środa, 28 listopada 2012

NAWILŻAJĄCY KREM NATURALOE, CZYLI ZIMOWY ULUBIENIEC

Wczoraj, przy okazji pokazywania nowości, wspomniałam o kremie aloesowym, którego namiętnie używam od kilku tygodni (klik). Trafiłam na niego zupełnym przypadkiem, a że jestem ogromną fanką aloesu w każdej postaci szybko się zaprzyjaźniliśmy. Myślę, że jest to kosmetyk, który zagości u mnie już na stałe.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Formuła kremu składająca się z 30% czystego aloesu, witaminy E oraz wosku pszczelego, które wygładzają i odżywiają skórę, sprawiając, że staje się nawilżona i zdrowa.
Aloes przenika głęboko w głąb skóry. Związany z innymi elementami jak witamina E, pomaga w przejściu poprzez naskórek do skóry i aktywuje mikro cyrkulację krwi. Aloes przenika do skóry cztery razy bardziej niż woda. Krem Nawilżający Naturaloe uwalnia skórę od martwego naskórka. Dzięki działaniu enzymom proteolitycznym (enzymy, które hydrolizują proteiny), eliminuje martwy naskórek. Usuwanie naskórka jest bardzo ważne, w przeciwnym wypadku skóra traci elastyczność. Aloes jest wspaniałym regeneratorem naskórka. Zapewni i przyspiesza wzrost nowego naskórka, dzięki wielu elementom odżywczym jakie posiada.

SKŁAD:
Aloe Barbadensis Gel, Cetearyl Alcohol (and) ceteareth-20, Octyl dodecanol, Cetyl alcohol, Mineral oil, Beeswax, Dimethycone, Tocopheryl acetate, Diazolidinylurea and Iodopropynyl Butylcarbamate and Propyleneglycol, Fragance, Acrylamide and sodium acrylate copolymer (and) mineral oil (and) tridiceth-6, C.I. 19140, C.I. 42090.


MOJA OPINIA:
Skoro już na wstępie zdradziłam Wam, że mam do niego słabość, mogę spokojnie darować sobie budowanie zbędnego napięcia. Krem jest po prostu świetny. Począwszy od tego, że zawiera aż 30% czystego aloesu, który, jak każda z nas wie, ma zbawienny wpływ na naszą skórę, poprzez ogromne opakowanie zawierające aż 100 ml kosmetyku przy cenie zaledwie 30 zł za tubkę, zapach, idealną konsystencję, a na właściwościach kremu skończywszy.
Krem faktycznie bardzo dobrze nawilża moją skłonną do przesuszeń skórę (zwłaszcza w okresie zimowym), a przy tym świetnie się wchłania, praktycznie do matu. Zazwyczaj kremy mocno nawilżające zostawiają nam na skórze charakterystyczny film (ze względu na olejową bazę). W przypadku Naturaloe głównym składnikiem odpowiedzialnym za nawilżenie jest właśnie aloes, który wnika głęboko w skórę nie pozostawiając tłustej i lepiej warstwy (kto ma koty ten wie co znaczy sierść przyklejona do twarzy). Dodam jeszcze, że krem jak najbardziej nadaje się pod makijaż.


Zdecydowanym minusem kremu Naturaloe jest jego dostępność. Póki co widziałam go jedynie na allegro i w sklepie internetowym producenta (klik). Jednak biorąc pod uwagę fakt, że jest to produkt stosunkowo nowy na polskim rynku liczę tu na jakąś poprawę.

PODSUMOWANIE:
Podsumowując jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Krem przyda się nam nie tylko w mroźne zimowe dni, ale również w te słoneczne letnie kiedy troszkę za mocno przygrzeje nam słońce. Myślę, że dobrze sprawdzi się u osób ze skórą wrażliwą i podatną na podrażnienia (muszę wcisnąć go mamie do przetestowania :D) oraz oczywiście suchą i przesuszoną jak moja.

Producent: Naturaloe
Pełna nazwa: krem nawilżający 30% aloes
Przeznaczenie: wszystkie rodzaje skóry
Pojemność: 100 ml
Cena: 29,00 zł
Ocena: 10/10

wtorek, 27 listopada 2012

OD DZIŚ SMARUJĘ SIĘ GRANATEM

A to za sprawą nowej paczuszki, którą otrzymałam niedawno do testów. Oczywiście tytuł jest jedynie przenośnią, ale wbrew pozorom z prawdą ma całkiem wiele wspólnego. Kosmetyki Granatapfel, które otrzymałam do testów w swoim składzie mają całkiem sporą zawartość wyciągu z granatu, który nazywany jest potocznie "owocem życia".


W skład zestawu wchodzą: ujędrniający krem na dzień, krem do rąk, ujędrniające masło do ciała oraz orzeźwiający żel pod prysznic - czyli praktycznie cała gama podstawowych kosmetyków pielęgnacyjnych. Testy rozpoczynam już dziś wieczorem, więc w odstawkę idzie prawie wszystko co używałam do tej pory oprócz kremu na noc (chyba póki co zostanę przy odżywczym kremie aloesowym).





Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami? Z tego co pamiętam to w którymś z Glossyboxów można było znaleźć miniaturkę kremu na dzień dokładnie z tej serii...

poniedziałek, 26 listopada 2012

KOSMETYKI OD ETRE BELLE

Dzisiaj chciałam Wam pokazać co przywiozłam ze sobą do domu po spotkaniu Etre Belle, o którym pisałam przedwczoraj (klik). Dzięki uprzejmości ekipy Etre Belle będę mogła wypróbować nie tylko kosmetyki pielęgnacyjne, ale również jeden kosmetyk kolorowy i pędzel (oba z kolekcji Diamond).

W skład zestawu przytaszczonych kosmetyków wchodzi: maska w płacie Collagen & Aloe Vera Hydro (25 g), pełnowymiarowy krem do rąk wiśnia + wanilia (75 ml), miniaturka maseczki kolagenowej w kremie (15 ml), miniaturka kremu na dzień i na noc Hyaluronic 3 (5 ml), miniaturka serum Hyaluronic (5 ml), próbka nawilżającego musu do twarzy, pełnowymiarowy puder mineralny w odcieniu 01 (8 g) oraz pędzel do nakładania różu.


Oczywiście ze wszystkich kosmetyków najbardziej ciekawi mnie puder mineralny z serii Diamond (głównie ze względu na aplikator) oraz pędzelek (ze względu na swój kształt).


Może i Wy macie ochotę wypróbować kosmetyk Eltre Belle? Co powiecie na rozdanie, w którym do wygrania będzie powiedzmy... pełnowymiarowa maska Collagen & Aloe Vera Hydro o wartości około 30 zł?

sobota, 24 listopada 2012

FOTORELACJA ZE SPOTKANIA ETRE BELLE

Kochani,

przed chwileczką wróciłam z Częstochowy, gdzie odbyło się bardzo ciekawe spotkanie blogerek pod patronatem firmy Etre Belle. Wraz z kilkoma innymi blogerkami zostałam zaproszona na pokaz kosmetyków i zabiegów tejże firmy.

Na spotkanie zostałyśmy dostarczone firmowym busem, a na miejscu czekało na nas przemiłe przywitanie. Organizacja na piątkę z plusem.


Bardzo szybko w obroty wzięła nas Tatiana, która zaprezentowała nam kolorówkę marki Etre Belle. Koniecznie muszę tu napomknąć, że ma fenomenalny kolor włosów...

piątek, 23 listopada 2012

KONKURS! WYGRAJ ZESTAW BIŻUTERII SIELSKA DOLINA

Kochani,

razem z moją mamą przygotowałyśmy dla Was rozdanie, w którym do zgarnięcia jest ręcznie wykonany zestaw biżuterii składający się bransoletki oraz naszyjnika. Jak się domyślacie biżuterię wykonała moja mama - gorąco zachęcam Was do odwiedzenia jej bloga Sielska Dolina. Biżuteria będzie zapakowana w ozdobny, również ręcznie wykonany woreczek, więc możecie podarować ją komuś bliskiemu pod choinkę.

W zasadzie już wszędzie można odczuć przedświąteczny klimat. Z tego względu nie planuję Was zbytnio eksploatować (wiem, wiem, gonicie już za prezentami i przymierzacie się do zakupu choinki) i przygotowałam bardzo proste zasady rozdania.

Żeby wziąć udział w konkursie należy/można:
1. należy zapoznać się z regulaminem konkursu
2. należy być publicznym obserwatorem mojego bloga - 1 los
3. można dodać do obserwowanych bloga Sielska Dolina - 2 dodatkowe losy
4. można udostępnić informację o konkursie na FB lub na swoim blogu - 2 dodatkowe losy
5. należy pod tą notką zostawić komentarz z informacjami:
- pod jakimi nickiem obserwujecie mojego bloga
- pod jakimi nickiem obserwujecie bloga Sielska Dolina (jeśli dotyczy)
- link do udostępnionej na FB lub blogu informacji o konkursie (jeśli dotyczy)

Macie czas od dzisiaj do 30 listopada 2012 r.


REGULAMIN KONKURSU
1. Rozdanie jest organizowane przez serwis vexgirl.blogspot.com. Realizowane jest na zasadach określonych niniejszym regulaminem i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.
2. Sponsorem nagród jest serwis Sielska Dolina.
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do wszystkich publicznych obserwatorów bloga.
4. Uczestnicy mają za zadanie zapoznać się z regulaminem konkursu oraz zamieścić komentarz pod niniejszą notką zawierający dane pod jakimi nickiem obserwują bloga vexgirl.blogspot.com, oraz, jeśli dotyczy, pod jakimi nickiem obserwują bloga sielskadolina.blogspot.com i link do udostępnionej na FB lub blogu informacji o konkursie.
5. Zamieszczając komentarz, autor tym samym przyjmuje warunki Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883).
6. Ostateczny termin zamieszczania komentarzy upływa z dniem 30 listopada 2012 r. Komentarze pozostawione po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
7. Nagrodą w konkursie jest  ręcznie wykonany zestaw biżuterii składający się bransoletki oraz naszyjnika. Nagroda nie podlega zamianie na inną, ani zamianie na ekwiwalent pieniężny.
8. Spośród wszystkich poprawnych odpowiedzi serwis vexgirl.blogspot.com wylosuje zwycięzcę. Wyniki zostaną ogłoszone 4 grudnia 2012 r. za pośrednictwem serwisu vexgirl.blogspot.com, a nagroda zostanie wysłana pocztą w ciągu 7 dni kalendarzowych od otrzymania danych adresowych.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w niniejszym regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz innych przepisów powszechnie obowiązujących.


Serdecznie zapraszam wszystkich do zabawy i życzę powodzenia!

środa, 21 listopada 2012

EVELINE - MASECZKA BŁYSKAWICZNIE NAWILŻAJĄCA ANTI-STRESS

Pogoda nie dopisuje, przynajmniej nie w Krakowie. Za oknem za zmianę deszcz, mgła i szaruga, a wiadomo jak to wpływa na nasze samopoczucie. Jednym z lepszych sposób walki z jesienną chandrą, który sprawdza się u mnie bardzo dobrze, jest odprężająca maseczka do twarzy i kubek pełen kakaa.
Kilka dni temu zakupiłam na zupełnym spontanie błyskawicznie nawilżającą maseczkę do twarzy marki Eveline. Nigdy wcześniej jej nie używałam, ani nawet o niej nie słyszałam. Po prostu spodobała mi się kolorystyka opakowania, więc wrzuciłam do wózka resztą zakupów.


OBIETNICE PRODUCENTA:
Maseczka Błyskawicznie Nawilżająca z bio-glinką białą:
• głęboko nawilża
• skutecznie łagodzi podrażnienia i relaksuje
• przywraca komfort zmęczonej i przesuszonej skórze
• perfekcyjnie wygładza, niweluje szorstkość naskórka
• uelastycznia skórę
Przeznaczona do cery suchej i normalnej, również wrażliwej i skłonnej do alergii.


MOJA OPINIA:
Z opisu producenta wynikałoby, że maseczka sprawdzi się u mnie idealnie - delikatna, do skóry suchej i anti-stress. W praktyce okazało się jednak, że z opisami na opakowaniu ma niewiele wspólnego...

Zacznijmy może od tego, że za cenę około 3,00 zł otrzymujemy 10 ml produktu. Jest to standardowa pojemność jednorazowych saszetek z maseczkami, więc wyżej wspomniana kwota nie jest wygórowana.
Konsystencja maseczki przypomina pastę, co oczywiście ułatwia jej aplikację i użytkowanie, ponieważ nic nam nie spływa z twarzy. I chyba na tym kończą się plusy maseczki...


Zaraz po aplikacji poczułam delikatne pieczenie, ale moja skóra reaguje tak na większość maseczek, więc nie przejęłam się tą reakcją zbytnio. Pieczenie na szczęście minęło po około 2 minutach, a ja kontynuowałam kąpiel.

W trakcie zabiegu ani raz nie poczułam żadnych właściwości anti-stress, o których pisze producent, a wręcz przeciwnie. Skóra zaczęła się nieprzyjemnie ściągać i swędzić. Zaniepokojona zmyłam ją po 10 minutach, mimo że początkowo planowałam trzymać ją przepisowe 15 minut. Okazało się, że moja skóra była miejscami mocno zaczerwieniona, ściągnięta i jakby przesuszona. Taki efekt jest zupełnym zaprzeczeniem obietnic producenta!


Nie wiem czy jestem uczulona, na któryś ze składników, ale skoro maseczka przeznaczona jest również do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii, a moja zdecydowanie do takich nie należy, sytuacja jest co najmniej zastanawiająca... Pomimo pozytywnego nastawienia do zabiegu jestem bardzo zawiedziona. Obietnice producenta nie są spełnione nawet w połowie. Zdecydowanie nie polecam...

Macie jakieś ulubione jednorazowe maseczki? Możecie coś polecić?

wtorek, 20 listopada 2012

KOLEKCJA LAKIERÓW VIRTUAL FASHIONMANIA (JESIEŃ/ZIMA 2012)

Jesień nie musi być nudna i szara, zwłaszcza gdy na paznokciach królują niezwykłe, nasycone kolory. Szlachetny burgund, zmysłowy fiolet, zimny kobalt, czy ekskluzywna zieleń to baza jesienno-zimowej garderoby i najważniejsze odcienie sezonu, doskonale podkreślające tajemniczość i kobiecy szyk. Nadal niezwykle modne są paznokcie w kuszących odcieniach czerwieni, a także dodające energii pomarańcze – doskonałe na jesienną szarugę.

Najnowsza kolekcja lakierów do paznokci marki Virtual – Fashionmania – to aż 20 najmodniejszych kolorów na sezon jesień/zima 2012. To propozycja dla przebojowych kobiet, które lubią eksperymentować ze swoim wizerunkiem i nie obawiają się odważnych kolorów. Bazę kolekcji stanowią uwodzicielskie odcienie głębokiego błękitu, granatu, wyrazistego fioletu i purpury, które zdobią paznokcie niczym olśniewająca biżuteria. Na uwagę zasługują też nieśmiertelne czerwienie i eleganckie bordo, a także niezwykłe i bardzo modne w tym sezonie oranże oraz cieszące się nieprzemijającą popularnością naturalne nude.

Winylowa baza lakierów Fashionmania zapewnia nasycony, długotrwały kolor oraz lustrzany połysk już po pierwszej aplikacji. Dzięki elastycznej formule, mocno przylegającej do płytki paznokcia, kolor jest odporny na odpryskiwanie i ścieranie. Lakiery są hipoalergiczne i całkowicie bezpieczne w stosowaniu, nie zawierają szkodliwego toluenu oraz formaldehydu.


Jak się Wam podoba nowa kolekcja lakierów Virtual? Skusicie się na jakiś odcień? Ja chyba ulegnę Hazelnut...

niedziela, 18 listopada 2012

RELACJA Z EVENTU ORGANIZOWANEGO PRZEZ ELFA PHARM

W czwartek pokazywałam Wam kilka kosmetyków, które dostałam i obiecałam, że następnego dnia napiszę Wam o co w ogóle chodziło. Niestety los chciał, że mój piątkowy dzień wyglądał zupełnie inaczej niż zaplanowałam i dopiero dzisiaj mam chwilę czasu, żeby wreszcie sklecić tę notkę (ha! właśnie wróciłam z uczelni!).

W miniony czwartek odbył się event organizowany przez Polską Grupę Kosmetyczną oraz Elfa Pharm, mający na celu zaprezentowanie nowości kosmetycznych na nadchodzący rok 2013. W evencie wzięły udział takie firmy jak Bell, Dermica, DermoPharma oraz Miraculum, z Joko i Virtual na czele. Wraz z innymi krakowskimi blogerkami zostałyśmy zaproszone i przy okazji obdarowane kosmetykami, które pokazywałam właśnie w czwartkowej notce.

Poniżej kilka zdjęć z eventu i od razu przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat dalej jest w serwisie, a iPhone nie bardzo dawał radę w kiepskim oświetleniu. Kogo rozpoznajecie? :)







czwartek, 15 listopada 2012

NOWOŚCI, KTÓRE PRZYNIOSŁAM DZISIAJ DO DOMU


... ale co, jak i dlaczego dowiecie się dopiero jutro....

środa, 14 listopada 2012

sobota, 10 listopada 2012

UPOLOWANE NA TARGACH LNE & SPA

Dzisiejszy post będzie ekspresowy, bo jestem totalnie wykończona, a nogi wchodzą mi już w pośladki tak, że jestem o 30 cm niższa. Chciałam Wam tylko na szybko pokazać co kupiłam na dzisiejszych targach kosmetycznych LNE & spa, który odbyły się w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie.
Relacja z całego kongresu pojawi się za kilka dni, bo muszę ogarnąć wszystkie zdjęcia i filmiki, a jeszcze jeden dzień kongresu przede mną!


Na targach było mnóstwo pielęgnacji i zdecydowanie za mało kolorówki. W zasadzie kolorówka ograniczała się do Kryolan, Bikor, Make Up Atelier i kilku mniej znanych mi marek.


Tu możecie zobaczyć całe moje łupy.


Ampułki Radical na targach kosztowały jedynie 27,00 zł, więc żal było nie wziąć...


Od lewej: Just Spotted the Lizard, Goldeneye, Chocolate Martini i Shine.


Zestaw OPI z limitki Skyfall wzięłam dla koleżanki z pracy. Stałam po niego bite pół godziny!


Prezent od sponsora targów w postaci toniku, kremu i płynu do demakijażu.


A na koniec prezent-niespodzianka od mojej kochanej Poli (zestaw: My Big Break i Fit for a Queensland).

czwartek, 8 listopada 2012

NOWY JESIENNY ZESTAW CIENI INGLOT

Ostatnimi czasy uskuteczniam przemyślane kupowanie, zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki. Staram się przechodzić obojętnie obok wszelkiego rodzaju drogerii, a jeśli już do nich wstępuję to z półek brać jedynie rzeczy, które są mi faktycznie potrzebne. W innym wypadku moja łazienka wkrótce eksploduje.
Czekając ostatnio na koleżankę w galerii handlowej zajrzałam do salonu Inglot i nie dałam rady... Od razu wpadły mi w oko cztery pięknie komponujące się ze sobą kolory cieni, które w dodatku idealnie sprawdzą się do jesiennych makijaży.


Kolory które wybrałam to 605, 606, 607 i 446, wszystkie o wykończeniu perłowym. Cienie jak na Inglota przystało są oczywiście bardzo mocno napigmentowane i bardzo dobrze się ze sobą łączą. Postaram się zmalować nimi niebawem jakiś makijaż.


Koszt takiej paletki to 61,00 zł. Pojedyncze cienie w kwadratach kosztują 12,00 zł, natomiast sama paletka 13,00 zł. Myślę, że paletka znajdzie się w moim ulubieńcach jesieni 2012 :)

niedziela, 4 listopada 2012

PUDEŁKO GLOSSYBOX - EDYCJA PAŹDZIERNIK 2012

O październikowym pudełku słyszała już zapewne większość z Was, ale nie byłabym sobą gdybym nie dorzuciła jeszcze swoje dwa grosze. Nie będę się tu rozwodzić nad kwestią czy warto pudełko subskrybować, czy też nie, bo takie wywody możecie przeczytać prawie na każdym blogu, na którym pudełko przewinęło się choć raz. Niewtajemniczonych odsyłam do mini tutoriala na stronie GlossyBox.

Hasłem przewodnim październikowego pudełka jest "home spa", czyli po prostu pielęgnacja w zaciszu własnego domu. Bardzo mi się ten motyw przewodni spodobał, ponieważ osobiście rzadko kiedy mam czas i pieniądze na to, żeby zafundować sobie prawdziwe spa w salonie kosmetycznym. Zwracam więc sporą uwagę na produkty, które zapewnią mi podobne doznania, ale w mojej własnej łazience.


W październikowym GlossyBox znajdziemy:
  • maska + serum Mooya bio organiczny zabieg "poprawa owalu twarzy" o pojemności 36g + 6g
  • błyszczyk do ust Fresh Minerals w odcieniu Starstruck o pojemności 7 ml (produkt pełnowymiarowy)
  • glinka marokańska Organique (brak informacji na temat pojemności)
  • stymulujący peeling do ciała Pat&Rub o pojemności 60 ml
  • maska do włosów Karite marki Furterer o pojemności 30 ml
  • mydełko z olejkiem arganowym i proteinami mleka marki The Secret Soap Store (brak informacji na temat pojemności)


Maska Mooya zrobiła na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie, mimo, że z produktami tej firmy nie miałam wcześniej styczności. Na opakowaniu jest napisane, że jest to produkt profesjonalny i takie też mamy wrażenie trzymając go w rękach - czarne matowe opakowanie, które zawiera wszystkie niezbędne informacje. Dla mnie jedynym minusem jest fakt, że maskę trzeba trzymać na twarzy aż 30 minut, a ja rzadko kiedy mam dla siebie aż tyle czasu. No ale w końcu miało być domowe spa, więc nie będę narzekać ;)


Drugim produktem, który szczególnie przypadł mi do gustu była naturalna glinka marokańska marki Organique. Wszystko byłoby naprawdę super, gdyby nie to, że została mi przysłana w woreczku foliowym, który uszkodził się w transporcie... To co udało mi się odratować przesypałam do plastikowego pojemniczka (polecam słoiczki z ZSK).


Glinki użyłam już dwa razy i muszę Wam powiedzieć, że jest naprawdę dobra. Przypomina mi właściwościami glinkę marki Synesis, o której pisałam tu. Myślę, że już niedługo doczeka się własnej recenzji, bo jest naprawdę godna uwagi (również biorąc pod uwagę cenę 23,90 zł/ 200 ml).


O mydełku Argan & Goats w zasadzie nie napiszę Wam nic oprócz tego, że ślicznie pachnie. Pojemność jest jak na mydło troszkę śmieszna, więc raczej nie pokuszę się o testy, a zostawię je na jakiś wakacyjny wyjazd. Zatopione w mydełku złote drobinki również mnie zbytnio nie przekonują... Pozostańmy więc przy tym, że ślicznie pachnie :)


O marce Furterer po raz pierwszy usłyszałam właśnie dzięki GlossyBox i od tego czasu bardzo się z z nią polubiłam. Miałam już przyjemność stosować z tej firmy szampon, mgiełkę oraz piankę do stylizacji i wszystkie z tych produktów bardzo mi odpowiadały. Mam więc co do tej maski duże nadzieje.


Maska ma gęstą kremową konsystencję i dość intensywny zapach. W zasadzie z niczym nie mogę go skojarzyć. Tak czy inaczej pierwsze wrażenie robi bardzo dobre i z chęcią produkt przetestuję.


Kolejnym produktem jaki znalazł się w pudełku był peeling do ciała marku Pat&Rub z serii Home Spa. Co ciekawe na opakowaniu widnieje napis piling, a nie peeling. Bardzo spodobało mi się użycie spolszczenia :)
Z jednej strony marka Pat&Rub mnie kusi swoją naturalnością składników, zapachami, opakowaniami, ale z drugiej skutecznie odstrasza cenami. Miałyście może do czynienia z tymi kosmetykami? Warto się nimi zainteresować?


Nie wiem czy pisałam już o tym na blogu, ale jestem straszliwą wielbicielką wszelkiego rodzaju peelingów, więc każdy produkt z tej kategorii jest dla mnie praktycznie rarytaskiem. Nie inaczej jest teraz, zwłaszcza, że obietnice producenta kuszą. Na pierwszy rzut oka peeling faktycznie z czystym sumieniem można nazywać cukrowym, co widać na poniższym zdjęciu.


Ostatnim produktem z październikowego boxa jest błyszczyk do ust marki Fresh Minerals w odcieniu Starstruck, czyli w odcieniu różu z delikatnym opalizującym na fioletowo shimmerem. Marki w ogóle nie kojarzę, nie mam pojęcia na ile faktycznie jest mineralna, ale sam błyszczyk wydaje mi się bardzo fajnym produktem.


Ma śliczny kolor, przyjemną kremową konsystencję i praktyczny aplikator w formie pędzelka. Dodatkowym plusem jest dla mnie to, że jest dość kryjący, ponieważ ostatnio zdecydowanie skłaniam się ku produktom kolorowym jeśli chodzi o usta. Dam znać jak sprawuje się na dłuższą metę.


Podsumowując październikowy box bardzo przypadł mi do gusty, jest to chyba jeden z lepszych pudełek, jakie miałam okazję posiadać. Zdecydowanie najbardziej spodobały mi się błyszczyk i glinka marokońska, natomiast mikro-kosteczkę mydełka można było darować. Duże nadzieje mam również do co maski do włosów i jeśli faktycznie będzie tak dobra jak pozostałe produkty tej marki to może przemyślę zakup pełnowymiarowego opakowania.
A jak Wam się podoba zawartość październikowego GlossyBox'a?