czwartek, 4 października 2012

MARY KAY - LAKIER PLUSH PLUM ORAZ TOP COAT (RECENZJA GOŚCINNA)

Zwróć uwagę, że niniejsza recenzja opatrzona jest etykietą recenzja gościnna, co oznacza, że nie ja jestem jej autorem. Weź proszę pod uwagę fakt, że typ skóry i upodobania autorki mogą różnić się od moich. Podpis autora recenzji i zdjęć znajdziesz na końcu notki.


Dostałam ten lakier do przetestowania kilka długich miesięcy temu. Jest to kolor Plush Plum, czyli w wolnym tłumaczeniu: włochata śliwka. 
Opakowanie jest okrągłe, duże, bardzo ładne w swojej prostocie. Łatwo trzyma się je w palcach. Konsystencje ma dość gęstą, ale może tez skapnąć, gdy nabierze się go za dużo. Zapach jest normalny – taki jak maja wszystkie lakiery. Nie przyprawia o ból głowy ale lekko drażni.


Ma na tyle szeroki pędzelek ze jeden paznokieć pomalujemy w trzech ruchach. Maluje się nim wygodnie i dość przyjemnie. Schnie ok. 5 minut. Utrzymuje się max. kilka godzin, potem widać starte końcówki i odpryski. Przy dwóch warstwach (tyle mam na zdjęciu) widać prześwity. Aż sama się sobie dziwie, że dałam mu druga szanse. Za pierwszym razem pomalowałam nim paznokcie i od razu zmyłam. Nie mogłam wyjść z podziwu jak bardzo nie przypadł mi on do gustu. To chyba pierwszy lakier, którego tak nienawidzę.


W zestawie był także top coat z tej firmy. Jest umieszczony w takiej samej butelce co lakier. Maja identyczne pędzelki, identyczny zapach i są identycznymi bublami. Top coat tylko ładnie nabłyszcza (ale który bezbarwny lakier tego nie robi?). Nie przedłuża trwałości lakieru, nie zabezpiecza go. NIC. Kompletna klapa. Cena nieadekwatna do jakości produktów, bo znam lakiery które kosztują 1/10 ceny tego, a są o niebo lepsze. 
Dodatkowo po 2 odkręceniu odpadła nakrętka, co widać na zdjęciach.
BUBEL wszechczasów. Nie polecam - 2/10.
Verr