wtorek, 2 października 2012

OPALANIE Z LIRENE (RECENZJA GOŚCINNA)

Zwróć uwagę, że niniejsza recenzja opatrzona jest etykietą recenzja gościnna, co oznacza, że nie ja jestem jej autorem. Weź proszę pod uwagę fakt, że typ skóry i upodobania autorki mogą różnić się od moich. Podpis autora recenzji znajdziesz na końcu notki.


Lirene Family - Nawilżająco-odżywczy balsam do opalania 30 SPF
Balsam ma konsystencję średnio gęstego mleczka i delikatny, przyjemny zapach. Rozprowadza się i wchłania bardzo dobrze i szybko. Koniecznie jednak trzeba go rozprowadzać na całkowicie suchej skórze, bo nawet z najmniejszą wilgocią nie emulguje się i zaczyna ślizgać po skórze pozostawiając widoczną warstewkę. Jeśli jednak skóra jest sucha wchłania się całkowicie – nie zostawia tłustego filmu, i nie bieli. Skóra jest dobrze nawilżona i czuć obiecane odżywienie. Mimo częstych kontaktów z wodą morską i chlorowaną nie zauważyłam ani ściągnięcia, ani wysuszenia skóry. Dużym plusem jest brak alkoholu w składzie, oraz dodatek alantoiny i masła shea, które gwarantują łagodność balsamu.
Jeżeli chodzi o ochronę przeciwsłoneczną, to jest ona oparta na kilku fitrach chemicznych oraz jednym fizycznym (dwutlenek tytanu trochę dalej w składzie, co ogranicza bielenia skóry) które gwarantują ochronę przed UVB oraz UVA krótkofalowymi. Do ideału brakuje mi w składzie chociaż jednego stabilnego filtra o pełnym spektrum ochrony UVB/UVA, ale i tak jest to dość dobra ochrona.
Ocena 8/10


Lirene Dermoprogram - Ratunek po przedawkowaniu słońca
Ponieważ nie dopuszczam nigdy do poparzenia skóry, brakowało mi okazji, aby przetestować balsam w warunkach, do których jest przeznaczony. Jednak uważam, że nawet jeśli wizualnie nasza skóra nie wygląda jak po ,,przedawkowaniu” słońca, i tak potrzebna jest jej szczególna pielęgnacja oraz odbudowa zniszczeń. Dlatego chętnie sięgałam po ten balsam przed położeniem się spać, po dniu spędzonym w słońcu.
Balsam ma kremową, lekko tłustą konsystencję. Pachnie dość subtelnie, ale można wyczuć sepcyficzny aromat masła shea. W rozsmarowywaniu również przypomina masło, ale o dość lekkiej konsystencji. Mimo obietnicy z opakowania nie wchłania się całkowicie, tylko zostawia lekki tłusty film na skórze (chociaż być może w przypadku mocnego poparzenia i ściągnięcia skóry i ta tłusta warstwa się wchłania). Skóra jest ukojona, wyraźnie nawilżona i lekko natłuszczona. 
Skład produktu bardzo przyjazny: na początek woda, gliceryna i pantenol, potem olej z pestek winogron, a trochę dalej alantoina i masło shea. Dlatego oprócz stosowania zgodnego z przeznaczeniem produktu pokusiłam się o eksperymenty. Odrobinę balsamu wcierałam w końcówki włosów jako zabezpieczenie przed słońcem/ wiatrem/ morską wodą. Rewelacyjnie odżywia też przesuszoną skórę stóp oraz dłoni. Ale najbardziej odpowiada mi jego działanie po depilacji. Świetnie łagodzi podrażnienia. 
Ocena 9/10

Ines