydowała. Jego największym atutem jest na pewno trwałość. Pod tym kątem przegrał jedynie z Emporio Armani White.

Producent: Cacharel
Pełna nazwa: Amor Amor Forbidden Kiss
Trwałość: około 10-12 h
Pojemność: 30 ml / 50 ml / 100 ml
Cena: 120 zł / 200 zł / 250 zł
Ocena: 6/10

wtorek, 25 grudnia 2012

ZNALEZIONE POD CHOINKĄ

Wreszcie mam chwilę czasu, żeby usiąść przed komputerem i coś dla Was napisać. W tym roku zwaliło mi się do domu tyle rodziny, że Wigilię aż ciężko było ogarnąć (chyba zrobię ołtarzyk temu kto wymyślił zmywarkę...). Święta Bożego Narodzenia to zdecydowanie moja ulubiona część roku i mojego humoru nie psuje nawet okropna pogoda za oknem. Mam nadzieję, że z Waszych twarzy uśmiech również nie schodzi.

Mój humor został wczoraj dodatkowo podrasowany przez kilka rewelacyjnych prezentów, które w tym roku znalazłam pod choinką. A nawet dwiema choinkami.

Pierwszym prezentem, którym chciałam się pochwalić jest łańcuszek zabezpieczający do mojej bransoletki Pandora. Kilka razy wspominałam już na blogu, że od jakiegoś czasu kolekcjonuję pandorkowe beads'y. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wygląda moja kolekcja na dzień dzisiejszy.


A tutaj dokładniejsze zdjęcie otrzymanego łańcuszka. Na bransoletkę nie mogę się napatrzyć i cieszę się jak dziecko z nowej lalki Barbie ;)


Kolejnym prezentem jest coś znacznie bardziej praktycznego i mającego znaczenie również i dla Was, a mianowicie stół bezcieniowy. Namiot bezcieniowy, o którym pisałam w zeszłym roku przestał być dla mnie wygodną opcją i zaczęłam się zastanawiać nad zakupem stołu. Ktoś musiał uważnie przysłuchiwać się moim wywodom, bo pod choinką czekało na mnie ogromne pudło z taką oto zawartością:


Następny prezent również jest z tych praktycznych - porządna czuła myszka do komputera. Im więcej korzystam z programów graficznych, tym bardziej dostrzegam jak ważnym i potrzebnym jest elementem. Mam się czym chwalić, ponieważ dostałam myszkę Razer model Imperator 4G 2012 :)


Chyba wszyscy w rodzinie wiedzą jak bardzo lubię kosmetyki i dlatego nie mogło ich zabraknąć pod choinką. Dostałam dwa ręcznie robione produkty - mydełko i olejek do masażu, które przyjechały do mnie aż z Berlina.


Ostatnim prezentem są dwie karty do mojego ulubionego ostatnio sklepu, czyli do TkMaxx. Zaraz po świętach pędzę na zakupy!


A teraz koniecznie pochwalcie mi się w komentarzach swoimi prezentami! Jeśli pisałyście podobne notki - nie zapomnijcie wkleić linka!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

piątek, 21 grudnia 2012

PACZKI I ZAKUPY Z MIJAJĄCEGO TYGODNIA

Dzisiaj przygotowałam dla Was zdjęcia wszystkich kosmetyków, które otrzymałam lub kupiłam sobie w tym tygodniu. Z góry wybaczcie za jakość zdjęć, ale ostatnio mam średnie warunki do ich robienia. Mam nadzieję, że wraz z nowym rokiem ulegnie to zmianie.

Pierwsza paczka to kosmetyki od Dr Ireny Eris, o których zapewne czytałyście już na niejednym blogu. Paczka sprawiła mi wiele radości, zwłaszcza że zawierała jeszcze torbę na laptopa, którą planowałam sobie w najbliższej przyszłości kupić. W paczce znalazło się sporo nowości...





Drugą paczką, która do mnie dotarła w tym tygodniu było kilka smakołyków od Alicji z kosmetykomania.pl. Zdecydowanie najbardziej cieszę się z zestawu 3 róży marki Sleek, które, jak same widzicie, prezentują się co najmniej imponująco.


Trzecia paczka to niespodzianka od Magdy z Yves Rocher. W życiu nie spodziewałabym się takiej ilości tak cudnie pachnących perełek. Załapałam się nawet na nowość marki, czyli świąteczne perełki rozświetlające!


W tej notce radziłam się Was jaki zapach powinnam wybrać dla siebie. Praktycznie jednogłośnie podpowiadałyście mi zapach Alien i właśnie na niego się zdecydowałam. Oprócz tego kontrowersyjnego dość zapachu skusiłam się jeszcze na klasyczne delikatne Daisy. Jeszcze raz bardzo dziękuję Wam za pomoc. Na odchodnym capnęłam jeszcze podkład Diorskin na poprawę dość humoru po dość kiepskim dniu w pracy.


Na koniec chciałam Wam pokazać maleńki prezencik, który czekał dzisiaj na mnie na moim firmowym biurku. Agatko, ślicznie Ci dziękuję za przepyszne ciasteczka, które sprawiły mi ogromną frajdę (zeżarłam przed zdobieniem tego zdjęcia już trzy...).


Ten tydzień był dla mnie bardzo męczący, cieszę się, że już się skończył, bo przede mną aż półtora tygodnia leniuchowania!

WYNIKI KONKURSU "WYGRAJ 1 Z 3 MASECZEK TYPU KOMPRES"

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat, czyli wyniki ostatniego już w tym roku konkursu. Nagrodą są 3 maseczki typu kompres, które kolejno wędrują do:




Serdecznie Wam dziewczyny gratuluję i proszę o Wasze adresy na maila vexgirl@gmail.com.

czwartek, 20 grudnia 2012

KRÓTKI WYWÓD O TYM DLACZEGO VEXGIRL CIĄGLE CHCE COŚ DOSTAWAĆ ZA DARMO

Afera Nikonowo-Segrittowa nie ustaje. Większość portali internetowych i co bardziej znanych blogerów zabrała już w tej sprawie swój głos. Mnie się wypowiadać nie chciało, aż do dzisiaj kiedy to natknęłam się na artykuł Zapłacę blogiem, czyli dlaczego blogerzy ciągle dostają i chcą coś za darmo, który pojawił się na portalu natemat.pl


Zaraz pod nagłówkiem krzyczy napis - Blogerzy, nie jesteście bogami, nic wam się za darmo nie należy. Należy, nie należy, ale dostajemy. Czy gdyby do Pana Kowalskiego podjechała pod blok nowa lodówka w ramach kampanii reklamowej powiedzmy Samsunga, Pan Kowalski powiedział by „nie, dziękuję, mnie się nie należy”? Daję sobie witki obciąć, że nie. Więc dlaczego ja mam odmawiać? Tym bardziej, że zapracowałam na to.


Nie jest tajemnicą, że blogerom daje się coraz więcej, coraz fajniejszych rzeczy. Ale czy ktokolwiek z krytykantów przystanął i zastanowił się nad tym dlaczego tak jest? A może tylko dał się ponieść swojej polaczkowatości i stwierdził, że skoro on nie ma to nikt inny nie powinien? Chcę zaznaczyć, że żyjemy w dobie social media i do potencjalnego konsumenta najprościej trafić za pomocą blogera, którego lubi i którego zdanie szanuje. A wierzcie mi, że na taki szacunek pracuje się latami.


Na dzień dzisiejszy blog to nie kilka godzin pisania, ale ja i moje życie. Coraz ciężej rozgraniczyć kiedy jestem blogerka, a kiedy jestem Arletą. Kiedy idę krakowskim Rynkiem i zaczepia mnie Pani z dzieckiem pytając czy dobrze zrobiła kupując  taki róż (tu wskazuje palcem na policzek) jestem Arletą czy jestem vexgirl? Albo kiedy idę zrobić sobie brwi do kosmetyczki i mimo kolejki i gromiącego wzroku klientów jestem obsłużana jako pierwsza? Blog to moja codzienność. Blog to ja i mój wizerunek. Czy to faktycznie jest chęć dostawiania czegokolwiek „za darmochę”? Na ile więc wyceniasz siebie?


Bloga może założyć każdy – przysłowiowy wolny kraj. Nie trzeba mieć zasobnego konta, ani wykształcenia dziennikarskiego. Wystarczy trochę czasu, szczypta pewności siebie i odwagi. Więc czy odważysz się zajść tam gdzie jestem ja? Z tego miejsca życzę powodzenia wszystkim osobom, które właśnie dzisiaj założą bloga. Życzę wam cierpliwości, wytrwałości, siły (oj przyda się) i setek zupełnie darmowych prezentów!

środa, 19 grudnia 2012

LIPOSHOCK, CZYLI SZOK DLA MOJEJ SYLWETKI

O LipoShock zrobiło się głośno w 2009 roku, gdy zabieg ten wygrał w prestiżowym konkursie Prix de Beauté Cosmopolitan. Polega on na modelowaniu sylwetki wykorzystując do tego działanie fal dźwiękowych ShockWave oraz fal ultradźwiękowych UltraWave. Pierwsza fala fascynacji zabiegiem dopadła najpierw Stany Zjednoczone i Azję, a dopiero jakiś rok później trafiła do Europy, w tym między innymi do Polski. Osobiście o LipoShock po raz pierwszy usłyszałam na którymś z kongresów kosmetycznych i nie mogłam uwierzyć, że jakikolwiek bezinwazyjny zabieg może być aż tak skuteczny. Na sieci można znaleźć wiele zdjęć typu "before & after" pokazujących rezultaty zabiegu. Jak myślicie dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że metodę tę postanowiłam wypróbować na własnej skórze. Jestem realistką, więc nie spodziewam się odchudzenia o 2 rozmiary, ale uelastycznienia skóry i choć minimalnego pozbycia się cellulitu, który niestety z wiekiem staje się coraz widoczniejszy.





LipoShock niweluje cellulit i miejscową otyłość na tak trudnych partiach ciała jak uda i pośladki. Skóra poddana zabiegowi staje się gładsza, jędrna i bardziej sprężysta, a cellulit i miejscowe niedoskonałości są likwidowane. Ponadto LipoShock poprawia napięcie skóry, niweluje efekt „ciężkich nóg” i obrzęki poprzez usprawnienie przepływu limfy, a tym samym umożliwia pozbycie się toksyn z organizmu. LipoShock rozbija komórki tłuszczowe także na miękkich tkankach takich jak brzuch.
Więcej o samym zabiegu możecie przeczytać tu.



Planowo czeka mnie 6 zabiegów z podwójną głowicą (czyli zwalczających i tkankę tłuszczową i cellulit) w tygodniowych odstępach czasu. Możecie się więc spodziewać całej serii notek wraz ze zdjęciami, ponieważ pozwolono mi zabierać ze sobą aparat. Pierwszy zabieg już jutro i nie wiem czy jestem bardziej podekscytowana samym LipoShock'iem, czy tym, że będę mogła podzielić się wrażeniami z Wami... Czy to już jest ostatnie stadium bycia blogerem? ;)

Na koniec mam pytanie do Was - wolicie osobą notkę po każdym z sześciu zaplanowanych zabiegów, czy może powinnam ograniczyć się do dwóch notek - jedna opisująca pierwsze wrażenia i druga podsumowująca całą serię?

* zdjęcia nie są moją własnością, jednak nie udało mi się odnaleźć ich oryginalnego źródła

niedziela, 16 grudnia 2012

W POSZUKIWANIU NOWEGO ZIMOWEGO ZAPACHU

Ostatnia butelka mojego Emporio Armani White dogorywa, a ja czuję ogromną pustkę, której niczym zapełnić nie potrafię. Odkąd White został w 2009 roku wycofany żaden zapach nie wzbudził we mnie na tyle mocniejszego bicia serca, żebym popędziła do kasy z butelką. Wszystkie zapachy, które przechodzą przez moje ręce kupowane są bez większych emocji. Chyba każda kobieta która znalazła swój zapach wie jaka to dla mnie tragedia.
Biorąc pod uwagę panującą na zewnątrz aurę pogodową postanowiłam zrobić w swoich flakonach porządek (rezultat w zakładce wyprzedaż) i rozglądnąć się za nowym typowo jesienno-zimowym zapachem. 



Moje typy póki co (jedynie na podstawie opisów i recenzji) to Thierry Mugler Alien EDP, Guerlain Samsara EDP, Givenchy Play for Her Intense EDP oraz Giorgio Armani Emporio She EDT - dokładnie w takiej kolejności. I teraz mam pytanie do Was - miałyście któryś z powyższych zapachów? Jak się sprawowały? A może podpowiecie mi na jaki zapach powinnam zwrócić uwagę przy najbliższych zakupach (dla ułatwienia - top 10 moich zapachów)?

czwartek, 13 grudnia 2012

MIX TYGODNIA, CZYLI NOWE KOSMETYKI, NOWA FRYZURA I NOWA KSIĄŻKA

Jak widzicie już po tytule dzisiejszy post będzie nieco zmiksowany, a to dlatego, że ostatnio dużo się u mnie dzieje, a doba niestety ma tylko 24h, z czego przynajmniej 6h wypadało by przespać.
Przede wszystkim chcę Wam pokazać moje ostatnie łupy kosmetyczne w postaci dwóch podkładów i korektora. Zaliczyłam ostatnio niezłego zonk'a, bo okazało się, że wcale nie mam tak dużo podkładów do wyboru jak mi się wydawało. I o zgrozo, niektóre są na wykończeniu! Skorzystałam więc z dwóch promocji w Drogerii Natura i zakupiłam dwa podkłady. Pierwszy to już znany wszystkim Match Perfection marki Rimmel, którego darzę ogromną sympatią (16,99 zł), a drugi to odkrycie tego tygodnia, czyli Affinitone 24h marku Maybelline (29,99 zł). Naprawdę nie spodziewałam się, że ten podkład będzie a) taki jasny, b) taki trwały, c) miał tak dobrą pompkę, d) będzie tak ładnie pachniał. Aktualnie jestem nim oczarowana...


Dzisiaj przyszła do mnie paczka z serii niespodziewajkowych, zawierająca trzy nowe produkty do włosów od Marc'a Anthony'ego - szampon, odżywka i serum. Pokładam w tych kosmetykach ogromne nadzieje i to nie tylko dlatego, że pięknie się prezentują ;)


Udało mi się też wybrać wczoraj do mojego ulubionego fryzjera, którym jest (jak już nie raz wspominałam) Paweł Okuniewski. Przyznam się Wam w tajemnicy, że ostatnio włosy ścinałam chyba w wakacje... Dzięki Bogu Pan Paweł nie wyrzucił mnie z tym co miałam na głowie z salonu i doprowadził mnie i moje włosy do stanu używalności. Efekt końcowy prezentuje się niczego sobie, a włosy same mi się układają.


Na koniec chciałam się z Wami podzielić całkiem dobrą książką, która w tym tygodniu wpadła mi w ręce. Jest to nieźle napisane czytadło w sam raz do tramwaju, autobusu czy poczekalni dentystycznej. Czyta się ją łatwo i przyjemnie, a fabuła zaskakuje z rozdziału na rozdział. Czytałyście może?


P.S. Przypominam Wam o trwającym jeszcze tylko do końca tygodnia konkursie, w którym do wygrania są aż 3 maseczki do twarzy! Info na bocznym pasku :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

KONKURS! WYGRAJ 1 Z 3 MASECZEK TYPU KOMPRES

Zapraszam wszystkich czytelników bloga do wzięcia udziału w konkursie, w którym można wygrać 1 z 3 maseczek do twarzy typu kompres (dwie maseczki DermoPharma i jedna Etre Belle).

Żeby wziąć w nim udział należy:
- być czytelnikiem mojego bloga
- w komentarzu pod notką odpowiedzieć na pytanie konkursowe, które brzmi "Dlaczego to właśnie Tobie mam podarować maseczkę?"
- koniecznie zapoznać się z regulaminem konkursu

Wśród wszystkich odpowiedzi (spełniających w/w wymagania) wybiorę 3 zwycięzców, których odpowiedzi spodobają mi się najbardziej. Konkurs trwa od dziś do 16 grudnia 2012 r. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu 20 grudnia 2012 r., a nagrody wysłane pocztą w ciągu 7 dni kalendarzowych od otrzymania danych adresowych.


REGULAMIN KONKURSU
1. Konkurs jest organizowany przez serwis vexgirl.blogspot.com. Realizowane jest na zasadach określonych niniejszym regulaminem i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.
2. Sponsorem nagród jest serwis vexgirl.blogspot.com.
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do wszystkich czytelników bloga.
4. Uczestnicy mają za zadanie zamieścić w komentarzu pod notką odpowiedź na pytanie konkursowe "Dlaczego to właśnie Tobie mam podarować maseczkę?".
5. Zamieszczając komentarz, autor tym samym przyjmuje warunki Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883). 
6. Ostateczny termin zamieszczania komentarzy upływa z dniem 16 grudnia 2012 r. Komentarze pozostawione po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
7. Nagrodami w konkursie są trzy maseczki do twarzy typu kompres. Nagroda nie podlega zamianie na inną, ani zamianie na ekwiwalent pieniężny. 
8. Spośród wszystkich komentarzy spełniających wymagania konkursu serwis vexgirl.blogspot.com wybierze zwycięzcę. O wygranej zwycięzca zostanie poinformowany za pośrednictwem serwisu vexgirl.blogspot.com.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 
10. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w niniejszym regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz innych przepisów powszechnie obowiązujących.

niedziela, 9 grudnia 2012

FLORMAR'OWE ZAKUPY CZ. II

W piątek pokazywałam Wam co kupiłam na wyprzedaży u Dominiki (klik) i jednocześnie pytałam Was co z tej marki polecacie. Pod wpływem komentarzy postanowiłam jeszcze dokupić jeden produkt, a mianowicie podwójny róż blush-on w odcieniu P116. Dominika namówiła mnie dodatkowo na czarny eyeliner z cieniutkim pędzelkiem precision artliner.


Tutaj możecie zobaczyć porównanie obu podwójnych róży, które posiadam, czyli P115 i P116. Odcienie są tak różne, że cieżko mówić tu o jakimkolwiek podobieństwie. Myślę, że P116 jest zdecydowanie bardziej uniwersalny ze względu na połączenie delikatnego różu i jasnego bronzera.


To co najbardziej podoba mi się w tych kosmetykach to ich pigmentacja. Wystarczy delikatne muśnięcie pędzlem i twarz jest ślicznie wykończona. Jeśli macie możliwość zakupić sobie któryś z różu blush-on to zdecydowanie Wam je polecam.


P.S. A już jutro konkursik! :)

piątek, 7 grudnia 2012

FLORMAR'OWE ZAKUPY

Wczoraj Dominika zamieściła na swoim blogu informację, że niestety kończy zabawę z Flormar'em i z tej okazji robi wyprzedaż całego asortymentu (klik). Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła to "do kogo ja będę zaglądać będąc w Bonarce?!", bo, o matko, jestem tam kilka razy w tygodniu. Druga myśl jaka zakołatała w mojej głowie to "wyprzedaż! tańsze kosmetyki", więc dzisiaj zaraz po pracy pognałam na stoisko. Niestety z Dominiką tym razem nie było mi dane się zobaczyć, ale za to zaopatrzyłam się w cztery całkiem sympatyczne kosmetyki.


Najważniejszym punktem programu są dwa róże, które podobają mi się już od dawna, ale jakoś nigdy nie pamiętałam żeby je sobie kupić, czy zamówić w necie. Mowa o wszystkim dobrze znanym podwójnym różu blush-on w odcieniu P115 oraz pojedynczym w odcieniu P112. Oba drobinkowe i dość mocno nasycone kolorem.


Oprócz różu kupiłam jeszcze podkład w kompakcie (odcień 105) oraz jasny cielisty matowy cień  w odcieniu M05. Za wszystkie kosmetyki zapłaciłam jedynie 41,40 zł (róże po 9,90 zł, podkład 12,00 zł, a cień 9,60 zł), czyli co najmniej atrakcyjnie. Jeśli jeszcze nie byłyście w Dominiki, koniecznie zajrzyjcie, zwłaszcza, że kosmetyki znikają w zastraszającym tempie!


Jak się Wam podobają prezentowane kosmetyki? Macie coś z Flormar? Co polecacie?

środa, 5 grudnia 2012

MIAŁA BYĆ DZISIAJ NOTKA O PODKŁADZIE, ALE...


...jestem wykończona. Poprawię się. Jutro. Dobranoc. Ziefff...

wtorek, 4 grudnia 2012

WYNIKI KONKURSU NA ZESTAW BIŻUTERII

Zgodnie z regulaminem mam dzisiaj dla Was wyniki rozdania, w którym do zgarnięcia był zestaw biżuterii  składający się z bransoletki i naszyjnika ufundowany przez serwis Sielska Dolina. Ze swojej strony bardzo wszystkim dziękuję za zgłoszenia i dobrą zabawę.
Nagroda wędruje do czytelniczki Joanna_26. Serdecznie gratuluję i proszę Cię o kontakt w sprawie odbioru nagrody.

Jeszcze w tym tygodniu pojawi się w konkurs w którym mam do rozdania 3 różne maseczki do twarzy w płatkach. I teraz pytanie do Was - wolicie jedną nagrodę w postaci 3 sztuk maseczki, czy może 3 nagrody po jednaj maseczce dla każdego?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

PACZUSZKA OD MY ASIA

Dzisiaj przyszła do mnie paczuszka w ramach współpracy ze sklepem My Asia, na którą zdecydowałam się kilka dni temu. Ostatnio częściej odmawiam, niż zgadzam się za współprace, a to głównie dlatego, że po pierwsze mam zdecydowanie za dużo kosmetyków, a po drugie muszę troszkę odsapnąć od zobowiązań. Nie mniej jednak My Asia zaproponowała mi takie warunki, że nie mogłam odmówić.


W paczuszce znalazły się 3 wybrane przeze mnie kosmetyki, czyli puder myjący do twarzy marki L'arcobaleno, rozświetlający krem BB marki Suiskin oraz Pop Tint marki Lioele (krem BB tej firmy jest najlepszym jaki było mi dane testować - koniecznie muszę napisać o nim recenzję).


Mnie z tych trzech kosmetyków najbardziej ciekawi Pop Tint, z racji tego, że podobno jest praktycznie identyczny do tego z BeneFit'u. W dodatku ma śliczny różowy kolorek :)


A co Was zainteresowało najbardziej?

JAK W DDD DOROBIĆ SIĘ NA BLOGERKACH

Poniżej zestawienie kilku (be jest tego oczywiście więcej) łudząco podobnych do siebie komentarzy z różnych blogów... oczywiście wszystkie odpowiednio podlinkowane... Czy to wymaga dodatkowego komentarza?


I mój faworyt:

Oficjalne stanowisko firmy:
"Niczego nigdzie nie umieszczaliśmy."
"Wszystkie próby znieważania firmy, osób, pisania nieprawdy będzie skutkowało zgłoszeniem do odpowiednich organów."

DZIEŃ DARMOWEJ DOSTAWY 2012

Głównym celem akcji Dzień Darmowej Dostawy jest zachęcenie jak największej liczby osób do zrobienia zakupów w sieci, jako alternatywy dla odwiedzania tradycyjnych sklepów. W tym dniu sklepy uczestniczące w akcji oferują wszystkim swoim klientom darmową dostawę zamówień, niezależnie od ich wartości, sposobu płatności i metody dostawy. 

Dzień Darmowej Dostawy inspirowany jest akcją Free Shipping Day odbywającą się od 2008 roku w Stanach Zjednoczonych.


Z mojej strony dodam jedynie, że warto jest zwracać uwagę na ceny, ponieważ z tego co zauważyłam mniej uczciwe sklepy troszkę poszalały i podniosły ceny swoich produktów, co mija się nieco z ideą DDD. Nie mniej jednak oprócz kilku kwiatków, których palcem pokazywać nie będę, akcja jest całkiem fajna i można przedświątecznie zaoszczędzić trochę grosza :)

Ja póki co skusiłam się na woski Yankee Candle, ponieważ słyszałam o nich wiele dobrego, ale nie miałam jeszcze okazji spróbować (jeden wosk kosztuje 6,00 zł).

Lista sklepów biorących udział w akcji z podziałem na kategorie - http://dziendarmowejdostawy.pl/.


sobota, 1 grudnia 2012